Ciało władzy (Tyran(s))

Ciało władzy (Tyran(s))

Zazwyczaj bywa tak, że potrafimy rozsądnie ocenić, kto znajduje się w błogosławionym stanie sprawowania władzy. Ale sama kwestia rządzenia nadal pozostaje zagadkowa. Bo władzy się nie posiada, nie sposób jej zdobyć, nie leży ona w niczyich rękach. Jest jedynie relacją w układzie sił właściwych pewnej rzeczywistości. Dokładnie takiej, jaka ukształtowana została w Tyran(ach) Karine Ponties.

W sytuacji permanentnego chaosu, który obserwujemy na scenie, najbardziej interesujące jest to, że organizm tyranii posiada nie jedną głowę, a trzy – jak hydra. Tyle, że każda z nich chce pożreć dwie pozostałe. Papieskość, królewskość i dyrektorskość jako słowa-wytrychy dla różnych koncepcji władzy, kreślą obraz tego, o co będzie toczyć się stawka – rząd dusz kontra hedonizm, podbijane przez niesłabnący urok materializmu. Targane własną rządzą (nieraz groteskowo podszytą dowcipem) ciała tyranów zamknięte są w złotej klatce. To ona jest ich rzeczywistością, którą muszą ujarzmić, podbić i zawłaszczyć. Lśniące ściany okazują się jednak delikatną konstrukcją, podatną na manipulacje. I tak Król zrywa folię szczelnie oddzielającą scenę od widowni oraz, niczym niepodzielny imperator, owija się nią jak gronostajem. Teraz i my przynależymy do obszaru walki. Jesteśmy wiernymi, poddanymi, podwładnymi – w zależności od tego, która opcja – duchowa, doczesna czy ekonomiczna, akurat bierze górę.

Złota przestrzeń stanowi rodzaj hermetycznego tworu, uniwersalnego modelu władzy, który można wkomponować zarówno w strumień przeszłości, jak i zupełnie aktualną sytuację. Jest obszarem oddzielenia, odseparowania, bo przecież najbardziej udana tyrania to nie ta, która w celu zniewolenia używa siły, ale ta odbierająca wszelką wiedzę na temat tego, jak wygląda wolność. Czyni ją niepojętą, pozbawiając jakiejkolwiek świadomości, że istnieją inne drogi i zewnętrzna rzeczywistość. Ciała tancerzy (dwóch mężczyzn i kobiety) raz stłoczone, zlepione ze sobą na kształt obrzydliwej hybrydy, innym razem, w indywidualnym szale gwałtownych ruchów i gestów, zdają się pokazem ścierającej się woli rządzenia. Pewni swojego posłannictwa, swojej jednostkowości stanowią jedynie produkt określonych uwarunkowań. Ekskrement chorej rzeczywistości. Uosabiają każdego z tyranów świata i konstytuują problem władzy-wiedzy, a nie władzy-siły, która jest tylko jednym z wulgarnych środków osiągnięcia celu. Pokraczność tej mało wyrafinowanej siłowej metody zapowiada początkowa scena, w której jeden z tyranów podejmuje walkę z ograniczeniami ciała. Próbuje oderwać się od podłogi pokonując niedowład kończyn, by wreszcie za pomocą wręcz malarskiej gry mięśni ukazać naszym oczom kaleki twór, któremu daleko do ludzkiej postaci.

Skondensowana narracja Tyran(ów) zmienia się, kiedy bohaterowie zauważają obecność widzów. Gra o władzę zyskuje znamiona medialnego spektaklu, który przecież codziennie pełznie w naszym kierunku za pośrednictwem środków masowego przekazu. Król-tyran wskakuje prosto na widownię i, wspinając się po fotelach, szuka wybrańca, noszącego odtąd koronę władcy. Nie ma wyjścia! Jesteśmy częścią odrażającego procederu manipulacji, który zostaje bezwstydnie przed nami zdemaskowany. Tyrani znudzeni wzniosłością swojej walki wyciągają ręce, oczekując na zapłatę, a Król w szale destrukcji zrywa czarne aksamity i złote folie obnażając to, czego zwykle się nie obnaża – nagość kulis. „Na tę wymizdrzoną i zdizajnowaną iluzji łąkę wbiegła wnet sprośna locha, prawdy suka i zdarła powieszoną na to czego nie chcę widzieć już zasłonkę” – jak śpiewa jeden z polskich raperów. I dalej, idąc tym tropem, za zasłonką rozgrywa się barwny festyn, istny gabinet osobliwości, gdzie dotychczasowi tyrani stają się bohaterami żenującego widowiska w estetyce Celebrity Splash. Złoto ścian posłużyło już nie za pseudo-gronostajowy płaszcz, a jako stringi Króla. Również Papież niepokojąco zainteresował się swoimi genitaliami, natomiast Dyrektor wesoło tapla się w rozlanej wodzie.

Tyran(i) to z jednej strony opowieść dotykająca uniwersalnych, fundamentalnych problemów, a jednocześnie odwołuje się do najbardziej przaśnego, obmierzłego mainstreamu, jaki możemy sobie wyobrazić. Wydaje się, że ten dość niespójny dwugłos, przemieszanie estetyk – od nieco patetycznych wątków ku nabrzmiałemu od kiczu jarmarkowi, dobrze oddaje schizofreniczną kondycję współczesnego społeczeństwa. Jedyne czego brakuje koncepcji Karine Ponties to oprawa scenograficzna i kostiumowa dorównująca warstwie znaczeniowej i choreograficznej. W końcu ciało władzy należy przyoblec w jak najznamienitsze szaty. Byleby nie były to nowe szaty cesarza.

Katarzyna Oczkowska, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 139/2015

III Międzynarodowy Festiwal Tańca Współczesnego „KRoki” w Krakowie

Kraków, 17–24 maja 2015

Tyran(s)

Koncepcja i choreografia: Karine Ponties

tancerze: Mathieu Desseigne Ravel, Eric Domeneghetty, Shantala Pèpe

światło i konsultacja artystyczna: Guillaume Fromentin

muzyka: David Monceau

fot. Andrea Messana

Katarzyna Oczkowska – doktorantka w Instytucie Sztuki PAN. Zajmuje się polską sztuką współczesną ze szczególną słabością do kontrastów – od subtelności po kamp.