Wszystko, co stałe, rozpływa się w opowieści (Vernon Subutex)

Wszystko, co stałe, rozpływa się w opowieści (Vernon Subutex)

Dla każdego, kto zna wcześniejsze spektakle Wiktora Rubina i Jolanty Janiczak Vernon Subutex będzie zadziwiającym doświadczeniem. Duet, który do tej pory konsekwentnie rozmontowywał język opowiadania historii kobiet, wskazując na obecną w nim przemoc symboliczną, w krakowskiej adaptacji powieści Virginii Despentes niespodziewanie sam wikła się w myślowe klisze i uproszczenia. Kobiety pokazywane na scenie to głównie byłe i obecne, histeryczne kochanki Vernona Subutexa, które jak tylko go widzą, nie potrafią już myśleć o nikim innym. Poza nimi wśród postaci kobiecych pojawiają się jeszcze wyuzdana gwiazda porno, wąsata lesbijka i młoda intelektualistka oczarowana urokiem Islamu. Ktoś mógłby odpowiedzieć, że kobiety są tylko tłem na portrecie głównego bohatera, a ten z kolei jedynie elementem pejzażu współczesnego społeczeństwa. To prawda, ale wydaje się, że na kolejnych poziomach narracji zostaje wytworzony pewien naddatek znaczeń, nad którym twórcy nie zapanowali.

Historia Vernona Subutexa (Krzysztof Zarzecki) jest opowieścią o ruchu. Ruchu bohatera, tracącego najpierw sklep z płytami, później mieszkanie, a w konsekwencji przemieszczającego się w poszukiwaniu schronienia u kolejnych znajomych, ale też ruchu po mieście, w którym podczas niedługiej podróży metrem można zobaczyć dzielnice różniące się tak, jakby były zupełnie różnymi światami. Przygodowego czy nawet kryminalnego charakteru dodaje opowieści wątek popularnego muzyka Alexa Bleacha (Wiktor Bagiński), który niespodziewanie, będąc u szczytu kariery, popełnił samobójstwo, a swój testament sporządzony w postaci nagrań pozostawił właśnie u Subutexa. Główny bohater, posiadając dobytek ograniczony do zawartości niedużej torby, ma jednocześnie rzecz, która staje się obiektem zainteresowania dziennikarzy, policji i znajomych Bleacha. Subutex pali za sobą wszystkie mosty, traci możliwość korzystania z gościnności znajomych i w końcu zaczyna mieszkać na ulicy i żebrać. Chybotliwość przedstawionej rzeczywistości zostaje dodatkowo podkreślona przez użycie mediów oraz istnienie bohaterów nie tylko w obiegu materialnym, ale też wirtualnym. Poszukiwanie Subutexa przez pozostałe postaci jest więc nie tylko wiodącym przez Paryż pościgiem, ale też internetowym śledztwem prowadzonym przy pomocy hasztagu #gdziejestsubutex.

W tej historii jedynymi autonomicznymi postaciami, posiadającymi pogłębioną psychologię i życiorys warty opowiedzenia okazują się mężczyźni. Kobiety przedstawiane są wyłącznie w relacji do nich. Głównie dotyczy to oczywiście tych, które związały się z Subutexem. Jego nagłe pojawienie się stanowi dla nich impuls, który zmienia wszystko. Bez względu na to, jak wcześniej wyglądał ich świat (czym się zajmowały, z kim się przyjaźniły, czy były samotne, czy w związkach), Subutex staje się centrum ich opowieści. Kreacje pozostałych bohaterek również nie są zbyt subtelne. Grana przez Dominikę Bednarczyk Hiena, ubrana i zachowująca się po męsku, jakby była podręcznikową reprezentantką lesbijskiej tożsamości, podrywa infantylną sekretarkę (Karolina Kazoń), wcześniej zajmującą się głównie rozpamiętywaniem długoletniego związku z mężczyzną, który zostawił ją dla innej. Najbardziej zaciekła w poszukiwaniu Subutexa jest Emily (Marta Waldera), która pojawia się w różnych momentach spektaklu, krzycząc i wygrażając nożem. Nic nie wskazuje na to, że mnożące się u Janiczak i Rubina stereotypy dotyczące kobiet są jedynie wypadkiem przy pracy. Tym bardziej zaskakująca wydaje się ostatnia część przedstawienia, w której wszyscy bohaterowie zarówno kobiety jak i mężczyźni znajdują duchowe oparcie w Vernonie, który świetnie odnalazł się jako mieszkaniec parku, człowiek nieograniczony „ścianami i sufitem”.

Rubin i Janiczak teatralny ekwiwalent dla epickiej powieści odnaleźli w maksymalnym wykorzystaniu maszynerii i przestrzeni sceny. Scenografia Michała Korchowca jest wspaniała, zbudowana z rozmachem i świetnie wymyślona. W czasie wędrówki Subutexa po mieszkaniach znajomych i nieznajomych, ocenianych przez niego przede wszystkim pod kątem szacowanej wartości metra kwadratowego, na scenie pojawiają się kolejne podesty, na których – przy pomocy kliku podstawowych sprzętów – scenograf stworzył wnętrza należące do poszczególnych bohaterów. Istotne jest przede wszystkim wrażenie, że rzeczywistość przedstawiana na scenie pozostaje w ciągłym ruchu. Za każdym razem kiedy zastyga, widz ma pewność, że to tylko chwilowy stan zawieszenia między kolejnymi procesami transformacji.

W czterogodzinnym spektaklu nie zawodzi zresztą również dramaturgia. Narracja przechwytywana przez kolejnych bohaterów, Subutexa i narratora – Krzysztofa Kaliskiego – który jest odpowiedzialny również za muzykę, nie nuży. Największe znaczenie ma tutaj nie tempo, a gęstość sytuacji i tworzenie się wciąż nowych, coraz to dziwniejszych ludzkich kombinacji. Świetną i intensywną sceną jest spotkanie Vernona i Alexa Bleacha, który – jako ubrany w białe futro duch – przypływa dużą łodzią i wyjaśnia dawnemu przyjacielowi historię swojego romansu z również już nieżyjącą gwiazdą porno, Vodką Sataną. Mężczyźni siedzą nieruchomo, obraz filmowanej twarzy Alexa zostaje w powiększeniu wyświetlony na przeźroczu umieszczonym między sceną a widownią i na dwóch ekranach zawieszonych nad sceną. Ten epizod ma wspaniały, surrealistyczny i absurdalny klimat, a do zbudowania jego napięcia całkowicie wystarcza materia opowieści.

W warszawskim Każdy dostanie to, w co wierzy Rubin i Janiczak śledzili sprawę mężczyzny zamieszkującego bezprawnie pustostan, a do finału Sprawy Gorgonowej ze Starego Teatru zaprosili byłych więźniów. W Vernonie Subutexie twórcy również opuścili przestrzeń teatru, tym razem żeby poszukać śladów głównego bohatera w żywej tkance Krakowa. W spektaklu umieszczono kilka filmików, na których zarejestrowano bezdomnych wypowiadających tę samą formułę: „Nazywam się Vernon Subutex, za to nagranie dostałem/ dostałam sto złotych, zgadzam się na wykorzystanie mojego wizerunku”. Niektórzy spośród bezdomnych opowiadają pokrótce historię tego, jak znaleźli się na ulicy i jak radzą sobie z coraz niższymi temperaturami, głodem i brakiem miejsca do spania. Z oczywistych względów pojawia się pytanie o to, czy twórcy postąpili etycznie, wykorzystując bezdomnych za niewielką (dla twórców) kwotę stu złotych, nie próbując jednocześnie udzielić im długofalowej pomocy. Ta kwestia nie zostaje w spektaklu sproblematyzowana. Nagrania wprowadzają jednak przełamanie powieściowej narracji, którego w Vernonie Subutexie zdecydowanie brakowało. Bez owego przełamania wydźwięk przedstawienia byłby taki, że droga rozpoczynająca się utratą majątku i miejsca zamieszkania prowadzi do mentalnego wyzwolenia, zawiązania nowych i ciekawych znajomości i ekscytującego życia legendarnego guru z miejskiego parku. Można oczywiście opowiedzieć taką historię, ale trzeba przyznać, że jej wydźwięk budzi wiele wątpliwości dla każdego, kto widzi całą skalę ekonomicznych nierówności występujących zwłaszcza w dużych miastach.

Zuzanna Berendt, Teatralia Kraków

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 225/2018

Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

Virginia Despentes

Vernon Subutex

tłumaczenie: Jacek Giszczak

reżyseria: Wiktor Rubin

dramaturgia: Jolanta Janiczak

kostiumy: Hanna Maciąg

scenografia: Michał Korchowiec

wideo: Przemek Czepurko

multimedia: Wiktor Bagiński

muzyka: Krzysztof Kaliski

reżyseria światła: Michał Głaszczka

asystenci reżysera: Mira Mańka, Wiktor Bagiński

obsada: Dominika Bednarczyk, Karolina Kazoń, Agnieszka Kościelniak, Ewelina Przybyła, Karolina Staniec (gościnnie), Natalia Strzelecka, Anna Tomaszewska, Marta Waldera, Ewa Nowakowska-Włodek (gościnnie), Wiktor Bagiński (gościnnie), Tomasz Międzik, Antoni Milancej, Grzegorz Łukawski, Krzysztof Piątkowski, Karol Kubasiewicz, Feliks Szajnert, Krzysztof Zarzecki (gościnnie)

premiera: 5 stycznia 2018

fot. materiały Teatru im. Juliusza Słowackiego

Zuzanna Berendt – absolwentka wiedzy o teatrze UJ, studentka MISH. W teatraliach od 2014 roku.