Wiele hałasu o nic (Myśli nowoczesnego Polaka)

Wiele hałasu o nic (Myśli nowoczesnego Polaka)

Dzień Niepodległości był idealnym momentem do tego, aby podzielić Polaków prowokacyjnym widowiskiem opartym na książce Romana Dmowskiego Myśli nowoczesnego Polaka z 1903 roku. Teatr Polski, prowadzony przez lewaka, zatrudnia lewaka, by przygotować przedstawienie szkalujące postać uwielbianą przez nacjonalistów i czekać na burzę. Nawet wrzucając w cudzysłów poprzednie zdania, próbując zdystansować się do oczywistych kontekstów politycznych, ostatni spektakl Grzegorza Laszuka niejako w naturalny sposób musiał wzbudzić kontrowersje. Chociaż po skrajnych recenzjach prędko zniknął z repertuaru, teraz powraca na afisz.

Zaproszenie do Poznania założyciela Komuny Otwock zdawało się pomysłem ze wszech miar trafionym. Doświadczenie w konstruowaniu głosów krytycznych oraz opowiadaniu o kontrowersyjnych postaciach Laszuk ma, wypracowana przez niego forma sceniczna nie traci potencjału, a sama scena Teatru Polskiego za dyrekcji Macieja Nowaka podejmuje tematy dotyczące budowania wspólnoty i tożsamości narodu. Powstał spektakl o niezachwianej tezie, starający się stwarzać pozory pogłębionej biografii człowieka, o którym od pierwszej sceny mówi się, że był zły. Ktokolwiek emocjonalnie związany z którąś z politycznych myśli wymienionych do tej pory może odpuścić dalszą lekturę tekstu, bo opinii wypracowanej po pierwszym wykrzyczanym przez performerów – „Był sam, sam, sam i nikogo nie szanował” – już nie zmieni

Widz usiłujący zachować neutralny stosunek do bohatera spektaklu Laszuka szybko zostanie pozbawiony złudzeń: możliwy jest tylko jeden sposób patrzenia na Romana Dmowskiego. Kiedy publiczność zasiada na miejscach, scenę Malarni przesłania gigantyczna biało-czerwona flaga. Widać nawet szycia łączące pomniejsze części, które można odczytywać jako bolesne rany na sercu narodu. Narrator niewyraźnym, zniekształconym głosem zapowiada opowieść o „złym człowieku Romanie”, a aktorzy podchodzą do czwartej ściany, jaką stała się flaga Polski i przyglądają się publiczności. Po chwili wracają za kulisy, żeby wrócić z gitarami. Flaga opada, instrumenty zostają podłączone i od tej pory w uszach wszystkich zgromadzonych gościć będzie głównie szum zmieszany ze sloganami.

Nazwany „mrocznym musicalem” festiwal wykrzykiwanych haseł o zabarwieniu anarchistycznym nie dopuszcza wielogłosu. Tendencyjność jest zamierzona i oparta o jasno zdefiniowanego wroga. Na całe szczęście ideologię zamyka w ramy teatralne, przez co podążanie za kolejnymi scenami sprawia intrygującą przyjemność estetyczną. Czworo aktorów śpiewa, recytuje i przygrywa na głośnych instrumentach, wykonując niewiarygodnie rytmiczną choreografię. Brak tu postaci, jest tylko charakter Romana rozpisany na czterech performerów – odgrywa się scenę przygotowań do zburzenia przedstawionego cyfrowo pomnika Dmowskiego, pokazuje reakcje na to. Trudno uznać za postacie aktorów, którzy nawet prezentując fragmenty biografii młodego Dmowskiego bitego przez rodziców, wciąż zmieniają role, często mówiąc jednym głosem. Zamiast niejednoznacznych sytuacji dostajemy potężną dawkę sterowanej ideologicznie aksjologii. Nikt nie rzuca tutaj światłocieni na głównego bohatera – zostaje on za to postawiony pod ścianą w świetle reflektorów i rozstrzelany obelgami. Poetyka agresji współgra z punkowym hałasem generowanym przez instrumenty. Gitary, saksofon, trąbki, perkusja czy elektroniczne konsole w rękach aktorów nieustannie pulsują dźwiękiem. Oddzielają wypowiadane kwestie, podtrzymują rytm, budują napięcie. Na dobrą sprawę mniej istotna okazuje się treść kolejnych inwektyw, ważniejszy jest sam sposób ich podania. Przerywający czasem spektakl narrator wciąż jąka się, dźwięki pozostają nieczyste, zanieczyszczone. Wykreowany w ten sposób szum urasta do rangi metafory, zdaje się przedstawiać medialną dyskusję, w której każda ze stron próbuje wykorzystywać historię na swoją korzyść. Cokolwiek usłyszymy, jest nie tylko przepuszczone przez filtr, lecz także nałożone na inne głosy. Podobnie jak dyskurs medialny, który budują poglądy z obu stron politycznej sceny, tak dźwięki składające się na Myśli nowoczesnego Polaka nachodzą na siebie i zaburzają komunikację.

Treść, którą można by próbować zamknąć w konwencji rockowego koncertu, została jednak umieszczona przez reżysera w odmiennym kontekście. Odrealniające przestrzeń surowe białe ściany służą bowiem za ekran dla projekcji multimedialnych. Chociaż całość scenografii ogranicza się do opadającej na początku flagi, białych ścian oraz mikrofonów czy instrumentów wnoszonych przez aktorów, wizualna strona spektaklu stale ewoluuje. Owalna wypukłość na ścianie naprzeciw publiczności staje się miejscem, w którym pojawi się twarz Dmowskiego w ogniach piekielnych (bo do piekła trafił). Także tam rozegrają się jedyne momenty pozbawione hałasu i wypowiedzi aktorskich. Czasoprzestrzeń zaginają bowiem rzucone na ścianę fragmenty napisanej przez współzałożyciela endecji powieści Dziedzictwo, streszczonej w konwencji filmu niemego, podzielonego na trzy części. Te swoiste antrakty wymagają od widza przestawienia percepcji na wzrokową przez co wybrzmiewają jeszcze mocniej, jeszcze bardziej oskarżycielsko: to tam ujawnia się antysemityzm Dmowskiego, schowany równie subtelnie jak leżąca cały czas na ziemi wielka flaga. Konwencja spektaklu uwypukla schematyczność, mierną jakość dyskursywną poglądów zawartych w książce. Paradoksalnie, ogranicza także wydźwięk spektaklu, który Laszuk postanowił przełamać dwukrotnie.

Pomiędzy drugą a trzecią częścią Dziedzictwa zostajemy uraczeni trzema lekcjami patriotyzmu. I są to z pewnością najbardziej efektowne i najmocniejsze sceny całych Myśli nowoczesnego Polaka. Przy niemal operowym śpiewie obserwujemy taniec aktorów prezentujących tablice z hasłami „Bóg”, „Honor”, „Ojczyzna”. Oczywistość ironii staje się niemożliwie niepoprawna w momencie, kiedy na ich odwrocie pojawiają się najpopularniejsze polskie wulgaryzmy. Dynamiczne zmiany ustawienia tablic tworzą niesamowicie zapadające w pamięć bluźniercze zestawienia. Zamknięcie lekcji to z kolei zakończenie meczu Polska – Armenia i bramki Lewandowskiego w ostatniej minucie. Troje aktorów przebranych w stroje reprezentacji wielokrotnie pokazuje swoją radość po bramce, a z offu słyszymy trzy różne relacje tych wydarzeń. Kiedy świadkowie wspominają o padających sobie w ramiona Andrzeju Dudzie oraz Aleksandrze Kwaśniewskim, wszyscy na widowni po lekkim uśmieszku uświadamiają sobie, że ta radość zależna jest od chwilowego zwycięstwa drużyny, której obaj mężczyźni kibicują poza polityką.

Właściwie takie wnioski kończą spektakl, bo za pointę naprawdę trudno uznać Hannah Arendt, pojawiającą się na chwilę, żeby wytrzeć sobie gębę sloganem o banalności zła. Gdyby twórcy poważniej podeszli do epilogu, myśl niemieckiej filozofki nie byłaby zamieniona w identyczną frazę jak padające przez cały spektakl hasła. Dopiero na zakończenie dostajemy ułamek możliwego kontekstu i wydaje się on dodany na siłę – zostawia tylko rozczarowanie obiecującym pomysłem.

Łatwo można zamknąć interpretację Myśli nowoczesnego Polaka. Jednakże pomijając ideową kwestię, nie potrafię nie docenić konsekwentnej formy scenicznej, która porywa swoim rytmem, od czasu do czasu dorzucając iście wisielczy humor. To, jak bardzo twórcy zadbali o estetyczność swojego nieestetycznego przekazu, budzi pozytywne emocje i trzyma widza w nieustannej ciekawości. Treść nieco niknie w starciu z formą, ale także to ma swój wymiar semantyczny: zaakcentowanie jednostajnego bełkotu ideologicznego rozbraja dyskurs dotyczący postaci Romana Dmowskiego. Obecność polityka, który – jakby na to nie patrzeć – przyczynił się do odzyskania przez Polskę niepodległości, zostaje sprowadzona do drew podsycających ognisko konfliktu.

Podtytuł (nieautoryzowana biografia) sugeruje, że Roman Dmowski powiedział twórcom więcej, niż sam mógłby tego chcieć. Ów naddatek kieruje nasze myśli nie tyle w kierunku potępiającej oceny, która stanowi wierzchnią warstwę spektaklu, ile w stronę uniwersalnie pojętego traktowania historii i kształtujących ją osób. Nienawykli do metod pracy reżysera poznańscy aktorzy czasem wyglądają na zagubionych, zauważalnie liczą kroki, ale tylko dodaje to całości swojskości i punkowego charakteru.

Czy Teatr Polski wybrał tego konkretnego bohatera w odpowiednim czasie? Z pewnością karkołomny szpagat nad Dmowskim w dyskursie publicznym pomógł odświeżyć aktualne konflikty. Obawiam się jednak, że aby wyciągnąć ze spektaklu Laszuka prawdziwie nowoczesną myśl, należy wykonać sprzeczną z przedstawionym dziełem pracę. Nie wydaje mi się, aby wysiłek przebicia się przez ten hałas stanowił najważniejszą narodową przygodę tego roku, lecz z pewnością trudno będzie o tym rytmicznym majstersztyku zapomnieć.

Tomasz Błaszak, Teatralia Poznań

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 196/2017

Teatr Polski w Poznaniu

Myśli nowoczesnego Polaka. Roman Dmowski (nieautoryzowana biografia)

na motywach:

Roman Dmowski

Myśli nowoczesnego Polaka

reżyseria: Grzegorz Laszuk

scenariusz: Anna Wojnarowska

muzyka: Bartek Rączkowski i zespół aktorski

kostiumy: Ewelina Ciuchta

obsada: Jakub Papuga, Joanna Roszko, Paweł Siwiak, Anna Wojnarowska

premiera: 11 listopada 2016

fot. Adam Tuchliński

Tomasz Błaszak (1993), student filologii polskiej i wiedzy o teatrze. Kulturalne sznyty zbierał na poznańskim Dębcu. Uwielbia filmy Charliego Kaufmana, twórczość Darka Foksa i wołacz. Nie zna się na warzywach ani muzyce.