Cud mniemany (Szalbierz)

Cud mniemany (Szalbierz)

Szalbierz to zdecydowanie niepochlebne określenie opisujące naszego bohatera narodowej sceny teatralnej – Wojciecha Bogusławskiego. György Spiró w swoim dramacie Szalbierz stwarza odbrązowiony charakter jednego z największych ludzi polskiego teatru – czy właściwie?

Sztuka zachowuje uświęconą przez starożytną tradycję zasady trzech jedności. Akcja rozgrywa się w dniu premiery Świętoszka, w Teatrze Polskim w Wilnie, opiewa wątek występu Bogusławskiego w niniejszej sztuce. Spiró inkrustuje w sztukę szekspirowski motyw „teatru w teatrze”, czyniąc z wykonawców podwójnych aktorów. Jego dramat jest niezrównany pod względem napięcia związanego z wyczekiwaniem punktu kulminacyjnego, jakim jest spektakl „Świętoszek” właśnie. Do tego momentu postać Bogusławskiego jawi się jako najbardziej tajemnicza dramatis personae sztuki.

Przychodzi nie wiadomo skąd tego samego dnia, kiedy ma mieć miejsce premiera, w której czyni honor grając główną postać. Nie znając tekstu, ni sztuki dokładnie – a przynajmniej tak deklarując, niefrasobliwie kwestionując wizję reżysera, wyłudzając gażę za jeden spektakl wyższą niż całego zespołu aktorskiego za miesiąc, podchodzi do premiery z szarlatańską pewnością siebie. Czy taki był Bogusławski? Spiró tak sugeruje. Jest jednak w Bogusławskiego szalbierstwie, tak przewrotnie – przez zaprzeczenie i dystans, jakiś podwójny sens. Z jednej strony mówi się na niego mistrz, choć przez całą prawie sztukę każe nam w słuszność tego określenia wątpić. Z drugiej – to dopiero na scenie dopełnia sensu swojego „mistrzostwa”. To wówczas staje się autentyczny, wyczulony na delikatność materii, w której rzeźbi. Zna widza i wie, że wrażliwy jest na każdy fałsz. Stroni od mistyfikacji nie tylko na scenie, od razu wyczuwa ówczesnego dyrektora Teatru Polskiego w Wilnie intencję przypodobania się tamtejszej władzy. Nie sztuka, ale władza jest wymiernikiem wartości. Spiró poprzez „Szalbierza” zwraca uwagę, że zarówno czasy pod protektoratem gubernatora rosyjskiego, jaki nasze, niewiele się różnią. Kultura tak w tamtych, jak i współczesnych czasach musiała (!) podporządkować się pod dyktando urzędników. Nad dyrektorem sceny wileńskiej gromadzą się czarne chmury i tylko przedstawienie z rolą główną Bogusławskiego (pochlebiającego reżim carski) może nadać wartość jego pracy i teatrowi, który prowadzi.

Spektakl w reżyserii Gábora Máté, choć oddaje hołd polskiemu kreatorowi teatru, pozostaje polityczna. Teatry ciągle są zależne od dotacji, kultura w Polsce wciąż ledwo finansowana, dyrektorzy teatrów u urzędników wciąż jak na spowiedzi. Czy w tej atmosferze można konserwować ducha narodowej kultury? A co dopiero go rozwijać?

Z tym pytaniem pozostawiam Cię, czytelniku, wraz z przekonaniem, że, wybierając się na „Szalbierza” sam będziesz mógł zobaczyć opowieść (krótką i zwięzłą w przekazie) o ojcu naszej polskiej sceny. A wszystko to w realizacji węgierskiego zespołu i wykonaniu najprzedniejszych aktorów, pośród których pierwsze skrzypce zagrał Witold Dębicki. Jego niekłamana energia i ta poczciwa iskra w oku, pozwoliły poprowadzić postać Wojciecha Bogusławskiego w atrakcyjny sposób.

Aleksandra Pyrkosz, Teatralia Warszawa
Magazyn Internetowy „Teatralia” numer 137/2015

Teatr Dramatyczny im. Gustawa Holoubka w Warszawie

György Spiró

Szalbierz

Reżyseria: Gábor Máté

Tłumaczenie: Jolanta Jarmołowicz
Scenografia: Balázs Cziegler
Kostiumy: Anni Füzér
Kierownik produkcji: Mateusz Karoń
Sufler: Jaga Dal
Inspicjent: Tomasz Karolak
Kierownictwo muzyczne: Bela Krynicka
Światło: Tedeusz Perkowski

Obsada:

Bogusławski: Witold Dębicki
Każyński, dyrektor: Sławomir Grzymkowski
Rogowski: Andrzej Blumenfeld
Kamińska: Agnieszka Warchulska
Kamiński: Sebastian Skoczeń
Skibińska: Agnieszka Wosińska
Skibiński: Mariusz Drężek
Hrehorowiczówna: Małgorzata Rożniatowska
Pięknowska: Anna Szymańczyk
Rybak: Kamil Siegmund
Niedzielski: Maciej Szary
Damse: Bartosz Waga
Chodźko, krytyk: Piotr Siwkiewicz
Gubernator: Maciej Wyczański