Wytańczyć oczekiwanie (Tu nie ma na co czekać)

Wytańczyć oczekiwanie (Tu nie ma na co czekać)

Spektakl Tu nie ma na co czekać nawiązuje do dramatu Samuela Becketta Czekając na Godota, przy czym jego tytuł niejako zdradza  zakończenie utworu oryginalnego. Wnioski, które irlandzki dramaturg pozwala czytelnikowi wyciągnąć dopiero w końcowej części dzieła, Jacek Gębura, reżyser i choreograf, stawia przed widzem jako fakt. Nie dziwi zatem, że w postawie czterech kobiet z jego przedstawienia dostrzegamy mniej nadziei na nadejście metaforycznego Godota, który odmieni ich życia, niż w zachowaniu bohaterów Becketta.

Oczekiwanie stało się dla nich rutyną, pętlą czasową, z której nie potrafią znaleźć wyjścia. Początkowo bierne i eleganckie, w konwencjonalnych sukniach wieczorowych, z każdą sceną odkrywają w sobie coraz głębsze warstwy tożsamości. I to właśnie ta przemiana wewnętrzna bohaterek staje się dla widza głównym elementem obserwacji. Jest ona poniekąd skutkiem upływu czasu w wyniku procesu oczekiwania. Bo przecież, jak przekonują twórcy, każdy z nas na coś czeka – nawet jeśli w danej nie chwili nie potrafi tego nazwać. Najważniejsze okazuje się jednak, co z tego oczekiwania można wyciągnąć dla siebie. Publiczności pozostawia się w tej kwestii wiele swobody w interpretacji, ponieważ spektakl nie posiada jednej, zwartej linii opowieści. To mozaika złożona z obrazów i tańca, splecionych w całość awangardową muzyką, której głównym zadaniem jest poruszenie wyobraźni i emocji odbiorcy.

Przemijający czas towarzyszy widzowi z każdej strony. Z sufitu zwisają balony, z których dawno już uleciało powietrze. Nawet, wykorzystywane jako rekwizyty, krzesła sprawiają wrażenie, jakby pochodziły z innej epoki, czego przykładem jest scena, w której jedno z nich rozpada się na części w rękach bohaterki. Innym ciekawym elementem minimalistycznej scenografii jest ogromna, czarna tablica, na której białą kredą narysowano kilkadziesiąt porozrzucanych chaotycznie kawiarnianych krzeseł. Stanowi ona tło dla rozgrywających się wydarzeń, a moment, w którym jedna z postaci w szale rozmazuje obraz rękoma jest jednym z kluczowych dla dramaturgii przedstawienia, ponieważ wskazuje on na zniecierpliwienie bohaterki oraz rozczarowanie związanie z rytuałem czekania. Mimo to, uwaga widza skupia się głównie na roli, jaką w spektaklu odgrywa oświetlenie, które mistrzowsko kreuje klimat poszczególnych scen. Panujący półmrok nadaje widowisku mistyczności, a tańczące po ścianach cienie aktorek skłaniają do jeszcze większego docenienia precyzji ich ruchów.. Światło jest także środkiem pomagającym oddać pewne aspekty gry aktorskiej – gdy bohaterki przedstawienia marzą o czymś nieuchwytnym, stają wówczas na wprost reflektora w pełnym oświetleniu i wpatrują się usilnie w punkt przed sobą. W ten sposób widz może odnieść wrażenie, że naprawdę jest świadkiem objawienia jakiejś nowej idei, która wpłynie na historię toczącą się na scenie.

Ze wszystkim elementów tworzących spektakl na pierwszy plan oczywiście wysuwa się wirtuozerska choreografia Jacka Gębury. Przepełniony sensualnością, energią i emocjonalnością taniec w połączeniu z eksperymentalną muzyką autorstwa Meredith Monk tworzy intrygująca mieszankę, która równocześnie potrafi wywołać u widza zachwyt i niepokój. Postawienie na stosunkowo młodą obsadę również okazało się dobrym wyborem – każda z aktorek nie tylko potrafi sprostać postawionym wyzwaniom choreograficznym, ale także dorzuca do portretu psychologicznego swojej postaci coś indywidualnego. Maria Jaworek, Marta Hichel, Monika Kolbusz i Martyna Rak stanowią bardzo zgrany kwartet, od którego czuć artystyczną chemię. Sprawiają, że spektakl jest oczarowującym doznaniem estetycznym, nawet jeśli potraktujemy go jedynie jako popis kunsztu tanecznego.

W tym miejscu warto zwrócić uwagę na ukryty komunikat, który kryje się za tytułem spektaklu. Skoro „tu nie ma na co czekać”, to, być może, trzeba zacząć działać, aby nie poddać się stagnacji. Wówczas oczekiwanie może stać się drogą do poznania samego siebie. Można je wypełnić interakcją z innymi, rozczarowaniami, bólem, rywalizacją, miłością, a nawet odkrywaniem własnej seksualności. Wszystkie te uczucia i doznania wybrzmiewają w konkretnych scenach i nadają spektaklowi dynamiki. Każda z bohaterek przechodzi swoją własną drogę inicjacyjną. Konfrontują się one z obecnym w nich sprzeciwem wobec biernego ulegania konwencjom i przestrzegania ustalonych odgórnie zasad – także tych odnoszących się do roli kobiety w społeczeństwie. Odkrywają, że mają prawo przekraczać granice w celu lepszego poznania siebie samych. Symbolem tego staje się scena rozbierania się z wieczorowych sukni, po której bohaterki do końca spektaklu pozostają w samych halkach koloru cielistego. Cały spektakl puentuje utwór Michelle Gurevich Party Girl, w którym padają słowa: „Kiedyś często płakałam, ale teraz nie mam na to czasu. Kiedyś byłam taka delikatna, ale teraz jestem taka dzika”. Można wówczas odnieść wrażenie, że bohaterki nie chcą już dłużej czekać. Nie otrzymały potrzebnej im akceptacji, zrozumienia, docenienia, więc przestały się tym przejmować.

Tu nie ma na co czekać to spektakl wielopoziomowy. Miejscami igra on z podświadomością odbiorcy, innym razem stara się go oczarować niepowtarzalnymi doznaniami estetycznymi, co sprawia, że na długo pozostaje w pamięci. Reżyser stworzył dzieło unikatowe, które jednocześnie może być wizytówką ambitnego teatru tańca, który stopniowo zaczyna zadomawiać się na stałe na deskach Teatru Capitol. Widzom pozostaje zatem tylko cierpliwe oczekiwanie na kolejne propozycje w ramach tego gatunku scenicznego.

Aleksandra Wach, Teatralia Wrocław

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 268/2018

Teatr Muzyczny Capitol we Wrocławiu

Tu nie ma na co czekać

na motywach dramatu Czekając na Godota Samuela Becketta

reżyseria: Jacek Gębura

muzyka: Meredith Monk

choreografia: Jacek Gębura

obsada: Maria Jaworek, Marta Hichel, Monika Kolbusz, Martyna Rak

premiera: 14 września 2018

fot. A. Krych

Aleksandra Wach – rocznik 1999, studentka Politechniki Wrocławskiej, ale równocześnie wielka miłośniczka teatru i kina. Na co dzień rzuca w dyskusjach cytatami z Szekspira i zachwyca się jego dramatami przy dobrej herbacie. Marzy o podróży na Broadway i wydłużeniu doby, aby móc w niej zmieścić jeszcze jedną książkę, film lub spektakl teatralny.