Cicho-Głośno

XII Międzynarodowe Spotkania Szkół Lalkarskich „Metaformy” to przede wszystkim czas intensywnego obcowania z lalkami i ich partnerami-aktorami. Niezwykła kooperatywa sprawiła, że w ciągu kilku dni festiwalu ożywiani bohaterowie spektakli zawładnęli sercami widzów. 

Pierwszego dnia spotkań we wrocławskiej szkole aktorskiej, zaprezentowano spektakle o niezwykłych pokładach wrażliwości. Narracja tych krótkich widowisk, mimo tego, że lokowała się w odrębnych realiach, miała w sobie coś przyciągającego i elektryzującego.
Solo Matches DAMU w Pradze w reżyserii Zuzany Vitkovej, już w pierwszej scenie odsłania kruchość i subtelność świata, z którym przez kolejne sześćdziesiąt minut widownia będzie miała styczność. Reżyserka zainspirowana historią dziewczynki z zapałkami Hansa Christiana Andersena stworzyła dzieło delikatne i emocjonalne. Wszystko w tym spektaklu narasta powoli. W wyciemnionej sali zapala się punktówka, która wskazuje na staruszkę z chustką na głowie oraz walizką na kolanach zrobioną z wielkiego pudełka po zapałkach. Jej gesty są powolne, leniwie. Jednak pełne dostojeństwa, gdy przychodzi jej wyciągnąć z bagażu lusterko i kosmetyki. Niczym wytworna dama zaczyna poprawiać urodę. Pudruje policzki i uśmiecha się lekko do widowni. Jest spokojna i wyciszona. Pomimo to, jej postać wzbudza pewne współczucie. Walizka stanowi  jedyny dobytek kobiety, pozostałość po latach młodości. Dlatego z takim szacunkiem dba o każdy znajdujący się w nim drobiazg. Gdy kończy kosmetykę, zamyka wszystko w kwadratowej walizeczce i znika w cieniu, a na jej miejscu zostają jedynie buciki i kwiaty. Nostalgia zbudowana w tej krótkiej etiudzie rozciąga się na cały spektakl. Poczucie przejmującego smutku nie mija, nawet gdy aktorzy uruchamiają na scenie bardziej dziecinne i roześmiane postaci. Wszystkie, wyczarowane z pudełek po zapałkach, nieważne jak frywolne, przypominają o losie dziewczynki z zapałkami. Bowiem to jej światy, marzenia, wyobrażenia stanowią podstawę Solo Matches. Rzeczywistość zbudowana z zapałek ma symbolizować trzy etapy jej życia: niemowlęctwo, dziecięctwo i starość. Śnieżnobiały świat stworzony z waty i obrusu to cała scenografia, w której dwoje lalkarzy (Dan Kranich i Lucie Valenová), animuje maleńkie figurki wynurzające się z kolejnych pudełeczek. Historyjki, których początki sygnalizowane są zapaleniem kolejnych zapałek, rozgrywają się w aurze melancholii. Widzimy nieporadnego bobasa, który samotnie konfrontuje się ze światem. Dziewczynkę, która oddaje się marzeniom o przyjaźni. W końcu koło życia się zamyka, a widownia może uczestniczyć w procesji pogrzebowej. Twórcy nie wskazują jednak kogo opłakujemy, snując się w kondukcie po tej śnieżnej krainie. Wszyscy w tym spektaklu dążą do szczęścia, ale podobnie jak staruszka, są samotni.

Niezwykłą precyzję lalkarzy muzycznie ubarwiał Roman Džačár. Muzyk, kompozytor, który ukryty w cieniu, na bieżąco i w odpowiedzi na działania aktorów podkreślał dźwiękiem ich animacje. Solo Matches to ciepła, a zarazem smutna opowieść, w której młodość i starość to dwie strony tej samej monety.

Wyciszenie, które towarzyszyło temu spektaklowi, stanęło w całkowitej opozycji do drugiego, a zarazem ostatniego widowiska tego dnia. Wieczór zamknęła praca koła naukowego studentów PWST przygotowana pod opieką Magdy Śniadeckiej-Skrzypek i Jerzego Bielunasa. Grupa młodych aktorów przygotowała plastyczno-muzyczną inscenizację w oparciu o fragmenty powieści Wroniec. Ich inscenizacja wydarzeń z lat osiemdziesiątych była niezwykle agresywna i dynamiczna, przez co momentami męcząca. Zbiór piosenek utrzymano w jednej tonacji. Mimo energiczności utworów, choreografia pozostała szczątkowa, ograniczona do okazjonalnych zamian miejsc. Scena skąpana w szaro-niebieskim świetle stanowiła tło dla animacji rozgrywających się na ekranie ustawionym z boku w stosunku do głównej akcji. Ukryta na tyłach przestrzeń stanowiła pole do działania dla trójki lalkarzy, którzy animowali makiety kompatybilne z treścią piosenek. Wykonane utwory miały przybliżyć determinację ludzi walczących z komunizmem. Idea słuszna, choć wykonanie bardziej rozrywkowe niż wzniosłe. Godzina Wrońca, to przede wszystkim widowisko plastyczne, pozbawione spójnej narracji.

Konfrontacja ciszy i hałasu może intrygować i skłaniać do zastanowienia nad kluczem, jakim mogli kierować się organizatorzy, umieszczając obok siebie dwa, tak odmienne spektakle. Być może dynamika Godziny Wrońca, miała uwypuklić nostalgię staruszki z Solo Matches i pokazać, że w latach osiemdziesiątych ludzie skazani byli na samotność? A może nic nie stoi za tym zestawieniem i ostatnie widowisko miało być koncertowym pożegnaniem z pierwszym dniem festiwalu.

 

Agata Iżykowska, Teatralia Wrocław

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 173/2016

 

XII Międzynarodowe Spotkania Szkół Lalkarskich „Metaformy”, 17-21.05.2016

 SOLO MATCHES

Ch. Andersen
reżyseria: Zuzana Vítková

muzyka: Roman Džačár

obsada: Dan Kranich, Lucie Valenová
GODZINA WROŃCA
na podstawie  fragmentów „Wrońca” Jacka Dukaja
reżyseria: Jerzy Bielunas, Magdalena Śniadecka – Skrzypek
muzyka: Mateusz Pospieszalski
choreografia: Maciej Florek
obsada: Klara Broda, Malwina Brych, Aleksandra Pałka, Małgorzata Pauka, Mateusz Barta, Patryk Bartoszewski, Michał Bajor, Artur Caturian, Dominik Gostomski, Igor Kowalunas, Łukasz Kurczewski, Adam Turczyk, Mateusz Wiśniewski

Agata Iżykowska (rocznik 1992) – studiuje MISH na UWr. Z wykształcenia krytyk artystyczny, chociaż najbliżej jej do teatru. Uwielbia brytyjski teatr, szczególnie średniowieczną i współczesną dramaturgię. Na polskiej scenie docenia dobrą awangardę, chociaż nie jest miłośniczką teatrów współczesnych.