Czego nie robi się dla miłości, a raczej – z miłości (Z miłości)

Czego nie robi się dla miłości, a raczej – z miłości (Z miłości)

Miłość jest uczuciem tak złożonym i skomplikowanym, że może być ukazywana na niemal nieskończoną liczbę sposobów. Sztuka autorstwa Petera Turriniego odrzuca nastrój uwznioślonego szczęścia, ukazując serię różnorodnych (niekoniecznie optymistycznych) zdarzeń powodowanych tym uczuciem.

Michael Weber (Mariusz Słupiński), będący bohaterem głównego wątku, to mężczyzna w średnim wieku, pracujący od kilkunastu lat w parlamencie w charakterze asystenta posła. Do pracy chodzi pod krawatem, na ręku nosi elegancki zegarek, a przegródki w jego portfelu wypełniają karty kredytowe. Na pierwszy rzut oka uchodzi za dobrze prosperującego urzędnika, odnoszącego sukcesy na gruncie zawodowym. W życiu prywatnym jest mężem atrakcyjnej kobiety (Ewa Audykowska-Wiśniewska) oraz ojcem kilkuletniej jasnowłosej Flory (Oliwia Leńko). Nic jednak w jego życiu nie jest kolorowe. Pisanie przemów dla kogoś innego wypala go, na koncie bankowym widnieje trzydziestotysięczny dług, a jego małżeństwo rozpada się. Stara się zatem znaleźć zapomnienie w ramionach prostytutki, płacąc jej 300 euro za wizytę, w czasie której stale zapewnia o swej niezmiernej miłości do żony. Jest ofiarą – systemu, w którym żyje, fatum czy bożej opatrzności, ale także oprawcą zdolnym do okrutnych czynów wykonywanych „z miłości”.

Oprócz głównego wątku spektakl oferuje całą gamę krótkich i nieco dłuższych migawek z życia przeciętnych mieszkańców Wiednia (w którym rozgrywa się akcja). Mamy zatem historię wdowy (Dorota Kiełkowicz), która nie potrafi pogodzić się ze śmiercią ukochanego męża, więc szuka ukojenia w wizytach w filharmonii. Gdy muzyka nie wystarcza, postanawia wizualizować sobie pokoncertowe wizyty w kawiarni, kiedy to jadła z ukochanym jeden torcik dwoma łyżeczkami, zaczepia zatem obcych mężczyzn i podjada im ich desery. Aspiranta (Aleksander Rudziński) uczącego się austriackiego akcentu oraz mniej i bardziej sprośnych przysłów od swojego przełożonego, nadużywającego władzy policjanta (Robert Latusek), by dopasować się do reszty społeczeństwa. Bezwzględnego dziennikarzynę (Mateusz Czwartosz) żywiącego się ludzką tragedią. Prostytutkę (Grażyna Walasek), która „daje dupy z miłości” (takie słowa padają ze sceny), ale jako jedyna bezceremonialnie potrafi powiedzieć, czego chce i domagać się prawa do pracy na znanym przez siebie terenie, na który przybyła „konkurencja”.

Aktorzy Jaracza grają na scenie, lecz grają też na uczuciach widzów. Nie brak bowiem szklanych oczu, tkliwie wypowiadanych zdań, wszechogarniającego uczucia smutku i niemocy. Spektakl Z miłości pełen jest absurdalnych scen i wyolbrzymionych reakcji i za teatr absurdu powinien właśnie uchodzić. Niektóre sceny potraktowano jednak nazbyt poważnie. Ukazane zostały tak serio, że nie sposób zgadywać, jak powinno się je odebrać, gdyż wypadają iście groteskowo. Nie jest to jednak ujma dla zespołu aktorskiego, który odgrywa swe role w myśl wybranej przez reżysera konwencji. Mamy tu bowiem grupę dającą wspaniały popis, na czele której znajdują się Mariusz Słupiński, Ewa Audykowska-Wiśniewska oraz niemal zawsze bezbłędna Dorota Kiełkowicz.

Z miłości to historia współczesnego świata, ludzi zagubionych i osamotnionych. Wśród tych osób pojawia się jednak jedna niepasująca do reszty postać Dobrego Boga (Bogusława Pawelec). Wyglądem przypomina on nieco bezdomnego bądź ulicznego artystę, występuje w łachmanach, ubraniach dobranych w sposób losowy. Twarz ma pokrytą białą farbą, a przy oczach pionowe czarne kreski niczym barwy wojenne. Tak ucharakteryzowany zaprasza do obejrzenia cudownego dzieła stworzenia, do wysłuchania historii o powstaniu świata. Nikt jednak nie obdarza Boga większą uwagą który doświadcza nawet nad wyraz dosadnej zniewagi: zostaje poproszony przez lubującą się w piercingu i wytatuowaną parę o nagranie jej erotycznych wygibasów w rytm piosenki I Fink U Freeky. Śmieszność tej sceny i jej wyolbrzymienie wywołuje awersję, ale tym dobitniej upokarza Dobrego Boga.

Przez dorosłych stwórca jest omijamy szerokim kręgiem (niczym żebrak na ulicy). Jedyną istotą, która poświęca mu chwilę poważnej uwagi jest dziecko i to ono zdaje się wnosić element nadziei do panującego ogólnie nastroju goryczy. Pozostaje zatem pytanie: czy dorastanie łączy się z zapominaniem o dziele stworzenia świata, o Dobrym Bogu? Same dzieci nie są ponadto w stanie należycie docenić dzieła stworzenia – mała Flora widzi w nieznajomym klauna, magika. Dobry Bóg zdaje się jednak także nie dbać należycie o swój wizerunek, jest bezradny, walczy o uwagę, wyciągając z rękawa bukiet sztucznych kwiatów.

Historia ukazywana w Teatrze Jaracza to swoista hybryda, zlepek frustracji, lęków i smutków przypadkowych osób. Mimo chęci nadania sztuce Turriniego nowej siły oddziaływania oraz wspaniałej grze aktorskiej, spektakl pozostawia po sobie kontrastowe odczucia.

Natalia Chuszcz, Teatralia Łódź

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer  226/2018

Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi

Peter Turrini

Z miłości

reżyseria, scenografia i opracowanie muzyczne: Waldemar Zawodziński

przekład: Jacek Lachowski

kostiumy: Maria Balcerek

asystent reżysera: Bogusław Suszka

inspicjent, sufler: Ewa Wielgosińska

obsada: Bogusława Pawalec (Dobry Bóg), Mariusz Słupiński (Michael Weber), Ewa Audykowska–Wiśniewska (Elfriede Weber), Oliwia Leńko (Flora Weber), Robert Latusek (Herbert Stauber), Aleksander Rudziński (Aspirant), Dorota Kiełkowicz (Ella Bischof), Iwona Dróżdż–Rybińska (Hilde Boehmdorfer), Mariusz Siudziński (Otto Nagl), Katarzyna Cynke (Bettina Wolf), Grażyna Walasek (Jaqueline Hawlicek), Radosław Osypiuk (Sprzedawca w markecie), Bogusław Suszka (Harry), Mateusz Czwartosz (Wendelin, Chłopak), Nadim Suleiman (Syryjczyk), Julia Szczepańska (Dziewczyna)

premiera: 27 styczna 2018 

fot. Greg Noo-Wak

Natalia Chuszcz – w teatrze pociągają ją niekonwencjonalne rozwiązania, mowa ciała i muzyka. Nałogowo czyta książki oraz tańczy.