Zawsze miałem taki kaprys, by być jak Madonna! (Moi przyjaciele tańczą)

Zawsze miałem taki kaprys, by być jak Madonna! (Moi przyjaciele tańczą)

Czy spektakl musi składać się z kolejno numerowanych scen? A gdyby tak zamiast drugiej, czwartej czy dziesiątej każdą nazwać pierwszą, pozwalając przy tym na utrzymanie niesłabnącego napięcia wśród odbiorców? Choreografka Magdalena Przybysz i reżyserka Agata Życzkowska niewątpliwie wstąpiły na wojenną ścieżkę z rutyną. W miejsce tradycyjnie napisanego i rozegranego tekstu proponuje gry zespołowe, polemikę z tendencyjnością, a także… warzywa i owoce. Wszystko to w nieskomplikowanej formie, wypełnionej fascynującymi rozwiązaniami scenicznymi i utrzymanej w tanecznej konwencji.

Performans rozpoczyna się we foyer. Aktorzy podchodzą do widzów i dopytują o miejsce zamieszkania, powtarzają swoje kwestie, rozdają karteczki, proszą o podpisy itd. Działania te budzą pewne skojarzenia z początkiem Zrób siebie Marty Ziółek z Komuny Warszawa. Po wejściu do sali zaczyna się właściwa akcja. W krótkim wstępie Magdalena Przybysz i Agata Życzkowska wyjaśniają, skąd wziął się pomysł na przedstawienie. Otóż przyświecała im idea – spychanej ostatnio na margines – wspólnotowości. Ludzie są coraz częściej obojętni na (nad)zwyczajną potrzebę bycia razem pomimo różnic, stąd proponowana kompozycja taneczna stać się ma spoiwem odnawiającym zatracone więzi.

Artystki zapraszają do oglądania „scen pierwszych”, których szczegółowa nomenklatura widnieje na otrzymanych wcześniej karteluszkach. Epizody są stosunkowo krótkie, dzięki czemu nie stają się nużące. W jednym z nich dwójka performerów (Wojciech Grudziński, Mikołaj Prynkiewicz) odgrywa pozorny dialog. Opowiadane historie wybrzmiewają w różnych językach (polskim i angielskim) i w efekcie zamiast rozmowy otrzymujemy wymianę monologów wewnętrznych. To świetnie pomyślana metafora  błędów popełnianych w komunikacji międzyludzkiej, których konsekwencją staje się niezrozumienie.

Inny fragment, zatytułowany Nie-aktorka (Melancholia), nawiązuje do filmu Larsa von Triera. Trójka aktorów siada pod zawieszonym nad ziemią prowizorycznym  szałasem i chwyta się za dłonie. W tej samej chwili czwarta artystka leży na podłodze i próbuje nadać wypowiadanym słowom realistyczny ton, zacierając przy tym ich znaczeniowość symboliczną. Gdy po pewnym czasie wstaje i dołącza do pozostałych, na ekranie pojawia się projekcja dwóch planet w niebezpiecznie bliskiej odległości, zwiastująca (jak w filmie von Triera) katastrofę.

Każdy z bohaterów, oprócz wspólnie odgrywanych etiud, ma swoją scenę tzw. „kaprysu”. W  Wiele hałasu o nic Agata przedstawia  zakupioną w młodości kolekcję książek. Opisuje też doświadczenia związane z prowadzeniem „paryskiego życia”, jednocześnie odsłaniając kulisy prac, które musiała wykonywać, aby się utrzymać. Od powrotu z Francji nieustannie towarzyszyła jej fantazja, by te swoje przeżycia filmowo odtańczyć, co też finalnie udaje jej się uczynić. Inne marzenia ukazała w Moi przyjaciele tańczą (Lecąc pamiętaj o kasku) Magda. Artystka przypomina, jak ważne jest wspólne zaangażowanie w jakieś działanie. Pragnie, by przyjaciele kolektywnie odtworzyli z nią znaną choreografię. U źródeł tej czynności pojawia się pytanie, dlaczego tak bardzo zatracamy się w samotnym przeżywaniu, skoro to właśnie bliskość drugiego człowieka pozwala na potęgowanie doznawanych uczuć?

Wymysłem Mikołaja okazał się krzyk. I nie chodzi tu bynajmniej o obraz Edvarda Muncha. Performer walczy mieczem świetlnym z niewidzialnym wrogiem, równolegle zrzucając z siebie kolejne części garderoby. Gdy upada na ziemię całkiem nagi, opowieda o swoich mrzonkach, a następnie wydaje z siebie pierwotne wrzaski. Niezwykle pociągający jest segment Wojciecha, w którym tancerz wyznaje, że  zawsze marzył, by być jak Madonna, odtwarza choreografię z jednej z piosenk królowej popkultury. Wyjątkowo plastyczne ciało mężczyzny niejako zatraca swoją płciowość i staje  się na chwilę odrębnym bytem, podziwianym za finezyjność, precyzyjnie wykończone ruchy i godną pozazdroszczenia sprawność fizyczną.

Fantastycznie skomponowana dramaturgia ruchu, zbudowana głównie dzięki wzorcowemu warsztatowi technicznemu wykonawców, uzupełnia narrację, tworząc spójną, atrakcyjną wizualnie całość. Scenografia jest w dużej części efemeryczna, budowana przez wnoszone i wynoszone rekwizyty. Jedynym jej stałym elementem są zawieszone na kolorowych sznurkach cztery przedmioty, które mogą symbolizować poszczególnych bohaterów.

Wszystkie scenki uwidoczniły, że artyści bawią się ze skostniałą teatralną konwencją. Wprowadzają nieszablonową – choć opartą na prostej konstrukcji – wizję lepszego świata, w którym niewielkie gesty zyskują znaczenie. Nie stosują jednak przy tym protekcjonalnego moralizmu. Cały spektakl jest dynamiczny, zajmujący i kolorowy, ale warto również wspomnieć o atrakcjach przewidzianych w przerwie. Dla umilenia antraktu zaproponowano grę w ogromne bierki i jabłkowo-marchewkowy poczęstunek.

Pod sam koniec przedstawienia widzowie mogli wziąć udział w wyborach najlepszego epizodu. W demokratycznym głosowaniu wygrał Kaprys Wojciecha, co nie było szczególnym zaskoczeniem, gdyż – jak wspominałam nieco wyżej – choreografia inspirowana blond ikoną popkultury odtańczona została brawurowo.

Moi przyjaciele zatańczyli i dostarczyli publiczności wiele pozytywnej energii. Performans poruszył istotne i aktualne kwestie społeczne, które zostały przemycone pod postacią błyskotliwych opowiastek z puentą. Polityczność zaprezentowano pośrednio, w nienachalnej formie elektryzujących aluzji, co urosło do rangi niewątpliwego atutu.

 

 

Wiktoria Tabak, Teatralia Kraków

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 208/2017

 

Spektakl w ramach programu Scena dla tańca 2017

Fundacja Rozwoju Teatru Nowa Fala

Agata Życzkowska

Moi przyjaciele tańczą

reżyseria i dramaturgia: Agata Życzkowska

koncepcja i choreografia: Magdalena Przybysz

współpraca artystyczna: Wojciech Grudziński / Mikołaj Prynkiewicz

obsada: Wojciech Grudziński (Wojciech), Mikołaj Prynkiewicz (Mikołaj), Magdalena Przybysz (Magda), Agata Życzkowska (Agata)

premiera: 15 października 2017

fot. Katarzyna Machniewicz

Wiktoria Tabak – studentka Zarządzania Międzynarodowego i Wiedzy o Teatrze na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie.