Bo w miłości jak na wojnie

Bo w miłości jak na wojnie

Jeśli widzimy dwoje ludzi przed ołtarzem, musimy zadać sobie pytanie, które z nich pierwsze okaże się mordercą. Tak zaczyna się spektakl Małe zbrodnie małżeńskie w Teatrze Praga. Obuchem w głowę, sztyletem w serce, z rękami zaciśniętymi na gardle.

Zarówno Małe zbrodnie małżeńskie, jak i pozostałe książki Érica-Emmanuela Schmitta stały się bestsellerami i zostały przetłumaczone na setki języków. Taka popularność nie dziwi nikogo – na pewno niejeden z nas wielokrotnie bezwstydnie sięgał po mainstreamowe pozycje literatury światowej. Zwłaszcza kiedy obiecywały romans trwający tylko jeden wieczór, a ich fabuła zostawała w sercu na nieco dłużej niż innych książek i – wywoływała w nas miłe poczucie zrozumienia (tą ciepłą myśl: „Tak, to książka o mnie”). Schmitt pisze nie tylko o małżeństwie, ale także o miłości. Marek Pasieczny, reżyser warszawskiego spektaklu w Teatrze Praga, prezentowanego na scenie Mazowieckiego Centrum Kultury
i Sztuki, dokonuje podobnej analizy. Lisa i Gelles (Katarzyna Herman i Redbad Klijnstra) są małżeństwem z problemami. Pragną je rozwiązać, jednak każde z nich łaknie dominacji nad drugim, jednocześnie nie chcąc ograniczyć swojej autonomii. To nie tyle opowieść o uczuciu, tlącym się pomiędzy dwojgiem dojrzałych ludzi, ile o sprzecznych emocjach targających bohaterami: miłości, szacunku, strachu i poczuciu kruchości, aż do nienawiści i żądzy mordu.

Scena znajduje się pośrodku, pomiędzy jedną trybuną a drugą. Widzowie obserwują nie tylko scenę, ale także osoby siedzące naprzeciwko. Ciekawy zabieg. Kiedyś do teatru chodziło się przecież nie tylko na sztukę, ale także „na widownię”. Oglądało się twarze, ubrania i zachowania innych widzów. Spektakl był jednak zdecydowanie bardziej wciągający niż zachowanie publiczności. Twórcy zagwarantowali nam dużo śmiechu – nie można przecież pozostać obojętnym wobec tego czarnego, błyskotliwego i przewrotnego humoru. „Czuję się jakbym musiał odpowiedzieć na pytanie, którego nie znam”. Gelles miał wypadek w domu, w wyniku którego stracił pamięć. Choć powoli ją odzyskuje, potrzebuje pomocy w odtworzeniu dnia wypadku, co stanowi niezłe pole do popisu dla Lisy. Kobieta może wmówić mu każdy nonsensowny banał, aby umocnić swoją pozycję w związku. Gelles musi uwierzyć, gdyż „darzy ją zaufaniem”, a przynajmniej tak powinno być w związku., Gdy Lisa po cichu kreuje własną wersję tamtego wieczoru, zdaje się, że Gelles – mimo wszystko – coś ukrywa…

Jak w antycznej tragedii akcja dzieje się jednego dnia: po powrocie ze szpitala aż do późnego wieczora. W spektaklu przejawia się wiele emocji, przedstawiono bowiem skomplikowany mechanizm ludzkiej psychiki i dwa przeciwstawne uczucia. Jest zbrodnia, wybaczenie, ostatni pocałunek, deus ex machina, zwroty akcji. Bohaterowie odtwarzają swój związek od momentu poznania, poprzez pierwsze rysy i kłótnie, aż do momentu, który demaskuje ich motywacje, czyli tytułowej zbrodni. Widzimy przyspieszoną historię pewnego związku, kondensację uczuć i doświadczeń. Może, tak jak mówi Lisa, miłość to żywy organizm: rodzi się, rozwija i umiera? A może jednak nie jest to tak proste…

Aleksandra Pyrkosz, Teatralia Warszawa
Internetowy magazyn Teatralny „Teatralia” nr 34/2012

Teatr Praga

Małe zbrodnie małżeńskie

Éric-Emmanuel Schmitt

Przekład: Barbara Grzegorzewska

Reżyseria: Marek Pasieczny

Scenografia i kostiumy: Katarzyna Stochalska

Opracowanie muzyczne: Marek Pasieczny

Światło: Damian Pawella

Obsada: Katarzyna Herman, Redbad Klijnstra

premiera: 27 października 2012