Ciało powinno być czyste (Niżyński)

Ciało powinno być czyste (Niżyński)

To mantra powtarzana przez człowieka obłąkanego, który stracił świadomość pomiędzy duchem a ciałem, uwięzionego w chorobie psychicznej, która opętała również fizyczność. Człowieka z obsesją czystości ciała w każdej możliwej metaforze, traktującego siebie jako jednostkę boską, nieskazitelną i niepojmującą tragedii swojego umysłu. Człowieka uwięzionego w szpitalu psychiatrycznym, spisującego w dziennikach upadek nadziei. Człowieka genialnego, niedościgniony po dziś dzień wzór, artystę baletu – Wacława Niżyńskiego.

Kamil Maćkowiak wciela się w rolę baletmistrza od prawie dziewięciu lat. Wystawiając do 2013 roku monodram na scenie łódzkiego Jaracza, zapewnił sobie tytuł artysty wszechstronnego. Warszawska publiczność ma okazję poznać historię Niżyńskiego na kameralnej scenie przy Karasia w nieco zmodyfikowanej kostiumowo i choreograficznie wersji. Pomimo ukończenia kolejnych wiosen, Maćkowiak wciąż pokazuje kunszt wyniesiony ze szkoły baletowej i udowadnia, że dalej potrafi tańczyć rzeczy straszne. W niby-klatce plastyczne ciało daje upust dręczącym go siłom.

Oprócz tańca liczy się słowo, a jeszcze bardziej sposób jego przekazania. Opowieść została skonstruowana na podstawie Dzienników, które Niżyński prowadził w ciągu sześciu tygodni, od ostatniego występu do zamknięcia w szpitalu. Teksty te to chęć zrozumienia siebie, próba odpowiedzi na najprostsze życiowe pytania, walka ze sobą w świadomości nadchodzącej śmierci. Dzięki konstruktywnej i spójnej fabule treść zostaje podana klarownie, nie można zgubić się pomimo braku chronologii, charakterystycznej dla pamiętnikarskiej formy. Ciekawym zabiegiem jest narracja złożona z kilkunastu miniupadków, po których następuje pozorny miniwzlot. Nie odczuwany ciągłej destrukcji bohatera. Poznajemy go już w momencie skrajnego zagubienia. Po spokojnej opowieści jego przeżycia wzmagają się, szał przybiera drastyczniejsze formy, pobudza ciało do nieokrzesanych ruchów, po czym znów, za pomocą światła i muzyki, doprowadzają do statyczności. Te dwie ostatnie, dobrane z estetycznym gustem i wykorzystane precyzyjnie, nadają spektaklowi potrzebną tajemniczą aurę.

Język schizofrenika, nieskładny i bredzący, oddany jest w każdym zdaniu. Znakomity Maćkowiak wrósł w rolę, uosabiając cechy chorego, zachowując jednocześnie językową podstawę komunikacji z widzami. Charakterystyczne dla jego ról sekundowe elementy improwizacji są przemycane dyskretnie i odczuwalne przez delikatną zmianę intonacji. Takie momenty pozwalają na chwilę zrzucić ciężar postaci, rozładowują kumulujące się w przestrzeni napięcie.

Maćkowiak po raz kolejny dźwignął swoją sztangę. Stoi dzielnie, w pocie czoła, nie chwiejąc się wcale. Stoi przy owacjach, przy wzruszeniu widzów, przy uznaniu krytyków. Grając człowieka okrzykniętego „bogiem tańca”, sam staje się bogiem sceny.

Izabela Lewkowicz, Teatralia Warszawa
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 105/2014

Teatr Polski im. Arnolda Szyfmana w Warszawie
Niżyński
Wacław Niżyński
przekład: Grzegorz Wiśniewski
reżyseria i scenografia: Waldemar Zawodziński
scenariusz: Waldemar Zawodziński
scenariusz: Kamil Maćkowiak
choreografia:   Kamil Maćkowiak
opracowanie muzyczne: Kamil Maćkowiak
kostiumy: Marta Joanna Bryś
reżyser światła: Łukasz Schwiperich
projekcje: Arkadiusz Stasiak
projekcje: Wojciech Burczak
premiera: 12 marca 2014
fot. materiały prasowe