Ciał(k)o zamiast metafory (Rytuał)

Ciał(k)o zamiast metafory (Rytuał)

„Pierwsza w Polsce teatralna adaptacja mało znanego dzieła jednego z najwybitniejszych twórców światowego kina – Ingmara Bergmana” – pisali (na stronie teatru). Będzie wydarzenie – myślałam. Życie napisało jednak inny scenariusz. Nosi on tytuł: „Rzecz o tym, jak czasem teatrowi sił nie staje, aby rzeczywistość filmową adaptować na sceniczne deski”.

Rytuał w reżyserii Iwony Kempy to przedstawienie w konwencji teatru intymnego, z ograniczoną liczbą aktorów, gdzie brak fabularnych fajerwerków i niespodziewanych zwrotów akcji rekompensują wnikliwe dialogi, cięte riposty oraz wszelkie gry i gierki międzyludzkie. Mamy tu do czynienia z nieco postrzelonym, artystycznym trio: długonogą pięknością, Theą (Katarzyna Zawiślak-Dolny), najstarszym i najbardziej racjonalnym Hansem (Marcin Kuźmiński) oraz młodszym, bardziej narwanym, Sebastianem (Grzegorz Mielczarek). Tworzą oni nie tylko zespół aktorski, dający numery variété dla dorosłych, ale i dosyć niejasny związek życiowy. Pojawia się wreszcie – symboliczny i dosłowny – obcy, czyli Sędzia (Sławomir Maciejewski) prowadzący śledztwo dotyczące prowokacji artystycznej aktorskiego trio. Sędzia potrzebny jest – jak na porządne modele komunikacji przystało – aby wstrząsnąć tą małą, trzyosobową wspólnotą, a finalnie ją scalić. Potencjał na spektakl jest więc tu naprawdę spory. Ale jednak coś nie zadziałało jak trzeba. Aktorstwo, choć nie neguję wcale ogromu przygotowań do poszczególnych ról, jest jednak zbyt rozhisteryzowane, pełne niepotrzebnych póz i przytłaczającej maniery.

Spektakl podzielono na kilka sekwencji, przywodzących na myśl rozdziały książki – skojarzenie tym bardziej uprawnione, że przed rozpoczęciem każdej kolejnej sceny wyświetlany zostaje tytuł: pokój hotelowy, pokój przesłuchań, garderoba, konfesjonał etc. Zazwyczaj dosyć brutalnie przekreślam takie rozwiązania jako brak wiary w wyobraźnię widza. Ale tym razem – ze względu na ascetyczną scenografię (jeśli już silić się na finezję dla określenia trzech białych ścian, ławki i stołu) – można uznać, że napisy to rodzaj wskazówki naprowadzającej na właściwy trop, ale bez dookreślenia szczegółów. Takie didaskalia, krótko mówiąc.

Im dalej w las, tym niestety gorzej. Skoro już zdecydowano się na sterylnie białą przestrzeń, która po pewnym czasie zaczyna wywoływać efekt osaczenia – zupełnie tak jak chłodna biel szpitalnych sal – można by jeszcze więcej wycisnąć z tego dyskomfortu odbiorczego. Ale realizatorzy postawili na multimedialne projekcje. I nikt już nie ma wątpliwości, że kiedy Thea miota się po podłodze, śmiejąc się i płacząc na zmianę, a w tle pojawia się wizualizacja ognia, to chodzi o płomienne emocje. To najbardziej palący przykład – pozostając w tej ognistej stylistyce/metaforyce/nomenklaturze – inne sobie już daruję.

Sceny seksu trącą dosłownością, która przecież ze swej natury nie może być w teatrze dosłowna, bo jest tylko udawana i zawsze gdzieś znajduje się ostrzeżenie: Stop! W tym miejscu bardziej niż aktorem odgrywającym rolę jesteś człowiekiem doświadczającym „tu i teraz”. Ze wszystkimi tego konsekwencjami (stąd np. nie da się zagrać na scenie samobójstwa „do końca”). Może i wstyd się przyznać, ale w takich sytuacjach ogarnia mnie zmieszanie. Bynajmniej nie z powodu ocierających się o siebie (ubranych) ciał, czy biustu łypiącego efekciarsko spod celowo (ale zupełnie bezzasadnie) zbyt małej koszulki. Smutno mi raczej, że współczesny teatr nie wypracował dotąd sposobu, by seks na scenie uczynić choć trochę bardziej pociągającym niż śmiesznym.

Całość ratuje ostatnia scena, czyli tytułowy rytuał odegrany przez trupę aktorską w gabinecie Sędziego. Wreszcie widz spragniony umowności teatru dostaje to, po co tu przyszedł. Czerwony płyn, wyglądem imitujący krew, to tylko wino – jak informują aktorzy. Efekty świetlne, niedostępne w sędziowskim pokoju, proszę sobie wyobrazić – dodają. Więcej tu także ironicznych tonów i wyrafinowanego humoru. I zupełnie inny rodzaj skupienia aktorskiego. Do głosu dochodzi metafora, a wiodące dotąd prym ruchy frykcyjne (jako pars pro toto ciała) wreszcie uspakajają się pod okryciem kostiumu teatralnego.

 

Agnieszka Dziedzic, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 157/2016

 

Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

Ingmar Bergman

Rytuał

tłumaczenie: Elżbieta Frątczak-Nowotny

reżyseria: Iwona Kempa
scenografia: Iwona Kempa, Anna Sekuła

kostiumy: Anna Sekuła

muzyka: Piotr Madej (Patrick The Pan)

multimedia: Grzegorz Mart

obsada: Thea – Katarzyna Zawiślak-Dolny, Hans – Marcin Kuźmiński, Sędzia – Sławomir Maciejewski, Sebastian – Grzegorz Mielczarek

premiera: 28 listopada 2015

fot. G.Mart