Bałkańskie traumy (Murzyni we Florencji)

Murzyni we Florencji w reżyserii Iwony Kempy to spektakl, który znalazł się w sekcji Inferno tegorocznej edycji festiwalu Boska Komedia. Widz na scenie przygląda się skutkom konfliktów zbrojnych na Bałkanach z perspektywy przeciętnej chorwackiej rodziny. Ich troski skupiają się wokół  problemów współczesności – równouprawnienia kobiet, prawa do aborcji czy terroryzmu, a tłem powyższych zagadnień jest skomplikowana historia tej części Europy.

Inscenizację rozpoczyna wymiana zdań dwóch płodów (Juliusz Chrząstowski, Sławomir Maciejewski) ubranych w czarne stroje oraz białe, niemowlęce czapeczki. Z obawy przed aborcją przyjmują męskie tożsamości – stają się Juliuszem i Cezarem. Wychodzą z założenia, że mając imiona, są już osobami, zatem zabicie ich będzie morderstwem. Prowadzone przez nich rozmowy są starciami opozycyjnych światopoglądów. Gdy jeden powołuje się na konserwatywną wypowiedź księdza katolickiego na temat przerwania ciąży, drugi odpowiada, mówiąc o wolności podejmowania decyzji przez każdego człowieka. To Juliusz i Cezar będą komentować poczynania reszty bohaterów oraz dopowiadać niezbędne informacje, bez jakich widzowi trudno byłoby zrozumieć zawiłe relacje rodzinne.

Domownicy, skupieni w jednym biednie umeblowanym pokoju, żyją nie razem, a obok siebie. Postaci siedzą apatycznie w fotelach, nie patrząc nawet w swoją stronę. Aby podkreślić wyalienowanie, część z nich jest odwrócona tyłem lub bokiem do publiczności. Dopiero chcąc wygłosić monolog, każdy z bohaterów wstaje i wychodzi na środek sceny. Bliscy albo skarżą się na swój los, albo kłócą ze sobą. Tematy narzekań oscylują głównie wokół złej sytuacji gospodarczo-ekonomicznej ojczyzny, melancholijnego rozpamiętywania komunistycznej przeszłości oraz frustracji teraźniejszością. Córka (Martyna Krzysztofik) obwinia matkę (Anna Tomaszewska) o faworyzowanie drugiego dziecka, babcia (Elżbieta Karkoszka) ma żal do najbliższych o roztrwoniony majątek, ojciec (Jacek Romanowski) cierpi na zespół stresu pourazowego i nie chce z nikim rozmawiać.

Zwierzenia bohaterów wywołuje przyjazd syna (Maciej Sajur) z Ameryki, gdzie wyemigrował  przed laty na studia. Pod pretekstem badania rynku nagrywa on domowników, w zamian dając im po 50 euro. Dla babuni wspomnienie rządów towarzysza Tito jest jedyną odskocznią od rzeczywistości, na którą się nie godzi i której nie rozumie. Matka natomiast z powodu fatalnej sytuacji finansowej musi regularnie wyjeżdżać za pracą do Włoch. Jej mąż po tym, jak dobrowolnie wziął udział w wojnie bałkańskiej, nie jest w stanie powrócić do dawnego życia. Całymi dniami siedzi nieruchomo w pokoju, patrząc w ścianę. Córka natomiast zaszła w ciążę z Serbem, co z kolei przysparza (głównie matce dziewczyny) problemów na tle nacjonalistycznym i religijnym. Uwypuklony zostaje tutaj konflikt między prawosławną Serbią a katolicką Chorwacją, który swoje apogeum osiągnął w latach 90. XX wieku, Wtedy też nastąpił rozpad Jugosławii, a Chorwacja (wraz z innymi państwami Półwyspu Bałkańskiego) proklamowała swoją niepodległość, co przyczyniło się do dalszego narastania starć w tym rejonie. Historyczne antagonizmy, niestanowiące już istotnych różnic dla młodego pokolenia, wybrzmiewają w wypowiedziach matki. Kobieta nie akceptuje związku córki, uważając jej partnera za gorszego (od reszty członków rodziny) ze względu na pochodzenie. W opozycji do tego notorycznie przywoływane przez bohaterów Stany Zjednoczone jawią się jako obietnica lepszego życia, gwarancja sukcesu. Kontrast między „cywilizowaną” Ameryką a pochłoniętą lokalnymi waśniami Chorwacją jest podkreślany przez wszystkie postaci. Ich słowa jednoznacznie wskazują na to, że podział między Zachodem a Wschodem pozostaje aktualny. Poczucie niższości bohaterowie próbują sobie rekompensować opowieściami o nieetycznym zachowaniu polityków zza oceanu. Według nich zachodnia klasa rządząca przyczyniła się do zwiększenia radykalizmów religijnych oraz wzrostu liczby ataków terrorystycznych. Niestety wypowiedzi te pozostają na poziomie kulturowych uogólnień i naiwnej moralistyki. Członkowie rodziny zwracają jedynie uwagę na uświadomiony już społecznie problem, ale nie dopowiadają na jego temat żadnych nowych treści.

Ciekawym zabiegiem w spektaklu jest przeplatanie monologów bohaterów z energicznymi wstawkami muzycznymi nawiązującymi do folklorystycznych utworów chorwackich oraz włoskiej muzyki popularnej. Skojarzenia te jednoznacznie odsyłają do historycznych zależności między tymi krajami oraz do wspomnianej wcześniej opozycji Wschód-Zachód. Florencja jest tutaj, podobnie jak Ameryka, ekwiwalentem raju, urzeczywistnieniem marzeń o lepszym życiu. Z jedną tylko różnicą – to Włosi częściowo odpowiadają za aktualną sytuację polityczną Chorwacji. Wspierali oni ultrakonserwatywnych Utaszy, który po II wojnie światowej doszli do władzy w Jugosławii i odpowiedzialni są za wymordowanie tysięcy Serbów, Żydów i Romów. Figurę tytułowych „Murzynów”, afrykańskich emigrantów, sprzedających we Florencji parasole, kiedy pada deszcz, można natomiast czytać dwojako. Z jednej strony w hierarchicznej strukturze globalnego społeczeństwa „Murzyni” stoją wyżej od Chorwatów – oni już partycypują w obiecanej przez popkulturę pomyślności. Z drugiej jednak zarabiając jako obnośni handlarze, stają się symbolami wyzysku i poniżenia. „Murzyni” są przecież na łasce europejskich turystów o białym kolorze skóry, którzy gestem kolonizatora mogą, ale wcale nie muszą kupić parasola i tym samym odmienić ich losy.

Chorwaccy bohaterowie, rozdarci między chęcią uczestnictwa w zachodnim dobrostanie a krępującymi ruchy rodzimymi traumami, skupiają w sobie stereotypowe cechy mieszkańców Bałkanów. Postaci nie są w stanie podjąć żadnych pozytywnych działań. Ich wypowiedzi stanowią przede wszystkim oskarżenia kierowane pod adresem najbliższych. Na scenie dobitnie ukazany został marazm, w jakim tkwią protagoniści, niemogący odciąć się od komunistycznej przeszłości.

Spektakl jest wiernym odwzorowaniem literackiego pierwowzoru. To niewątpliwy atut ze względu na ciekawe i zróżnicowane tezy, jak choćby te poruszające tematykę aborcji czy kwestie związane z lokalnymi konfliktami oraz uprzedzeniami na tle rasowym, które pisarka stawia, a reżyserka przenosi na scenę. Jednak najsłabszą stronę Murzynów we Florencji stanowi brak wyrazistych kreacji aktorskich. Większość wypowiedzi oparta została na podobnych środkach wyrazu bazujących głównie na histerycznym krzyku lub sztucznie teatralizowanym szepcie. Postaci w monologach powtarzają po kilka razy te same frazy, przez co sztuka się dłuży. A szkoda, bo tekst Vedrany Rudan otwiera przed twórcami ogromne możliwości. Miejsce ironii niestety zajmuje tutaj nachalna moralistyka, przez co emancypacyjny charakter niektórych fraz zostaje zaprzepaszczony. Chorwacja w ogólnej świadomości wciąż pozostaje krajem „zacofanym”. Jest to przedstawienie krzywdzące ze względu na ogromny postęp w sferze gospodarczej, jaki państwa Półwyspu Bałkańskiego dokonały od momentu napisania książki, co na scenie nie zostało wspomniane. Murzyni we Florencji powielają zatem przestarzały obraz regionu. Można odnieść wrażenie, że w pierwotnym założeniu miał to być spektakl o równości, jednak finalnie dominuje w nim wyższościowa pozycja zachodnia, która stanowi jeden z głównych obszarów krytyki powieści.

 

Julia Dudzińska, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 268/2018
  1. Międzynarodowy Festiwal Teatralny Boska Komedia
    Teatr Nowy Proxima
    Vedrana Rudan
    Murzyni We Florencji
    Reżyseria: Iwona Kempa
    scenografia: Iwona Kempa
    światła: Wojciech Kiwacz
    obsada: Elżbieta Karkoszka (babcia), Anna Tomaszewska (matka), Martyna Krzysztofik (córka), Jacek Romanowski (ojciec), Maciej Sajur (syn), Juliusz Chrząstowski (płód), Sławomir Maciejewski (płód)
    premiera: 5 listopada 2017
    fot. materiały teatru
Julia Dudzińska – studentka wiedzy o teatrze w ramach MISH.