O trudnych sprawach z niewielkim wyczuciem (Piekło-Niebo)

O trudnych sprawach z niewielkim wyczuciem (Piekło-Niebo)

„Piekło, niebo, czyściec, raj, swoją duszę tutaj daj” to słowa dawnej wyliczanki, w którą część z nas na pewno bawiła się w szkolnej ławce. Jak to często z dziecięcymi zabawami bywa, pod pozorem zwykłego rymowanego tekstu kryje się w niej dziwna, trochę złowieszcza myśl o śmierci i duszy. Podobnie jest ze spektaklem Wrocławskiego Teatru Lalek Piekło-Niebo, którego twórcy, posługując się dowcipem i zabawową atmosferą, starają się opowiadać o sprawach bardzo trudnych – śmierci osób bliskich.

Główną bohaterką opowieści jest Jola (Agata Kucińska), młoda samotna matka, rolę narratora przyjmuje zaś jej syn Tadzio, który, schowany przed wzrokiem widzów w drewnianej szafie, opowiada o tym, co przydarzyło się mamie po jej tragicznej śmierci. Dusza Joli nie zamierza bowiem pozostać w zaświatach, chce koniecznie wrócić do syna, a ponieważ niczego się nie boi, może uciekać i robić sobie żarty z Boga, aniołów i diabłów. Podstawową i zdecydowaną zaletą spektaklu jest spektrum zróżnicowanych charakterów – zwłaszcza tych związanych ze światem „niemetafizycznym”. Jola to matka bardzo współczesna i autentyczna, która rzeczywiście „ani Boga, ani diabła się nie boi” i z miłości do syna jest zdolna do wszystkiego. Jej siostra Renata, opiekunka Tadzia, ewoluuje w trakcie sztuki ze znienawidzonej sztywnej ciotki w kogoś, z kim chłopiec może nawiązać nić porozumienia. Sam Tadzio – mimo że jego głos słyszymy tylko z jeżdżącej po scenie szafy – jest dzieckiem jednocześnie udającym niewzruszenie na śmierć rodzica i próbującym poradzić sobie z traumą poprzez opowiadania fantastycznej historii. Gorzej niestety wypadają istoty wyższe – anioły, diabły i dusze – ale wynika to bezpośrednio z dziwacznej konstrukcji świata metafizycznego w spektaklu. Reżyser zdecydował się przedstawić zaświaty jako miejsce na granicy kabaretu: znajdziemy tu więc głównie postaci, które zamiast jakiegokolwiek autorytetu czy przynajmniej sympatii wzbudzają w widzu przede wszystkim politowanie. Bóg to łysy ubrany na biało pan, którego główną rozrywką jest gra w scrabble i branie prysznica (możemy zobaczyć go z ręcznikiem, w samych bokserkach). Obok niego zwykle stoi Maryja, do której odnosi się jak do własnej żony, co jakiś czas rzucając w jej stronę flirtujące żarciki. Towarzyszące im anioły to kobieta z brodą i mężczyzna w białym trykocie. Postacie są na tyle karykaturalne, że młody widz może wyjść z teatru z przeświadczeniem, że niebo zamieszkują prostacy wybuchający przesadzonym śmiechem z nieśmiesznych żartów i spędzający czas na nudnych zabawach. Piekło w jeszcze większym stopniu przypomina kabaret z niedzielnej telewizji. Trzech diabłów: zły, despotyczny szef Lucyfer, półgłówkowaty mięśniak Belzebub i nieśmiały chudy okularnik Osmółka to błaźni pełną gębą, których rola ogranicza się do serii gagów podkreślonych zabawnymi sposobami chodzenia i mówienia. Takie zabawy z tradycją, groteskowe przekształcenia znanych schematów są bardzo zabawne dla widza, który tę tradycję już zna i potrafi poruszać się w tym udawanym metafizycznym świecie, dostrzegając niuanse i żarciki. Może jednak budzić niepokój fakt, że aż tak prześmiewczy – i właściwie jednostronny – obraz „życia po śmierci” przedstawia się młodemu widzowi.

Oswajanie śmierci na scenie teatru dla dzieci to bardzo trudna sztuka. Ten problem trzeba bowiem traktować z wyczuciem i świadomością wrażliwości dziecka. Twórcy spektaklu starają się lawirować pomiędzy niełatwym tematem skierowanym do dzieci a farsowym żartem dla dorosłych. Takie połączenie okazuje się jednak dziwaczne i nie do końca taktowne. Artyści usiłują poprzez zabawę i śmiech „oswoić” nie tylko traumę związaną ze śmiercią, ale też wiele innych problemów i tragicznych wydarzeń. Oprócz wątku radzenia sobie Tadzia ze śmiercią matki zobaczymy również Jolę przepracowującą psychiczną ranę pozostawioną po nieobecności ojca, którego spotyka w piekle. Problem ten zostaje całkiem szybko rozwiązany, gdyż w przeciągu trzech minut córka i ojciec dochodzą ze sobą do zupełnej zgody, co czyni z tego zdarzenia scenicznego wątek psychologicznie nieprawdopodobny i przeprowadzony z zupełnym brakiem wyczucia. Kiedy jeszcze diabeł Osmułka próbuje przezwyciężyć patologiczne uzależnienie od nadopiekuńczej matki, można odnieść wrażenie, że autor spektaklu chciał zmieścić w akcji wszystkie możliwe rodzinne problemy i patologie, po czym przykryć je kołderką wiecznie obecnego na scenie żartu, żeby przypadkiem nic nie wydawało się nazbyt poważne.

Spektakl, na szczęście, wizualnie robi duże wrażenie, zwłaszcza świetnie wykonane projekcje (na dwóch półprzezroczystych ekranach przed i za sceną). Niebo i piekło to ta sama obrotowa maszyna na środku, która dzięki dobrej reżyserii światła i ciekawemu mechanizmowi drzwi może odrobinę kojarzyć się z zabawką origami do gry w piekło-niebo, w której ten sam przedmiot zmienia się nieznacznie, oznaczając już inne miejsce.

Pomimo ładnej oprawy scenicznej i dobrze nakreślonych charakterów głównych postaci w przedstawieniu dotkliwie rozczarowuje roztaczana przed dziećmi wizja zaświatów. Twórcy starają się rozbić tradycyjne obrazy „metafizyki dla dzieci” – aniołki, diabełki i mądrego staruszka siedzącego na tronie wszechświata – i zastąpić je rodzajem prostackiego żartu, czyli po prostu wyśmiać. Nie ma nic złego w takim przepisywaniu tradycji, jeśli oferuje się młodemu widzowi jakiś obraz w zamian – nie prześmiewczy, ale wartościowy. Takiego poważnego podejścia jednak w przedstawieniu zabrakło, przez co młoda publiczność może wyjść ze spektaklu z przeświadczeniem, że po śmierci ludzie spędzają wieczność, grając w scrabble w towarzystwie transwestytów. Jako dorosły jestem taką wizją rozbawiona, ale jako dziecko prawdopodobnie w takiej sytuacji bałabym się śmierci dużo bardziej niż dotychczas.

Zuza Zajt, Teatralia Wrocław

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 187/2016

Wrocławski Teatr Lalek

Maria Wojtyszko

Piekło-Niebo

reżyseria: Jakub Krofta
scenografia: Matylda Kotlińska
muzyka: Grzegorz Mazoń
choreografia: Aneta Jankowska
reżyseria światła: Damian Pawella
projekcje: Jakub Lech
asystentka scenografa: Agnieszka Zdonek
inspicjent: Małgorzata Mańko-Drozd
obsada: Jolanta Góralczyk (Diablica Mania ) Anna Makowska-Kowalczyk (Tadzio, Matka Boska), Agata Kucińska (Mama Tadzia), Marta Kwiek (Potępieniec 1, Grzesznica, Aktorka ) Patrycja Łacina-Miarka (Anioł ), Edyta Skarżyńska (Ciotka Renata), Grzegorz Borowski (gościnnie) – (Potępieniec 2, Grzesznik 2, Dorosły Tadzio), Krzysztof Grębski (Potępieniec 3, Dziadek), Radosław Kasiukiewicz (Święty Piotr, Grzesznik 3, Aktor), Marek Koziarczyk (Osmółka), Konrad Kujawski (Belzebub) Tomasz Maśląkowski (Bóg), Grzegorz Mazoń (Lucyfer)
Sławomir Przepiórka (Sandalfon)

premiera: 4 grudnia 2016

Fot. Karol Krukowski

Zuza Zajt - zwykle trafia w różne miejsca przypadkiem. Parę lat temu przypadkiem trafiła na krakowską teatrologię.