„Teraz widzę piękno tego świata, jakbym wcześniej była ślepa…” (Mój boski rozwód)

„Teraz widzę piękno tego świata, jakbym wcześniej była ślepa…” (Mój boski rozwód)

Rozwód – życiowa porażka czy odzyskana wolność? Koniec życia czy początek nowego? Anna Demczuk w sztuce irlandzkiej dramatopisarki Geraldine Aron, pt. Mój boski rozwód w reżyserii Grzegorza Mrówczyńskiego wciela się w rolę kobiety, która próbuje znaleźć odpowiedzi na te i inne pytania po zdradzie męża…

Na scenie znajdują się jedynie krzesło oraz stolik. Wchodzi ona – kobieta w średnim wieku, ubrana w zieloną suknię, okryta różowym szalem. „Cześć! Nazywam się Angela Kennedy-Lipsky. Byłam drugą połową pary Angela i Maks – najszczęśliwszej pary na świecie” – padają pierwsze słowa. Czy rzeczywiście najszczęśliwszej? Ich małżeństwa od początku nie akceptowali rodzice z obu stron. Ona była młodą, początkującą projektantką ubrań, on – młodym, przystojnym księgowym. Wspólnie wychowali dorosłą już córkę Vanessę. Wydawać by się mogło, że nic nie zdoła zakłócić rodzinnego szczęścia. A jednak… Maks po powrocie z seminarium podatkowego w Orlando oświadcza, że odchodzi, bo ich małżeństwo od dawna jest już „emocjonalnie umarłe”. Początkowo Angela… czuje ulgę! Coraz więcej rzeczy zaczęło ją ostatnio irytować u męża, jak chociażby jego zbyt okrągła głowa. Jednak wstrząsnęła nią wiadomość o tym, że wije już sobie gniazdko z 24-letnią Meksykanką Rosą! Dla dojrzałej kobiety, zmagającej się z coraz mniej jędrnym ciałem, zmarszczkami czy zbyt obwisłymi ramionami, taki wybór dokonany przez męża to nie lada upokorzenie. W końcu Rosa to  uosobienie świeżości, młodości… O tym, jak bardzo ci dwoje są szczęśliwi, dowiedziała się od siostry swojej sprzątaczki, która szybko stała się jej informatorką. Niestety, Lina nie miała dla Angeli zbyt dobrych wieści. Wyglądało na to, że jej (nadal) mąż po uszy zakochał się w tym… „meksykańskim embrionie”, jak kąśliwie nazwała Rosę zdradzona żona. Mężczyzna długo się nie zastanawiając, wystosował do żony list z prośbą o rozwód. Wyglądało na to, że to małżeństwo nie ma już dla niego większego znaczenia. Martwił się jedynie o sprawy finansowe. Angela przeżyła szok. Nie chciała rozwodu! Jako porzucona kobieta w dojrzałym wieku czuła się bezwartościowa. W końcu nigdy nie pracowała na pełen etat (bo Maks tak chciał!). Ponadto inni mężczyźni jej nie obchodzili, dlatego ze sprawami „damsko-męsko-zawodowymi” była na bakier. Czuła, że jest w wieku, w jakim kobietę nie może spotkać już nic dobrego. Mimo zdrady męża wyrzucała sobie, że może powinna o niego walczyć… W pierwsze Święta Bożego Narodzenia towarzystwa dotrzymywał jej tylko pies, a spontanicznie spędzony Sylwester zapoczątkował serię nieudanych randek. Najpierw„nocny kowboj” z imprezy sylwestrowej w barze okazał się 19-letnim młodzieniaszkiem. Później towarzystwa dotrzymywał jej ledwo odrastający od ziemi… karzeł! Z następnym amantem było już tylko gorzej. Po nieudanej łóżkowej interakcji Angela chciała zapaść się pod ziemię… Czuła, że pogrąża się w depresji. Doskwierała jej samotność, a w dodatku córka, nie zważając na stan, w jakim znajdowała się jej matka, oznajmiła, że wyprowadza się do chłopaka. Angela szukała ratunku dzwoniąc na telefon zaufania, gdzie jako anonimowa osoba miała okazję się zwierzyć ze swoich trosk. Przełomowym momentem staje się dla niej rozmowa telefoniczna z (jeszcze) mężem, podczas której kobieta dzieli się swoimi wątpliwościami dotyczącymi rozwodu. Po tym jak Maks oznajmia, że sprawa rozwodowa już zbyt wiele ich kosztowała, Angela wykrzykuje mu to, co o nim myśli. Skutek jest natychmiastowy – mężczyzna trafia do szpitala z podejrzeniem zawału. Pierwszą reakcją po przebudzeniu, jest chęć odbudowania małżeństwa. Szybko jednak okazało się, że troską po zawale otoczyła go jego nowa kochanka-Chorwatka! Dla Angeli miarka się przebiera – podpisuje papiery rozwodowe. Definitywne zerwanie z mężem staje się zarazem początkiem nowego życia. Angela znajduje pracę, a urlopowy wyjazd kończy się odnalezieniem… miłości! To doktor Stedman, który od lat leczył ją z objawów hipochondrii, okazał się mężczyzną w białym, góralskim swetrze, o którym zawsze marzyła. Kobieta dochodzi do wniosku, że jej małżeństwo stwarzało jedynie pozory prawdziwego szczęścia, stąd z satysfakcją stwierdza: „Teraz widzę piękno tego świata, jakbym wcześniej była ślepa”…

Angela ostatecznie odnajduje swą miłość, a zarazem odkrywa sekret szczęśliwego pożycia w małżeństwie. To wizyta u starych znajomych wzbogaca ją o cenną wiedzę na temat udanego związku. Okazuje się bowiem, że to… kurtuazja jest kluczem do szczęśliwego pożycia dwojga ludzi. Grzeczne, pieszczotliwe zwroty, oplecione miłym gestem są wyrazem szacunku i uznania dla drugiej osoby. Angela pojmuje tę prostą mądrość dopiero po rozwodzie.

Historia napisana przez Geraldine Aron, to wspaniałe studium psychiki dojrzałej kobiety, najpierw zranionej i porzuconej, a potem na nowo odkrywającej życie i swoją kobiecość. Wielkie wyrazy uznania należą się Annie Demczuk, że potrafiła stworzyć nietuzinkową kreację kobiety ciepłej, uczuciowej, delikatnej a zarazem twardej i charyzmatycznej. Przez blisko półtorej godziny aktorka znakomicie utrzymywała kontakt z publicznością, bawiąc do łez nie tylko wypowiadanymi kwestiami, ale i mimiką czy gestami . Znakomicie budowała napięcie emocjonalne, przechodząc od śmiechu do płaczu, od ciszy do wrzasku. Elementy komiczne stały się przeciwwagą do omawianego tematu – dramatu zdradzonej kobiety. Jako jedyna aktorka na scenie (sztuka o której mowa to monodram) potrafiła wcielić się w role i zarysować sylwetki postaci ze swojego życia, oddając zarazem ich charakter i sposób bycia. Doskonale zaprezentowała gderliwą matkę Angeli, nadzwyczaj bezpośrednią córkę  Vanessę, flegmatycznego prawnika, Chinkę – stażystkę u doktora Stedmana, panią ginekolog –nałogową  palaczkę, Teda oraz Julię – starych znajomych Angeli i Maksa. Rozśmieszała po to, by po chwili wzruszyć i skłonić publiczność do refleksji nad własnym życiem.

O tym, że monodram Mój boski rozwód zachwycił nie tylko mnie, przekonałam się po spektaklu, widząc rozbawione i rozemocjonowane kobiety w średnim wieku oraz słysząc ich pochlebne komentarze na temat sztuki. Okazuje się, że z główną bohaterką-Anielą identyfikować się mogą wszystkie kobiety, niezależnie od przedziału wiekowego czy bagażu życiowych doświadczeń.

Emilia Chorążak, Teatralia Rzeszów
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 60/2013

Teatr im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie

Mój boski rozwód

autor: Geraldine Aron

reżyseria i scenografia: Grzegorz Mrówczyński

obsada: Anna Demczuk

Emilia Chorążak – absolwentka Uniwersytetu Rzeszowskiego, filolog polski z wykształcenia i zamiłowania. Pisanie to, według niej, sposób na miłe spędzenie wolnego czasu.