From Bollywood with love

From Bollywood with love

Jedną z propozycji organizatorów tegorocznych Wrocławskich Spotkań Teatrów Jednego Aktora był spektakl indyjskich artystów. Maanini – Emotions of a lady In Love to poetycka opowieść o ośmiu stanach emocjonalnych kobiety. Wizja ta została zaczerpnięta ze staroindyjskiego tekstu Natyashastra. Niezwykle plastyczny sposób, w jaki ją przedstawiono, pozwolił, aby tak odległy kulturowo utwór mógł być zrozumiany i – co więcej –mógł zachwycić także we Wrocławiu.  

Organizatorzy postanowili streścić historię Maanini, zanim jeszcze na scenie pojawiła się artystka. Z jednej strony jest to rozwiązanie dość radykalne, bo przed rozpoczęciem przedstawienia widzowie wiedzą, jak się ono zakończy – co w przypadku prapremiery (indyjski projekt był pokazywany po raz pierwszy właśnie na WROSTJI) może budzić pewien sprzeciw. Z drugiej zaś strony już podczas oglądania spektaklu niechęć spowodowana takim wstępnym spoilerem ustępuje miejsca wdzięczności. O ile rozszyfrowanie poszczególnych czynności wykonywanych przez bohaterkę, jak na przykład zaplatanie warkoczy, przymierzanie ubrań czy obmywanie stóp męża, nie było szczególnie trudnym zadaniem, o tyle wychwycenie wszystkich czynności i stanów emocjonalnych, w których kolejno znajduje się kobieta, byłoby już znacznie bardziej skomplikowane. Należą do nich kolejno: bolesne rozstanie z ukochanym, kunsztowne przygotowania na ponowne spotkanie z nim, pośpieszna podróż na miejsce spotkania, narastające wątpliwości co do wierności ukochanego, niezadowolenie z powodu jego nieobecności, a zaraz potem wściekłość i zazdrość na widok wybranka z inną kobietą, skłócenie z ukochanym oraz duma i spełnienie po pogodzeniu się z mężczyzną. Wszystkie te etapy następują bardzo szybko po sobie, granice pomiędzy nimi są niejednokrotnie trudne do dostrzeżenia i dlatego szczególnie pomocne okazują się początkowe wskazówki. Dzięki temu – nie zaprzątając sobie głowy wątpliwościami interpretacyjnymi – można w pełni podziwiać popisy artystki.

Nirupama Rajendra, tancerka, choreografka i scenarzystka, wciela się w rolę niezwykle rozchwianej emocjonalnie kobiety. Wydarzenia pokazane na scenie miały się toczyć przez całą dobę, ale na potrzeby spektaklu zostały one skumulowane w czasie 60 minut. Zadziwiająco dobrze udało się aktorce ująć tyle skrajnych emocji w ciągu ledwie godzinnego występu. Można uznać Maanini za przyspieszony kurs aktorstwa, który obejmuje swoim zakresem zapewne cały semestr pantomimicznych zajęć. Pantomima jest bowiem wiodącym środkiem, którym posługuje się Rajendra – taniec stanowi tło, czy wręcz oczywisty sposób poruszania się artystki, nie zaś element wyrażania emocji. Mimika i gestykulacja są mocno karykaturalne, w indyjskim spektaklu pantomima niebezpiecznie zbliża się do jej kabaretowego wydania, bardzo uproszczonego, przerysowanego i trącącego banałem. Z jednej strony takie iście kalamburowe objaśnianie historii odgrywanej na scenie ogląda się przyjemnie, bywa wręcz zabawne, ale mimo to nadużycie takiego sposobu ekspresji może stać się po pewnym czasie irytujące. Wydaje mi się, że do spektaklu wdarła się pewnego rodzaju śmieszność, która zastąpiła momentami komiczność. Jednak ze względu na przyjemności estetyczne płynące z oglądania popisów indyjskiej artystki wolę założyć, że wszystkie te żenująco śmieszne elementy były zamierzone i stanowiły część przemyślanej taktyki twórców, niż twierdzić, że przedobrzyli oni z „puszczaniem oczka” do publiczności, stając się bardziej komediowymi, niż byłoby to konieczne.

Monodram w bollywoodzkim stylu – tak najchętniej określiłabym krótko spektakl Maanini. Na ten styl składają się nie tylko charakterystyczna indyjska muzyka, sari noszone przez artystkę, elementy tańca, które prezentuje, lecz także coś więcej – pewna naiwność i jednoznaczność interpretacji. Powstały z tych ośmiu stanów emocjonalnych portret kobiety został zarysowany w dużym uproszczeniu. Jest także koncentrowany wyłącznie na jednym aspekcie kobiecości, czyli sytuacji bycia w związku, bycia zakochaną i na następstwach takiej sytuacji. Nie uważam się za znawcę kina bollywodzkiego, ale wydaje mi się, że nie popełnię dużego nadużycia, jeśli stwierdzę, że trudno byłoby znaleźć film należący do tego gatunku a  nietraktujący o miłości. Jeszcze jeden, niezwykle ważny czynnik decydujący o klasyfikacji tego monodramu do kategorii bollywoodzkich, a mianowicie elementy kiczu, które przepełniają spektakl. Wspomniane wcześniej karykaturalne formy pantomimy prezentowane przez artystkę można uznać nawet nie tyle za przerysowane, co ewidentnie kiczowate. Pozbawienie bohaterki głosu i zastąpienie wypowiedzi na żywo nagraniami puszczanymi w czasie przedstawienia, do których aktorka porusza ustami i przesadnie gestykuluje, również stanowią świetny przykład zastosowania takiej estetyki. Kicz w tym wypadku nie ma wydźwięku pejoratywnego, bo estetyka ta wpisuje się w koncept Maanini wręcz idealnie. Gdyby z niej zrezygnować, zapewne spektakl straciłby wiele, a przede wszystkim nie tworzyłby tak spójnego i zmyślnie skonstruowanego projektu.

Katarzyna Mikołajewska, Teatralia Wrocław

Wrocławskie Spotkania Teatrów Jednego Aktora, 20–23 października 2012

Maanini – Emotions of a lady in love

scenariusz: Shathaadi, Dr. R. Genesh

reżyseria: Nirupama & Rajendra

muzyka: Praven D. Rao

występuje: Nirupama Rajendra (Indie)

premiera: 22 października 2012