Coetzee na Malcie – zachwyt i rozczarowanie

Coetzee na Malcie – zachwyt i rozczarowanie

Coetzee. Horyzonty to jeden z najważniejszych nurtów tegorocznego Festiwalu Malta, w ramach którego wystawiono dwa dzieła noblisty: operową wersję Powolnego człowieka w reżyserii Mai Kleczewskiej oraz Hańbę wyreżyserowaną przez Kornéla Mundruczó. Zmagania z twórczością Coetzeego okazały się niełatwe i dały skrajnie różne efekty – od zachwytu po rozczarowanie.

Chyba najbardziej wyczekiwanym wydarzeniem Malty była światowa prapremiera opery Slow Man z muzyką Nicholasa Lensa i librettem stworzonym przez Johna Maxwella Coetzeego na podstawie jego powieści. Coetzee przepisał swoje dzieło z taką samą precyzją, z jaką David Lurie – bohater jego Hańby – przymierzał się do skomponowania opery o Byronie. Skupił się właściwie wyłącznie na relacjach łączących bohaterów, ich najważniejsze kwestie podkreślił poprzez repetycję (niektóre dublowane są także przez chór, co jeszcze wzmacnia ich wydźwięk), dobitnie zarysowując tym samym absurd zaistniałej sytuacji.

Bo oto w świat Paula Raymenta (Mark S. Doss), zrezygnowanego kaleki, wkracza nagle pisarka Elizabeth Costello (Lani Poulson), chcąca wyrwać go z egzystencjalnego letargu. W zaparte powtarza mu: „przyszedł pan do mnie”, tłumacząc swoje nim zainteresowanie, on ciągle odpowiada: „niech pani stąd idzie”. Słowa te zdają się jednak trafiać w próżnię – zarówno ona, jak i on chcą mieć pełną kontrolę nad sytuacją. Maja Kleczewska splata ze sobą świat literacki i rzeczywisty w sposób nieoczywisty, tworzy tajemniczą atmosferę wokół relacji i – w ogóle – istnienia bohaterów. Nie wiadomo już, kto czyim życiem kieruje, kto kogo wymyślił, który świat jest tym prawdziwym.

W spektaklu pojawia się także trzecia bohaterka – niewidoma dziewczyna Mariana (Claron McFadden), wprowadzająca w beznadziejnie bierne życie mężczyzny impuls do przebudzenia. Relacje między tymi dwoma postaciami nie są jednak ani jednoznaczne, ani ukazane dosłownie. Za podpowiedź może tu służyć świetna choreografia Mikołaja Mikołajczyka, zarówno nacechowana cierpieniem, starością i osamotnieniem, jak i podszyta erotyzmem.

Muzyka Nicholasa Lensa wspaniale buduje klimat – momentami do bólu realny (choćby nieznośnie hałaśliwy początek wraz z projekcją filmową ukazujący wypadek, w którym Rayment stracił nogę), innym razem niezwykle poetycki (ten nastrój świetnie uzupełniał wtór chóru zza sceny), ale zawsze ciężki, bardzo gęsty. Kompozytor wprowadził kilka powtarzalnych motywów muzycznych, przewijających się w różnych momentach spektaklu – podobnie jak wiecznie powracające słowa. W tej nowoczesnej kompozycji bezbłędnie odnaleźli się śpiewacy, którzy wypadli bardzo dobrze także aktorsko – nie tylko na scenie, ale także na przygotowanych wcześniej projekcjach filmowych, będących tłem spektaklu.

Świetnymi aktorami i znakomitym materiałem tekstowym dysponował też Kornél Mundruczó, tworząc Hańbę. Zgodnie ze swoją specyficzną estetyką chciał zaszokować, niestety tym razem jego mechanizmy nie sprawdziły się. W przeciwieństwie do udanego przedstawienia Slow Man, Hańba okazała się słabym spektaklem. Przy zbytniej dosłowności nawet tak charakterystyczny dla niego brutalizm przestaje działać.

Po silnym uderzeniu na początek – gwałcie na Lucy – napięcie nieodwracalnie opada. Młoda dziewczyna wstaje z ziemi, doprowadza się do porządku i funkcjonuje dalej, jakby nic się nie stało. Mundruczó słynie z takiego mamienia widzów, zaskakującego przechodzenia – po ostrych scenach gwałtów czy zbrodni – do dalszej akcji, do porządku dziennego. Zakrwawieni, poniżeni bohaterowie podnoszą się, otrzepują i wraz z innymi zaczynają śpiewać na głosy popowe balladki. Zazwyczaj udaje mu się wywołać w widzu konsternację i zbudować silny kontrast, jednak tym razem kolejne zderzenia z piosenkami nie miały już siły rażenia.

Ta sama scena gwałtu powtarza się w spektaklu raz jeszcze, ale nie jest już w stanie przywrócić początkowego napięcia, jest raczej jedynie demaskacją teatralnych mechanizmów stosowanych przez węgierskiego reżysera. Zwrot Lucy do widzów jest w tym momencie zupełnie nietrafiony, podobnie jak wszelkie inne próby podjęcia dialogu z publicznością (choćby Bev zachęcająca do przygarnięcia psa). Mundruczó chciał chyba mówić do widzów zbyt wielkimi literami, zresztą w spektaklu pojawia się znacznie więcej zbędnych dosłowności. Być może wiszące ciała psów czy peruki zakładane przez aktorów, gdy grają Afrykańczyków, miały być z założenia ironiczne, jednak śmiało można było z nich zrezygnować, sytuacja sceniczna była wystarczająco czytelna bez ich pomocy.

Spektakl w gruncie rzeczy nie skupia się ani na hańbiącym romansie Davida Lurie’ego ze studentką, ani na zhańbieniu jego córki – Lucy, ani nawet na relacjach między białymi i czarnymi mieszkańcami Republiki Południowej Afryki. Reżyser próbuje zająć się wszystkim po trochu, w efekcie bardziej opowiada fabułę książki, niż buduje – tak ciekawie opisany przez Coetzeego – obraz psychiki bohaterów i ich przemianę czy zarysowuje konflikty między Afrykanami i Afrykanerami. A szkoda, bo mając w ręku taki materiał, można było dużo zdziałać, co pokazuje piękny Slow Man Kleczewskiej.

Agnieszka Misiewicz, Teatralia Poznań

Maltafestival Poznań 2012, 3–7 lipca 2012

Teatr Wielki  im. St. Moniuszki w Poznaniu

Nicholas Lens

Slow Man

libretto: John Maxwell Coetzee
kierownictwo muzyczne: Bassem Akiki
reżyseria: Maja Kleczewska
scenografia: Katarzyna Borkowska
choreografia: Mikołaj Mikołajczyk
światło/video/film: Wojciech Puś
kierownictwo chóru: Mariusz Otto
współpraca muzyczna: Wiktor Lemko, Agnieszka Nagórka
asystenci reżysera: Marta Szepietowska, Krzysztof Szaniecki
asystent choreografa: Małgorzata Połyńczuk
obsada:
Paul Rayment – Mark S. Doss
Elizabeth Costello – Lani Poulson
Mariana – Claron McFadden
tancerze: Anna Krysiak, Anna Sąsiadek, Mikołaj Mikołajczyk, Krzysztof Raczkowski, Gento Yoshimoto
chór żeński i orkiestra Teatru Wielkiego w Poznaniu
produkcja: Malta Festival Poznań i Teatr Wielki im. St. Moniuszki w Poznaniu
światowa prapremiera: 5 lipca 2012 roku

Kornél Mundruczó (Węgry)

Hańba

na podstawie powieści J.M. Coetzeego
reżyseria:  Kornél Mundruczó
scenografia, kostiumy: Márton Ágh
dramaturgia: Viktória Petrányi
muzyka: János Szemenyei
kierownik produkcji: Dóra Büki
asystent produkcji: Kata Szeder
kierownik techniczny, reżyseria światła: András Éltető
realizatorzy dźwięku: Zoltán Belényesi/János Rembeczki
rekwizyty: Gergely Nagy
obsada: Annamária Làng, Lili Monori, Kata Wéber, Gergely Bánki, László Katona, Zsolt Nagy, Roland Rába, János Szemenyei, B., Miklós Székely, Sándor Zsótér
premiera: 17 maja 2012 roku