No Church in the Wild (Kumernis, czyli o tym jak świętej panience broda rosła)

No Church in the Wild (Kumernis, czyli o tym jak świętej panience broda rosła)

W swoim najnowszym spektaklu Agata Duda-Gracz stara się łączyć duchowość z cielesnością, wzniosłość z codziennością, a więc klasyczne pary kategorii sacrum/profanum. Zresztą rzecz jest o świętej Kumernis, odsądzonej od czci i wiary, wygnanej na rubieże kanonu świętych katolickich jako jedna z ofiar posoborowej szarży. Tytułowa bohaterka spektaklu Kumernis, czyli o tym jak świętej panience broda rosła w całej swej dyskutowanej świętości dorasta we współczesnej polskiej wsi. Brzmi jarmarcznie? Nie dajmy się zwieść − jest o wiele gorzej.

Jarmarcznemu mariażowi wsi i religii nie dała się również zwieść reżyserka. Duda-Gracz z uporem godnym Kumernisowej brody, która według legendy miała rosnąć na twarzy świętej, upodobniając ją do „najukochańszego Pana naszego, co zmarł na krzyżu”, dąży do naszpikowania spektaklu jednocześnie ironią i ciężką do zniesienia brutalnością, by wreszcie upudrować całość emocjonalnością. Wszystkiego jest tutaj zbyt dużo, co powoduje powstanie dość przytłaczającej estetyki. Duda-Gracz wyszła daleko poza jarmarczność, prezentując jej dziwaczną meta-wersję.

Drugą istotną kwestią jest tutaj wspomniana wzniosłość, która pojawia się w partiach muzycznych wykonywanych a capella czy w scenografii w formie gigantycznego ikonostasu. W zamierzeniu chodziło chyba o połączenie na przykład estetyki III Symfonii Pieśni Żałosnych Góreckiego albo Dies Irae Preisnera z plastikiem w guście Dody, naszej jedynej królowej rodzimej sceny muzycznej. Wyszedł Piotr Rubik polskiego teatru.

Spektakl ujęto w formę wizualnej ramy − ukrzyżowana na pospawanym z metalowych rur narzędziu męki, Kumernis w nabijanym ćwiekami staniku, ramonesce i krótkich szortach opłakiwana jest przez tłum, równie barwnych jak ona, postaci. Ciekawym rozwiązaniem wydaje się pozostawienie finałowej sceny niejako w procesie, bo aktorzy nie kończą przedstawienia wyjściem z ról i ukłonami w stronę widowni, ale trwają w swojej żałobie nad umęczonym ciałem bohaterki. Pomiędzy tymi wizualnymi zabiegami, rozciąga się narracja o nieświętych świętych. Bohaterowie, z których każdy zamieszkuje określoną przestrzeń wielkiego ikonostasu, a trzeba przyznać, że scenografia to najlepszy element spektaklu, noszą święte imiona, ale są po prostu uwikłanymi w swoją własną marność ludźmi. Część mieszkańców ikonostasu to także zwierzęta czy antropomorfizowane drzewo i kamień. W tym swoistym gabinecie osobliwości znalazła się także, nieruchoma przez całe przedstawienie, postać siedząca na toalecie, co wydaje się raczej nieśmiesznym żartem. W każdym razie – szkoda statysty.

Relacje pomiędzy bohaterami − dziećmi i dorosłymi są − nie ma co czarować – patologiczne. Święta Panienka Ludka jest nieustannie bita przez swojego ojca, a Panienkę Świętą Benwenutę gwałci pół wsi. Natomiast Panienka Święta Kumernis z miłości do gorliwie wierzącego Młodzianka Świętego Alberta chciałaby mieć brodę jak Chrystus, a może nawet zostać ukrzyżowana. Cała opowieść jest przerysowana, straszno-śmieszna, reżyserka serwuje na przemian średniej jakości żart i niewyszukany brutalizm. Duda-Gracz poświęcając dużo uwagi kobiecości, osadza ją na rubieżach jakiejkolwiek godności, na próżno szukać tu choćby cienia „girls power”. Kobiety są przede wszystkim bite, gwałcone, uprzedmiotowione, a tak dosłowna manifestacja tzw.„męskiej ręki” wydaje się zupełnie niepotrzebna. Najbardziej obrzydliwą scena, oprócz wielokrotnych symulacji stosunku seksualnego, jest ta, w której trzech ojców przekłada przez kolano wymienione wyżej Święte Panienki i w rytm muzyki bije je w pośladki.

Oczywiście interpretacja historii Kumernis przez Dudę-Gracz zgodna byłaby z nauką patriarchalnego Kościoła, który ukrzyżowaną świętą wygnał z oficjalnego kanonu, ale po co właściwie powtarzać ten sam wulgarny gest? Ostatecznie zamiast her-story, nadal pozostajemy przy standardowej history.

Katarzyna Oczkowska, Teatralia Kraków
Teatr Muzyczny im. Danuty Baduszkowej w Gdyni
Kumernis, czyli o tym jak świętej panience broda rosła
scenariusz, reżyseria, scenografia, kostiumy: Agata Duda-Gracz
muzyka: Łukasz Wójcik
ruch sceniczny: Tomasz Wesołowski
reżyseria światła: Katarzyna Łuszczyk
konsultacja literacka: Michał Pabian
asystent reżysera: Agata Schweiger, Dagmara Olewińska, Weronika Kuśmider
asystent scenografa: Konrad Laprus
inspicjent: Krzysztof Przyłuski
obsada: Dorota Kowalewska, Aleksy Perski, Katarzyna Wojasińska, Renia Gosławska, Magda Kumorek (gość.), Rafał Ostrowski, Cezary Łukaszewicz (gośc.), Jerzy Michalski, Marcin Słabowski, Mateusz Deskiewicz, Marta Kwiatkowska /ad/, Jan Napieralski /ad/, Wojciech Daniel /ad/, Krzysztof Suszek /ad/
premiera: 30 października 2015

fot. Maciej Czarniak

Katarzyna Oczkowska – doktorantka w Instytucie Sztuki Polskiej Akademii Nauk