Złoty strzał prawie w dziesiątkę (Dzieci z dworca ZOO)

Złoty strzał prawie w dziesiątkę (Dzieci z dworca ZOO)

Historia Christiane Very Felscherinow, najbardziej znanej młodocianej narkomanki, jest absolutnie ponadczasowa. Wstrząsające wyznania nastoletniej dziewczyny, przypieczętowane kultowym filmem Uliego Edela, na stałe weszły do kanonu kontrkultury. Jej losy, opowiedziane w My, dzieci z dworca ZOO mimo upływu lat wciąż mogą budzić emocje wśród kolejnych pokoleń młodych czytelników/widzów. W krakowskim Teatrze Barakah postanowiono zmierzyć się z tą legendą i dzięki temu powstał spektakl niezwykle wciągający, ale jednocześnie pozostawiający u widza odrobinę niedosytu.

Klaustrofobiczna przestrzeń sceny na Paulińskiej idealnie nadaje się do ukazania realiów, w jakich egzystowały tytułowe „dzieci”. Jest ciasno, brudno i obskurnie. Na ziemi walają się śmieci, resztki sreberek po heroinie. Ściany „zdobią” zniszczone kafelki, przypominające wnętrze starej, dworcowej toalety bądź zamieszkiwanego przez narkomanów (myślę, że tak bo to przecież spektakl o nich, a nie o anarchistach czy europejskiej lewicy J) squatu. Jednocześnie tych kilka metrów kwadratowych staje się areną, na której Christiane (Joanna Puzio) toczy najważniejszy w życiu pojedynek – z samą sobą, z nałogiem i ze swoim środowiskiem.

Przedstawienie zaczyna się od mocnego uderzenia – sceny w legendarnej dyskotece Sound, gdzie każdy młody zbuntowany mógł po raz pierwszy dotknąć i posmakować zakazanej, alternatywnej strony rzeczywistości. Zresztą najlepsze fragmenty spektaklu to te grupowe, ukazujące komunę ludzi połączonych w demonicznym uścisku brown sugar. W jednej z początkowych scen widzowie obserwują swoiste rozszczepienie osobowości głównej bohaterki. Krótkie spotkanie Christiane ze swoim będącym na odwyku alter ego (Paulina Michta) skutkuje zwycięstwem (przynajmniej na razie) buntowniczki. Świadoma błędów strona osobowości usuwa się w cień, zaznaczając nieznacznie swoją obecność kilka razy w dalszej części spektaklu.

Egzystencjalny pocałunek śmierci – tak można opisać pierwsze spotkanie Christiane z Atzem (Dawid Ogrodnik). To on – magnetyczny szaman, mistagog utajonej jaźni, jako pierwszy przeprowadza młodą dziewczynę na „drugą stronę rzeki”. Choć początkowo postać Joanny Puzio nie przekonuje, odpychając zbytnią ekspresywnością, to jednak z każdą kolejną sceną jej Christiane zapada się w sobie, jak gdyby stopniowe wchodzenie w głąb siebie warunkowane było stopniem obłędu, który raz po raz wylizuje z kolejnych działek narkotyku. Im niżej stacza się główna bohaterka, tym gra młodej aktorki staje się bardziej wciągająca i autentyczna. Duża w tym zasługa konstelacji zbzikowanych osobowości, otaczających Christiane, wyznaczających poniekąd skalę i obszar jej działania. Z niebanalnego towarzystwa na pierwszy plan wysuwają się Babsi (Ewelina Walczak) oraz stylizowany na Ziggiego Stardusta Mikołaj Śmierzchalski. Pierwsza urzeka i przeraża jednocześnie dziecięcą naiwnością, drugi dodaje nieco humoru i dystansu do zdegenerowanego świata.

Spośród wszystkich, którzy mają jakikolwiek wpływ na życie Christiane, kluczową postacią jest oczywiście Detlef (Marcel Parysek). Zagubiony, neurotyczny chłopak nawiązuje szczególną więź ze swoją towarzyszką. Choć jego los jest równie, jeśli nie bardziej tragiczny od innych, to jako sceniczna postać pozostaje mimo wszystko w cieniu głównej bohaterki. Staje się poniekąd dopełnieniem Christiane, przerażającymi didaskaliami, zwiastującymi możliwy dalszy ciąg jej życia, w którym za kolejne działki będzie płacić, tak jak on, seksem w obskurnych toaletach. Zresztą namiastkę życia, jakie prowadzi Detlef, dziewczyna poczuje w groteskowej scenie BDSM z Jąkałą (ponownie Dawid Ogrodnik).

Zdecydowanie najohydniejszą postać tworzy Dominik Stroka jako pedofil Heinz (wspaniała kreacja!). Oślizgły typ w przyciasnym swetrze żeruje na narkotycznym głodzie dzieciaków, by wykorzystywać ich seksualnie. Jego ofiarą pada zarówno para pierwszoplanowych postaci, jak i Babsi w bardzo mocno działającej na wyobraźnię, nomen omen oralnej scenie.

Pisząc o Dzieciach z dworca ZOO, nie sposób nie wspomnieć o roli Romana Gancarczyka, którego status sceniczny nie jest do końca jasny. Przechadza się po scenie, komentuje, podgląda, inicjuje niektóre działania postaci. Jest jednocześnie terapeutą uzależnień, przeprowadzającym sesje z „późniejszą” Christiane, diabłem z ogonem, namawiającym do wzięcia kolejnej działki, jak i podstarzałym kochankiem Detlefa, którego ostatecznie odbija będącej na skraju przepaści głównej bohaterce.

By dodać łyżkę dziegciu do beczki miodu, należy wspomnieć o niepotrzebnych, słabych w wykonaniu i nic nie wnoszących partiach wokalnych przedstawienia. Prezentowane songi odstają od reszty spektaklu, starając się „na siłę” uatrakcyjnić, urozmaić formę przekazu ze sceny. Poza aspektem wokalnym spektakl broni się zarówno pod względem spójności fabularnej, konceptu scenograficznego, jak i precyzyjnej, przemyślanej gry aktorskiej. Dzieci z dworca ZOO zostają w pamięci widza na dłużej niż jeden wieczór, a to już niemały sukces. Złoty strzał. Na dziewiątkę.

Piotr Gaszczyński, Teatralia Kraków

Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 220/2018

Teatr Barakah w Krakowie

Christiane F.

Dzieci z dworca ZOO

tłumaczenie: Ryszard Turczyn

reżyseria: Sebastian Oberc

dramaturgia: Bartek Harat, Sebastian Oberc

muzyka: Adrian Konarski

aranżacja przestrzeni: Sebastian Oberc

choreografia: Iwona Olszowska, kostiumy: Monika Kufel

reżyseria świateł: Ana Nowicka

obsada: Paulina Michta, Paulina Napora, Ana Nowicka, Joanna Puzio, Ewa Szostak, Ewelina Walczak, Roman Gancarczyk, Dawid Ogrodnik, Marcel Parysek, Dominik Stroka, Mikołaj Śmierzchalski, Damian Wierzbicki

premiera: 11 listopada 2017

 

Piotr Gaszczyński (rocznik 1987) – absolwent filologii polskiej i teatrologii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Nauczyciel, miłośnik groteski pod każdą postacią, dyrektor Szkoły Podstawowej im. św. Joanny Molli w Krakowie. W „Teatraliach” publikuje od 2010 roku.