Anty-tyrtejskie grafitti i inne historie ludzkie, czyli o utracie podmiotowości (10. Festiwal Wybrzeże Sztuki)

Anty-tyrtejskie grafitti i inne historie ludzkie, czyli o utracie podmiotowości (10. Festiwal Wybrzeże Sztuki)

Teatralne święto, jakie przygotowali widzom organizatorzy dziesiątej, jubileuszowej edycji Wybrzeża Sztuki obfitowało w repertuar zróżnicowany, semantycznie przebogaty, uderzający w receptory moralności. Publiczność musiała mieć się na baczności. Z wygody i bezpiecznego dystansu teatralnego fotela skutecznie wytrącało ją podszczypywanie nonkonformistycznego, mocnego i bezkompromisowego przekazu scenicznego. Naprawdę warto było zanurzyć się w tym estetycznym niepokoju.

Na wejście Jan Klata i jego Eurypidesowe Trojanki. Mocne intro z dialogiem Posejdona (Jacka Labijaka)  i Ateny (Sylwii Góry-Weber) – bogów odseparowanych od ludzkich spraw przywdzianymi sterylnymi lekarskimi fartuchami – niegdyś stojących po dwóch stronach barykady, teraz konszachtujących w sprawie niepomyślnego powrotu zwycięskich Achajów. Boska dostojność i powaga w mig przeradza się w infantylną igraszkę ludzkim losem. Zbudowana, niczym dziecięcy (dosłownie) zamek z piasku, Troja ginie pod stopami rozwścieczonych demiurgów. Akcja tragedii przenosi się ze sfery sacrum na antypody profanum, w którym panuje odarte z godności ludzkie cierpienie. Jego personifikacją jest upokorzona królowa Hekabe i chór branek trojańskich połączonych ze sobą jedną żałobną szatą, symbolizującą wspólnotę doświadczenia okrucieństwa, bólu po stracie ukochanych krewnych, wreszcie haniebnego losu niewolnic rozdanych pomiędzy greckich wojowników. Epifanię człowieczej niedoli, którą niesie za sobą wojna (tu w szczególności losy ocalałych kobiet), Klata ukazuje za Eurypidesem w sposób gradacyjny. Lament żony zmarłego króla trojańskiego wzmaga się każdorazowo po usłyszeniu kolejnej niepomyślnej wieści. Po śmierci córki Polyksenii złożonej na grobie Achillesa i morderstwie wnuka Astyanaksa przybiera on formę niemego tańca, bezwładnego załamywania rąk, pozbawionej celowości i sensu szaleńczej rozpaczy. Reżyser Córki Fizdejki, by spotęgować przekaz płynący ze sceny, uniwersalizuje go współczesnym rysem (choćby scenografia), umiejętnie żonglując przy tym groteską, absurdem, umownością i slapstickowym chwytem. Jego Kasandra porozumiewa się ze światem dźwiękiem gitarowej kakofonii, a greccy najeźdźcy chodzą we flekach. Spryt zwycięskiego Odyseusza sprowadzony zostaje do dziecięcej zabawki – ciągniętego na sznurku miniaturowego konika. Konflikt wojenny grzebiący setki istnień ludzkich zaś do pseudo melodramatycznych potyczek Heleny i Menelaosa, rodem z taniego romansidła w formie załączonego appendixu do sztuki. Reżyserska rzetelność i konsekwencja Klaty to jedno, a brawurowa gra aktorska to osobny walor spektaklu. Wspaniałej w roli Hekabe Dorocie Kolak towarzyszą świetna Magdalena Gorzelańczyk (Polyksena) i Katarzyna Dałek (Andromacha) oraz zaskarbiający uwagę w swej charakterologicznej niejednoznaczności Cezary Rybiński jako grecki herold Thaltybios. Z pozoru drugorzędną, ale stymulującą sceniczne dzianie się, rolę reżyser powierzył, występującej gościnnie, Małgorzacie Gorol (niezapomniana jako Rycerz Czarny z Wesela Klaty krakowskiego Starego Teatru). Jej monolog z papierosem zapowiadający wendetę na Grekach i psychodeliczny taniec wieszczki (pokazał pazur odpowiedzialny za ruch sceniczny Maćko Prusak) świetnie domykają koncepcję obrazowania wpisaną w przedstawienie. Mocny prolog festiwalowy, świetna premiera, udany powrót Jana Klaty na scenę gdańskiego Wybrzeża.

Anty-tyrtejskie echa wybrzmiewają także w spektaklu Teatru Nowego Proxima z Krakowa. Tematykę degrengolady wojennej rezonującej na kondycję tożsamościową komórki społecznej, jaką jest rodzina eksploruje Iwona Kempa w swoich Murzynach we Florencji. Próżno szukać tu podniosłości, patosu, heroizmu. Obraz moralnego rozpadu naszkicowany jest grubą kreską w warstwie narracyjnej. Począwszy od wypowiedzi Babuni, która nie tylko narzeka na egoizm dzieci, ale żałuje, że podczas trwania wojny domowej na Bałkanach nie sprzedawała swego ciała żołnierzom w zamian za drobne podarunki, po wnuki, które, pragnąc jakiegoś wzorca, drogowskazu, ostatecznie grzęzną w oportunizmie i symulakrach wzniosłości. W budowaniu kręgosłupa moralnego nie pomagają też rodzice, matka zarabiająca na prostytucji we Włoszech czy ojciec, weteran wojenny odizolowany od bliskich wyniesioną z przeszłości traumą, pod którą w rzeczywistości skrywa się tęsknota za bezkarnym mordem i gwałtem na ludności cywilnej. Antymilitarny manifest Vedrany Rudan, który na warsztat bierze Kempa dopełniają dialogi dwóch płodów (świetne role Juliusza Chrząstowskiego i Sławomira Maciejewskiego) śmiało komentujących poczynania dorosłych i zastanawiających się nad swoją przyszłością, urodzeniem, prymarnie zaś nad aborcją, której może te wszystkie dywagacje przekreślić Powagę poruszanej tematyki co rusz przełamują fale konwencji tragikomicznej, mającej swoje ujście w warstwie językowej. Słowa, śmiesząc, jednocześnie dystansują, ale i chłoszczą, przytłaczając przekazem skumulowanym w bezpośredniości, wulgarności, obscenie.

Wokół toposu rodziny, dyktowanych przez społeczeństwo ról i wykluczenia krąży spektakl Mai Kleczewskiej Pod presją przygotowany we współpracy z załogą katowickiego Teatru Śląskiego. Koncepcja kreślenia rzeczywistości dwubiegunowej, gdzie realiom teatralnego hic et nunc towarzyszą obrazy filmowe (także scena horyzontalnie podzielona jest na to, co obserwuje widz i to, co prezentuje oko kamery), staje się ewokacją konturu psychologicznego protagonistki. Wydarzeniom na scenie idą w sukurs, na zasadzie dopełnienia bądź kontrastu, nagrania filmowe, zwłaszcza nakręcone w technice slow motion, będące expressis verbis wnętrza bohaterki. W adaptacji Kleczewskiej, podobnie jak w filmowym pierwowzorze Johna Cassavetesa, kluczem do zrozumienia głównej postaci jest słowo presja. Mabel to emocjonalny gejzer, pasjonatka muzyki operowej podążająca jej ekspresyjnym nurtem, osobowość wymykająca się społecznym ramom i zakazom. Nieunikniona konieczność współistnienia w grze pod dyktandem narzuconych z góry reguł, tytułowa presja, daje impuls do oderwania się bohaterki od matrycy rzeczywistości i stania się królową na włościach własnego wnętrza. Jaki finał będzie miała owa okraszona dezynwolturą donkiszoteria, odpowiedzą widzowi popioły oczu bohaterki, powracającej ze szpitalnej interny. Wcielająca się w Mabel Sandra Korzeniak aktorsko totalizuje spektakl Kleczewskiej. Jej kreacja hipnotyzuje, zniewala swobodą i nieskrępowaniem. Wzrusza ciągłymi próbami dopominania się o zachowanie niezawisłości własnego „ja” oraz obezwładnia osobowością w ciągłym procesie stawania się.

Przy akompaniamencie zespołu muzycznego Janusza Bogackiego w kuluary wspomnień emigrantki roku 1968 Sabiny Baral wprowadza widza przepiękną recytacją i śpiewem Krystyna Janda spektaklem Zapiski z wygnania wyreżyserowanym przez Magdę Umer. Towarzyszący muzycy, jak i sama artystka, znajdują się za woalem kotary, na której wyświetlane są, prócz twarzy aktorki, kadry z filmów WFDiF (m.in. antysemickie przemówienia Władysława Gomułki, obrazy dworcowych pożegnań rodzin i przyjaciół Żydów, których w 1968 roku wyrzucono z Polski), jakby umownie podkreślając, że nie na nich ma skupić się uwaga widza, lecz na Tych, o których snuta jest opowieść. Publiczność poruszają  nie tylko wstrząsające, obfitujące w detale upokarzające sceny wyjazdu z Polski i dalszej emigracji, ale odwołania do historii Żydów, reminiscencje doświadczeń Holocaustu, refleksje na istotą tożsamości Polaka-Żyda. Umer za Baral dopomina się pamięci o krzywdach, cierpieniu i nienawiści wycelowanej przecież w tych, którzy dopiero co wymknęli się szponom wojennej zagłady. Pamięci, zbudowanej na podwalinach  historii, za którą stoją ludzie i przestroga dla potomnych, nie zaś suchej podręcznikowej faktografii. O tym, że to nie podszyte truizmem i pustym patosem dopominania udowadnia Umer, zestawiając ze sobą sugestywnie choćby filmowe dokumentalne fragmenty pacyfikacji studentów z 68. i współczesne pochody organizowane m.in. z okazji Święta Niepodległości. Czy nienawistne, podszyte rasistowską treścią okrzyki zamaskowanych uczestników na tle łopoczących flag falangi nie mówią same przez się?

Anna Kołodziejska, Teatralia Trójmiasto

Magazyn Internetowy „Teatralia”, numer 261 /2018
  1. Festiwal Wybrzeże Sztuki, 9-17 września 2018, Gdańsk

Teatr Wybrzeże, Gdańsk

Eurypides

Trojanki

przekład: Jerzy Łanowski

reżyseria: Jan Klata

współpraca dramaturgiczna: Olga Śmiechowicz

scenografia i kostiumy: Mirek Kaczmarek

muzyka: Michał Nihil Kuźniak

ruch sceniczny: Maćko Prusak

obsada: Dorota Kolak, Jacek Labijak, Sylwia Góra-Weber, Piotr Biedroń, Magdalena Boć, Agata Bykowska, Małgorzata Brajner, Cezary Rybiński, Małgorzata Gorol, Magdalena Gorzelańczyk, Michał Kowalski, Katarzyna Dałek, Michał Jaros, Grzegorz Gzyl, Katarzyna Figura, Robert Ninkiewicz, Krzysztof Matuszewski, Jacek Labijak

premiera: 8 września 2018

Teatr Nowy Proxima, Kraków

Vedrana Rudan

Murzyni we Florencji

przekład: Marta Dobrowolska-Kierył

reżyseria, adaptacja, scenografia: Iwona Kempa

obsada: Elżbieta Karkoszka, Anna Tomaszewska, Martyna Krzysztofik, Jacek Romanowski, Maciej Sajur, Juliusz Chrząstowski,  Sławomir Maciejewski
premiera: 5 listopada 2017

Teatr Śląski im. St. Wyspiańskiego, Katowice
Pod presją
scenariusz sceniczny: Łukasz Chotkowski, Maja Kleczewska
reżyseria: Maja Kleczewska
dramaturgia: Łukasz Chotkowski
scenografia: Marcel Sławiński, Katarzyna Sobańska (MIKSS)
kostiumy: Konrad Parol
muzyka: Cezary Duchnowski
zdjęcia, światło: Kacper Fertacz
obsada: Sandra Korzeniak, Piotr Bułka, Anna Kadulska, Ewa Leśniak, Andrzej Dopierała, Antoni Gryzik, Wiesław Kupczak, Arkadiusz Machel, Marek Rachoń, Artur Święs, Andrzej Warcaba, Zbigniew Wróbel, Mateusz Znaniecki, Marcin Całka, Kaśka Dudek, Mariusz Konieczny, Sebastian Krysiak, Piotr Stanusz, Liwia Dziurosz, Igor Karaszewski/Franciszek Wardas, Julia Tudzierz, Filip Moczek, Franciszek Moczek, Aniela Tudzierz

premiera: 27 marca 2018

Teatr Polonia, Warszawa
Sabina Baral
Zapiski z wygnania
reżyseria: Magda Umer
opracowanie i kierownictwo muzyczne: Janusz Bogacki

Krystynie Jandzie towarzyszy zespół muzyczny Janusza Bogackiego (piano) w składzie: Tomasz Bogacki (gitara), Paweł Pańta (kontrabas), Bogdan Kulik (perkusja), Marek Zebura (skrzypce).
premiera: 9 marca 2018