Andrzejewski powtórzony - rozmowa z Pawłem Passinim

Andrzejewski powtórzony – rozmowa z Pawłem Passinim

Z Pawłem Passinim rozmawia Daria Kubisiak

Kiedy pierwszy raz zmierzyłeś się z Bramami raju Jerzego Andrzejewskiego?

Nie wiem, czy można to nazwać zmierzeniem się, ale pierwszy raz ten tekst trafił do mnie, kiedy byłem dzieckiem. Śpiewałem z chórem Alla Polacca w operze z niezwykłą muzyką Joanny Bruzdowicz i w inscenizacji Marka Weissa-Grzesińskiego w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej w Warszawie. To był bardzo nietypowy spektakl: widownię umieszczono na scenie obrotowej – poruszała się, wjeżdżała w różne zakamarki ogromnej sceny Opery Narodowej.  Spektakl był grany kilka lat, dlatego większość tekstów znałem na pamięć.

Kiedy wspominasz to doświadczenie, czy jesteś w stanie stwierdzić, w jaki sposób wpłynęło to na twoje realizacje Bram raju?

Przeczytałem kiedyś artykuł psycholog, która analizowała życie i karierę braci Kaczyńskich na podstawie filmu O dwóch takich, co ukradli księżyc, w którym odegrali główne role. Autorka całkiem poważnie opisywała, jak  doświadczenia z dzieciństwa wpłynęło na ich późniejsze decyzje. Analizowała, jak powtarzanie scen na planie przez młodych braci Kaczyńskich sprawiło, że pewne struktury zachowania, scenariusze działania zostały przez nich przyswojone i wpłynęły na ich dorosłe wybory. Zastanawiałem się, czy nie jest tak w moim przypadku z Bramami raju. Czy struktura inscenizacji, w której brałem udział w dzieciństwie, nie jest ukrytą strukturą moich dorosłych przedstawień. Ten spektakl, w porównaniu z operą Turandot czy baletem Dziadkiem do orzechów,  w których również występowaliśmy, zrobił na mnie ogromne wrażenie i z pewnością w jakiś sposób odcisnął ślad na mojej twórczości. Nie wiem, na ile rozumiałem to, w czym grałem, ale pojawiły się w tamtym spektaklu elementy, które przeniosłem do swojego przedstawienia. Po raz pierwszy zobaczyłem tam rozbicie na dwie postacie: anioła, który był głosem, i tancerza, który był ciałem. Już wtedy wydało mi się interesujące, że można tak rozbijać postacie. Ale to doświadczenie miało też swoje inne strony: po raz pierwszy całowałem się właśnie podczas tego spektaklu. Leżąc na podłodze, przykryci kapturami, zaczęliśmy się całować, a później śpiewaliśmy: „Potrzeba gwałtu i okrucieństwa targają naturą człowieka, człowiek przed nimi ucieka. (…) A kiedy wszystko zawodzi zostaje żądza, przyjaciółka samotnych”.

Kiedy znowu zetknąłeś się z tym tekstem?

W czteroletnim liceum, w klasie teatralno-humanistycznej z rozszerzonym językiem polskim. Nie wiem, czy inni mieli podobne doświadczenie i analizowali tak szczegółowo Bramy raju w szkole. Miałem dużo szczęścia, gdyż moimi profesorami byli naprawdę wybitni humaniści, którzy oprócz wiedzy, przekazywali nam również potrzebę uczestniczenia w kulturze, obycia w tekstach.

Kolejne spotkanie z prozą Andrzejewskiego, to już twoja własna realizacja Bram raju w 2007 roku?

Tak, postanowiłem zrealizować ten tekst w Studium Teatralnym Piotra Borowskiego. Trafiłem na okres, kiedy w Studium była ekipa pracująca wspólnie przez dziesięć lat na podstawie treningu, który Piotr doskonalił w oparciu o doświadczenia współpracy z Jerzym Grotowskim oraz Włodzimierzem Staniewskim. Piotr wykształcił niesamowity zespół, funkcjonujący w ciekawym punkcie miasta, w okolicy Dworca Wschodniego w Warszawie. Kiedy zaczęliśmy pracować nad tekstem, trwał intensywny okres wszelkich demonstracji. W Warszawie odbyła się wtedy wielotysięczna Droga Krzyżowa Nienarodzonych. Był to pochód antyaborcyjny. Brali w niej udział między innymi biedni i bezdomni z Warszawy z przygotowanymi dla nich transparentami. Wyglądali jak niewiniątka prowadzone na rzeź. Chyba nie bardzo wiedzieli, po co naprawdę tam idą – podobnie jak dzieci w krucjacie dziecięcej. W naszym spektaklu użyliśmy materiału z demonstracji i nagrań z bezdomnymi z dworca. To była wielomiesięczna praca: nagrywali oni słowa Spowiednika z utworu Andrzejewskiego. Mówili na przykład: „Znam równie dobrze dno ciemnych przepaści jak urojone blaski tęsknot”. To było porażające w ustach ludzi, którzy mieszkali w kartonach. Potem pojechaliśmy z tym spektaklem na Malta Festival i występowaliśmy w Starej Rzeźni. Pamiętam, że wcześniej pisałem egzemplarz reżyserski z Bram raju, kiedy zdawałem do szkoły teatralnej. Jedną ze scenek realizowałem na egzaminie w Krakowie, to chyba musiało być straszne, bo nie dostałem się wtedy do PWST. Przyjęli mnie do Akademii Teatralnej w Warszawie, tam był omawiany tylko egzemplarz.

Wspomniałeś o egzemplarzu reżyserskim…

Pisanie egzemplarza reżyserskiego do szkoły nie ma raczej nic wspólnego z późniejszą pracą w teatrze. Zazwyczaj zabierając się za spektakl, nie masz prawie nic, wszystko dopiero rodzi się ze spotkania z innymi twórcami. Natomiast pisanie egzemplarza reżyserskiego wymaga od ciebie stworzenie w wyobraźni całego spektaklu, zanim zacznie się praca.

Dlaczego zdecydowałeś się na wystawienie tego tekstu we Wrocławskim Teatrze Współczesnym?

Marek Fiedor, proponując mi współpracę w teatrze, chciał, żebym zrobił adaptację prozy, ale zaproponował mi zupełnie inny tekst. Od razu wspomniałem o Bramach raju. Tekst Andrzejewskiego wydał mi się ciekawy także dla tego zespołu. Miałem wrażenie, że Bramy raju uchwycą pęknięcie pokoleniowe, które jest niezwykle trudne do przedstawienia na scenie. Chciałem, żeby ta różnica pokoleniowa nie była ostrą kreską prezentującą dwie oddzielne grupy wiekowe, ale żeby ich losy jakoś się przenikały. Chodziło mi o uchwycenie różnych wrażliwości na scenie, które w zasadzie wzajemnie się wykluczają.

Interesujący jest twój osobisty stosunek do prozy Andrzejewskiego. Jesteś nielicznym uczniem, który miał możliwość zmierzenia się z tym tekstem w szkole, tak naprawdę Andrzejewski jest twórcą zapomnianym i podejrzewam, że większa część widowni również go nie zna.

Mam świadomość, że realizując ten tekst w teatrze repertuarowym, narażam się na pewną niszowość. Z pewnością moja inscenizacja powstała w większej mierze z myślą o ludziach, którzy nie czytali utworu Andrzejewskiego. Zwłaszcza, że zależało mi na wydobyciu, uruchomieniu nie tylko tematów zawartych w tekście, ale również jego niezwykłej motoryki i ostrości.

Twoja adaptacja różni się od prozy Andrzejewskiego. Sama struktura przedstawienia nie wynika z fabuły Bram raju. Historie przedstawione są na scenie na trzech planach: opowieści niewinnych dzieci, starszego pokolenia oraz wizualizacji lecących w tle. Skąd pomysł na stworzenie takiej konstrukcji dramatycznej?

Z wieloletniej pracy nad tekstem, choć oczywiście sam pomysł wynikał z założenia, które jak się okazało, zafunkcjonowało na scenie. Chciałem pokazać pokoleniowe pęknięcie – udało się je zarysować na podstawie różnych podejść aktorów do pracy nad rolą. Dla jednych punktem startu jest partytura tekstu, dla innych pole skojarzeń i niejasne przeczucie postaci. Jedni uprawdopodobniają działania, inni improwizują wokół samej obecności. Jedni próbują trafić w sedno, a inni robią wszystko, żeby być na uboczu, na manowcach. Jedni chcą być powtarzalni, inni nigdy nie przestają improwizować. To pęknięcie realnie istnieje – nie tylko w teatrze, mówienie wspólnym językiem jest totalnym złudzeniem. Używanie tych samych słów niczego nie oznacza, bo słowa dla każdego pokolenia znaczą coś zupełnie innego.

Proza Andrzejewskiego wymaga od czytelnika intelektualnego wysiłku. Jakie pytania sam sobie stawiałeś podczas lektury?

Pierwszy sygnał, jaki się dostaje od Andrzejewskiego, to fakt, że wszyscy nie żyją. Więc trzeba sobie zadać pytanie, co pozostaje i czy było warto. Starzy są dla mnie osobami, którzy nie mieli możliwości zaistnieć, są życiem, które nie zostało przeżyte. Kolejne pytanie: w co wierzyć? O jakim Bogu on mówi? Czy chodzi o wątpliwości Hioba, czy to, co oglądamy [krucjata dziecięca] powinno mieć miejsce i dlaczego Bóg na to pozwala? W tym sensie kluczowa wydaje się postać Spowiednika, który jako jedyny zostaje obdarzony nadświadomością i postanawia przerwać pochód. Ale jeżeli tak, to kim tak naprawdę jest Jakub – ten ładny chłopczyk?

Struktura spektaklu jest otwarta. Na końcu pozostawiasz widza z pytaniem, czy rozgrzesza Jakuba. A ty?

Oczywiście, że go rozgrzeszam. Jestem skłonny rozgrzeszyć również Hrabiego. Co do otwartej struktury wydaje mi się, że spektakl jest trochę przepowiednią na nadchodzące czasy. To świat, który pozostaje po tych, którym życie się skończyło, świat, który został wywrócony do góry nogami. I teraz oni chcą go przewrócić na powrót. Podczas prób rozmawialiśmy nie tylko o tekście Andrzejewskiego, lecz także o tym, co się dzieje na Ukrainie czy w Bułgarii. W Polsce nie mówi się o tym, ale w Bułgarii też od wielu miesięcy trwa protest przed parlamentem i ludzie żądają zmiany rządu i natychmiastowych reform.

Ale w twoim spektaklu nie ma wprost odniesień do ostatnich wydarzeń.

Nie ma, bo nie jest to niezbędne. Kontekst tych sytuacji sam się nałożył. Widzowie teatru myślą, kojarzą i czują. Tak o nich myślę, kiedy pracuję. Spektakl to jest rozmowa, a właściwie początek rozmowy. Naszym celem było uruchomienie tematów, które znajdują się u Andrzejewskiego, a tak się złożyło, że tekst niezależnie porusza aktualne problemy. Choćby kwestię pedofilii w kościele i reakcji na nią. Podczas prób istotna była dla nas kontrowersyjna wypowiedź jednego z hierarchów – o dzieciach, które same przychodzą do łóżek księży. Bo w postaci Ludwika dużo bardziej przerażająca jest jego demagogia niż perwersja.

Czy było to twoje ostatnie spotkanie z prozą Andrzejewskiego?

Nie, chciałbym jeszcze powrócić do Bram raju. Jestem w rozmowach z Joanną Bruzdowicz, kompozytorką opery Bramy raju. Może uda mi się domknąć ten krąg.

Daria Kubisiak, Teatralia
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 92/2014

Wrocławski Teatr Współczesny
Bramy raju
Jerzy Andrzejewski
adaptacja i reżyseria: Paweł Passini
scenografia i kostiumy: Anna Met
muzyka: Daniel Moński, Paweł Passini
projekcje: Maria Porzyc
światło: Jan Sławkowski
obsada: Bogusław Kierc, Włodzimierz Dyła, Krzysztof Boczkowski, Ewelina Paszke-Lowitzsch, Maria Kania, Jerzy Senator, Michał Szwed,  Elżbieta Golińska, Marta Malikowska, Maciej Tomaszewski, Piotr Bondyra, Krzysztof Kuliński, Maciej Kowalczyk
premiera: 22 lutego 2014
fot. Michał Jadczak

Paweł Passini – dyrektor neTTheatre, absolwent Akademii Teatralnej w Warszawie i Akademii Praktyk Teatralnych przy Ośrodku Praktyk Teatralnych „Gardzienice”, dwukrotnie nominowany do nagrody Paszport „Polityki”, laureat Nagrody im. Konrada Swinarskiego (2013), prekursor teatru interaktywnego, często sięgający po pozornie nieteatralne teksty. Oprócz pracy artystycznej Passini wraz ze swoim zespołem prowadzi także działalność laboratoryjną i dydaktyczną m.in międzynarodowy projekt badania nad technikami aktorskimi w tragedii antycznej Dynamika Metamorfozy realizowany przez Stowarzyszenie Artystów „Bliski Wschód” i Instytut Grotowskiego we Wrocławiu.
Daria Kubisiak – absolwentka polonistyki UAM i Państwowego Pomaturalnego Studium Animatorów Kultury, obecnie studentka performatyki przestawień na UJ.