W ciszy słów (Koncert życzeń)

W ciszy słów (Koncert życzeń)

Nie pamiętam, kiedy ostatnio obejrzałam spektakl, w którym z ust jedynej aktorki nie pada ani jedno słowo. Tak bardzo odzwyczaiłam się od ciszy w teatrze, że wydawało mi się to czymś nierealnym. Każdy odgłos wydany przez widza powodował niesmak. Oglądanie Danuty Stenki w Koncercie życzeń jest wydarzeniem niezwykłym, nawet dla miłośnika Melpomeny.

Wszystko wydaje się proste, żeby nie powiedzieć banalne i ogromnie nudne. A w zasadzie nie wydaje się, tylko takie właśnie jest. Na samym środku małej sceny, na lekkim podwyższeniu znajduje się mieszkanie, około trzydziestometrowe, jednopokojowe, z łazienką, kuchnią i malutkim przedpokojem, kompletnie wyposażone w sprzęty, meble, naczynia, drobiazgi, a nawet jedzenie. Od prawdziwego różni je tylko brak ścian (poszczególne pomieszczenia oznaczone są podłogą, zupełnie jak w Simsach, ulubionej grze bohaterki) oraz obecność widzów przechadzających się naokoło i wnikliwe obserwujących to, co się dzieje.

A dzieje się wiele i niewiele zarazem. Oto przez niespełna półtorej godziny Łaźnia Nowa zmienia się w ring, na którym ścierają się ze sobą rozmaite siły – te widoczne gołym okiem i te głęboko skrywane. Bohaterka wraca do domu, prawdopodobnie po pracy oraz szybkich zakupach i rozpoczyna szereg zwyczajnych, wieczornych czynności. Czego tam nie ma: rozbieranie, pranie, rozpakowywanie, przygotowywanie kolacji, jedzenie, robienie herbaty, smarowanie rąk, nakładanie maści na twarz, przeglądanie poczty, układanie ciuchów, sikanie, czytanie, oglądanie telewizji, granie w Simsy, palenie papierosa, mycie zębów, przebieranie, rozkładanie łóżka, a towarzyszą temu nieustanne podnoszenia się i siadania, przechodzenia z pomieszczenia do pomieszczenia, otwierania i zamykania szafek, układania, przesuwania, poprawiania, wzdychania, zamyślania i cały zbiór mikroaktywności składających się na codzienność każdego z nas. I nie ma w nich ani trochę przesady, ironii czy neurotyczności; odwzorowane są niezwykle drobiazgowo i realistycznie.

Przez cały czas trwania spektaklu widzowie mogą podążać za aktorką, okrążając należącą do niej przestrzeń i niczym w reality show śledzić nawet jej najmniejszy ruch. W absolutnej (pomijając scenę oglądania telewizji oraz słuchania audycji Wojciecha Manna) ciszy. Ciszy, którą bohaterka próbuje zatupać i zaszurać, ponieważ nie może jej znieść, ale żadne zabiegi, nawet słuchanie głośnej muzyki, nie pomagają, a wręcz przeciwnie – nasuwają skojarzenia przypominające to, o czym pragnie się zapomnieć – ogromnej samotności.

W wielkim, pełnym ludzi mieście, czego wspaniałym odzwierciedleniem są wędrujący widzowie, w malutkim mieszkanku (na scenie zmieściłoby się takich co najmniej dziesięć) siedzi kobieta, która nie ma do kogo się odezwać. I to jest największa tragedia, tym mocniejsza, że niewypowiedziana ani jednym słowem. Zagrana jest za to fenomenalnie za pomocą gestów, wyrazów twarzy, czynności, których milion wykonujemy każdego dnia i nawet nie przyjdzie nam do głowy, jak bardzo mogą być znaczące. Przecież zupełnie inaczej stawia wodę na herbatę człowiek szczęśliwy i smutny, zrelaksowany i zestresowany, podniecony i obojętny. Tak naprawdę w spektaklu zamkniętych jest mnóstwo słów, nie zostają tylko wypowiedziane, ale nie oznacza to, że zawartego w nich komunikatu nie można odczytać. Emocje widoczne są jak na dłoni, ale ich pokazanie zostaje dostrojone do sytuacji braku rozmówcy. Nie ma tutaj wielkiego aktorstwa, nadmiernej ekspresji, jest po prostu człowiek – w gąszczu sprzętów, bylejakości bezsensowych działań, osaczony, sam.

Obserwowanie zmagań bohaterki uświadamia, jak wiele czasu codziennie upływa na wykonywaniu zbędnych czynności. Jak bardzo mechanicznie zachowują się ludzie , nie zwracając na pewne rzeczy uwagi. Jak mocno przywykli do rozkładu mieszkania i najmniejsza nawet zmiana potrafi ich wyprowadzić z równowagi. Jak małą przestrzeń w świecie zajmują, a jak wiele mieści się w niej przedmiotów. Jak bardzo można poczuć się w tym wszystkim zagubionym i do czego może to doprowadzić.

Marcelina Nowakowska Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, nr 128/2015

Teatr Łaźnia Nowa w Krakowie

Koncert życzeń

Franz Xavier Kroetz

tłumaczenie: Danuta Żmij-Zielińska

reżyseria: Yana Ross

dramaturgia: Aśka Grochulska

scenografia: Simona Biekšaité

reżyseria światła: Mats Öhlin

muzyka: Aśka Grochulska, Tomasz Wyszomirski

kurator projektu: Marcin Zawada

obsada: Danuta Stenka

głos z radia: Wojciech Mann

premiera: 6 grudnia 2014

fot. Klaudyna Schubert

Marcelina Nowakowska – studiuje nieprzerwanie od ukończenia szkoły średniej, głównie kierunki filologiczno-teatralne, w nielicznych wolnych chwilach pochłania książki oraz czekoladę, pisze, podróżuje, spaceruje po Krakowie…