Tej ciszy chwila (Ostatnia taśma)

Tej ciszy chwila (Ostatnia taśma)

Jarosław Fret oraz Alessandro Curti w inscenizacji Ostatniej taśmy postanowili położyć akcent na słowo, które w dramacie Becketta pada nadzwyczaj często: pauza. To wokół niego twórcy obudowali swoją interpretację utworu, robiąc z tytułowego bohatera człowieka, który żyje od jednej przerwy w nagraniu do drugiej. A dokładniej, żyje między jednym nagraniem własnego głosu a kolejnym.

Na środku wąskiej przestrzeni jeden za drugim ustawione są trzy stoły, nad nimi wisi słabo świecąca lampa. Curti wchodzi na scenę tym samym wejściem co widownia. Zatrzymuje się koło pierwszego stołu. Słowa, które kieruje do odbiorców, wypowiada jako twórca tego spektaklu. Mówi publiczności o procesie powstawania tego przedstawienia. Snuje opowieść o kontekście pisania utworu przez Samuela Becketta oraz wskazuje, że kluczowy był dla dramatopisarza wyraz pauza. Curti podkreśla, że właśnie użycie tego słowa wskazuje na czas jako niezwykle ważną kategorię w owym dramacie. Po krótkim wprowadzeniu w kontekst aktor zmienia stolik. Przechodzi w głąb sceny, aby zasiąść przy drugim krześle. Wciela się w rolę tytułowego Krappa, który rozpoczyna proces nagrywania swoich wspomnień.

Sceniczna przestrzeń jest niezwykle ciasna i mroczna, od podłogi aż po sufit stoją równo kartony, setki, jeżeli nie tysiące. Przywodzą na myśl ściany zagraconego pokoju, w którym starszy mężczyzna od lat gromadzi nagrania, poukładane w dobrze opisanych pojemnikach. Nadmiar kartonów budzi również skojarzenia ze zbudowanym przez Krappa więzieniem – celą, w której mężczyzna pozostawiony jest sam sobie. Pokój to miejsce swoistej pokuty, gdzie Krapp wraca co roku, aby równocześnie umartwiać się swoim obecnym życiem i rozkoszować nagraniami z młodości. Warto zaznaczyć, że nagrywa jedynie w dniu swoich urodzin. Tego dnia wraca także do wcześniejszych zapisów swoich słów. Włączając i zatrzymując kolejne sekwencje, pogrąża się we wspomnieniach. W tej ascetycznej scenografii spotykamy się z dwoma wcieleniami tytułowego bohatera. Curti występuje bowiem jako młody Krapp oraz jako starzec.

Cały spektakl opiera się właśnie na sekwencji bezustannego włączania i wyłączania taśm. Oglądamy Curtiego, który wciela się w Krappa-starca. Mężczyznę pozbawionego butności i witalnych sił, który w dniu urodzin wyciąga jedną z kaset i pogrąża się w nostalgii. Historia, która wybrzmiewa z głośników, przedstawia dzień, w którym odrzucił miłość. Odsłuchanie tego nagrania (szpula piąta, karton trzeci) powodują, że dociera do niego, jak wielki błąd popełnił, odchodząc od ukochanej. Cofa, przerywa i włącza na nowo, wciąż ten sam fragment. To jedno nagranie wywołuje u mężczyzny załamanie nerwowe. Statyczny do tej pory starzec, który wydawał się przytwierdzony do swojego krzesła, zaczyna nerwowo chodzić po pomieszczeniu. Przerywa odsłuch. Zapada cisza. Scena się zaciemnia. A widownia słyszy jednie narastający szum sprzętu nagrywającego, którego używał Krapp. Finalnie hałas zostaje przerwany hukiem spadających kartonów. Gdy ponownie zapala się światło na scenie, Krappa na niej nie ma. Nie wiemy, czy przewrócił kartony, gdy wybiegał ze swojego więzienia przytłoczony własną historią, czy uciekł, aby naprawić popełniony przez siebie błąd.

Agata Iżykowska, Teatralia Wrocław

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 259/2018

Instytut im. Jerzego Grotowskiego

Ostatnia taśma

reżyseria: Jarosław Fret

obsada: Alessandro Curtie

fot. Tobiasz Papuczys

 

Agata Iżykowska – doktorantka na Uniwersytecie Wrocławskim. Uczy dzieci, że czytanie literatury klasycznej jest fajne. Uwielbia brytyjski teatr, szczególnie średniowieczną i współczesną dramaturgię. Nie lubi zabijania zwierząt w imię sztuki.