„Teatr blisko ludzi” to nie slogan, to nasza idea (Rozmowa z Ewą Pilawską)

„Teatr blisko ludzi” to nie slogan, to nasza idea (Rozmowa z Ewą Pilawską)

W marcu bieżącego roku odbyła się już dwudziesta czwarta edycja Międzynarodowego Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych. Przegląd ten, organizowany przez Teatr Powszechny w Łodzi, jest jednym z najważniejszych wydarzeń kulturalnych w Polsce. W tym roku w jego ramach zorganizowano dogrywkę skierowaną do dzieci i młodzieży. O drugiej części Festiwalu, mijającym sezonie, a także o tym, jak dzisiaj być dyrektorem opowiada sprawująca tę funkcję Ewa Pilawska.

Natalia Chuszcz: Jak pani ocenia ten mijający sezon w Teatrze Powszechnym?

Ewa Pilawska: Jest rewelacyjny. Wyniki są lepsze niż w poprzednim – ponad 370 przedstawień, 9 premier, bardzo wysoka frekwencja, około 3,4 miliona złotych wpływów za bilety. Nasze premiery oraz XXIV edycja Festiwalu zostały bardzo dobrze ocenione przez widzów i recenzentów. Poza tym bardzo cieszą mnie dwa wyróżnienia, które otrzymałam w tym sezonie. Po pierwsze to od magazynu „F5”, który uznał mnie za jedną z 10 osób, dzięki którym Łódź staje się lepszym miejscem do życia. Po drugie tytuł Łodzianki Roku, do którego nominowani byli między innymi także Adam Kszczot czy Jarosław Suchan, inicjator obchodów Roku Awangardy w Polsce. To potwierdza najlepiej, jak ważny był ten sezon w Teatrze Powszechnym.

N.C.: Czy w Łodzi trudniej być teraz dyrektorem?

E.P.: Według mnie nie. Czerpię z mojej pracy ogromną satysfakcję i radość. W ostatnim czasie przeszliśmy co prawda przez szereg niezaplanowanych kontroli i audytów, walczyliśmy o utrzymanie dotacji podmiotowej dla Międzynarodowego Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych. Wynikało to zapewne ze zmian kadrowych w mieście. Od dwóch lat za łódzką kulturę odpowiedzialna jest nowa dyrektorka Wydziału Kultury w Urzędzie Miasta. Wraz z nią pojawił się inny sposób zarządzania. Byliśmy zaskoczeni, kiedy otrzymaliśmy zawiadomienie, że na jej wniosek wiceprezydent miasta odpowiedzialny za kulturę złożył do rzecznika dyscypliny finansów publicznych doniesienie o naruszeniu przeze mnie przepisów. Najczęściej takie zawiadomienia są wynikiem kontroli, a tym razem przyczyną była chyba nadmierna ostrożność lub nadgorliwość… Jedyny powód to treść roboczej korespondencji pomiędzy firmą zewnętrzną a zatrudnionym w Teatrze inżynierem, dotycząca opracowania dokumentacji – niezbędna dla ogłoszenia przetargu na modernizację Teatru, na którą otrzymaliśmy dofinansowanie z Unii Europejskiej i od miasta.

N.C.: Dyrektor teatru odpowiada za sprawy budowlane?

E.P.: Nie jestem inżynierem ani nie znam się na budownictwie, dlatego zatrudniam specjalistów. W zespole do spraw modernizacji pracują wybitni fachowcy, między innymi Magdalena Janus-Hibner (kierownik projektu) i Kinga Gromek, które zrealizowały w Łodzi wiele projektów unijnych, i z którymi zbudowałam Małą Scenę. W teatrach jest jednak tak, że za działania wszystkich pracowników odpowiada jednoosobowo dyrektor, dlatego też to ja bezpośrednio zajmuję się sprawami budowlano-modernizacyjnymi. Nie ma tu miejsca na omawianie doniesienia wiceprezydenta szczegółowo, najważniejsze, że dzięki „stawiającej sprawę na ostrzu noża” sztuce negocjacji pana inżyniera osiągnęliśmy w pełni rezultat, na jakim nam zależało – otrzymaliśmy dofinansowanie unijne, nie ponieśliśmy strat, ogłosiliśmy przetarg, do którego nie zgłoszono żadnych uwag. Dosłownie przedwczoraj zakończyła się rozprawa przed Regionalną Izbą Obrachunkową, która uznała, że nie ma podstaw do wymierzenia żadnej kary, ponieważ działaliśmy dla dobra miasta i w imię interesu publicznego o charakterze ponadlokalnym. Zespół do spraw modernizacji i ja odczuwamy satysfakcję z takiego orzeczenia. Komisja podkreśliła, że nasze działania ocaliły możliwość dofinansowania ważnego projektu. Mówiąc obrazowo – proszę wyobrazić sobie, że została pani zatrzymana przez policję, ponieważ minimalnie przekroczyła pani dozwoloną prędkość. Okazuje się jednak, że wiezie pani do szpitala rodzącą kobietę. Czy policjant zatrzyma panią, czy pomoże dotrzeć do szpitala jeszcze szybciej? Odpowiedź jest oczywista. Zawsze w takich momentach przypomina mi się serial Strzępki i Demirskiego Artyści.

N.C.: Mówi się też o konfliktach w innych teatrach, ponadto pojawiają się głosy o upolitycznieniu łódzkich instytucji kultury… 

E.P.: Polityką interesuję się jako świadomy obywatel, ale nigdy nie należałam do żadnej partii (pomimo zaproszeń z różnych stron) i nie zamierzam do żadnej wstępować. Być może tym, którzy należą do partii, jest łatwiej. Nie wiem. Przyzwyczaiłam się do tego, że Teatr Powszechny w Łodzi zawsze był poza centrum zainteresowania władzy. Zawsze dbałam o jego niezależność.Najważniejsze dla mnie jako łodzianki z wyboru jest to, że miasto bardzo się rozwija. Niestety zawsze jest tak, że pozytywne zmiany obarczone są tymczasowymi trudnościami, towarzyszą im skrajne emocje – stąd pewnie również całe zamieszanie wokół dokumentacji, o której mówiłam. Ci, którzy lubią stagnację, bronią się przed zmianą. Prezydent Hanna Zdanowska bardzo intensywnie zmienia nasze miasto. Gdy poprosiłam ją o pomoc przy pozyskaniu dawnego kina Bałtyk na naszą siedzibę zastępczą na czas modernizacji, bez wahania nas wsparła. Termin przeprowadzki do Bałtyku przesunął się w czasie, ponieważ okazało się, że dofinansowanie, które otrzymaliśmy, jest zbyt małe. To zresztą problem wszystkich inwestycji w kraju, koszty usług budowlanych poszły bardzo w górę. W związku z tym „okroiliśmy” nasz projekt i przygotowaliśmy wersję skromniejszą. Teraz przed nami trzeci przetarg, który powinien zakończyć się wyłonieniem wykonawcy i niebawem zaczynamy modernizację.

N.C.: Skąd pomysł na kontynuację Międzynarodowego Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych w miesiącach przedwakacyjnych? 

E.P.: Od dawna planowałam włączyć do Międzynarodowego Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych spektakle dla dzieci i młodzieży. Zagramy je w czerwcu, który nie jest dla nas tak do końca „miesiącem przedwakacyjnym”, ponieważ pracujemy zawsze do końca lipca, a wakacje mamy dopiero w sierpniu. Ta kontynuacja jest możliwa dzięki dofinansowaniu z Ministerstwa Kultury, które zawsze wysoko oceniało nasz Festiwal. Podobnie było w tym roku. Niektórzy mówili co prawda, że program tej edycji zamknął nam drzwi do otrzymania grantu. Byłam innego zdania, a te proroctwa prysły jak bańka mydlana. Wszystko zależy od jakości artystycznej i zawartości merytorycznej.

N.C.: Dogrywka jest skierowana do młodszych odbiorców. Jaką rolę pełnią dzieci i młodzież wśród publiczności teatru?

E.P.: Szanujemy wszystkich widzów, wszyscy są dla nas najważniejsi. Nie kategoryzujemy ich ze względu na wiek, wykształcenie czy poglądy polityczne. To byłoby absurdalne. Jesteśmy „Teatrem blisko ludzi” – to nie slogan reklamowy, a przyświecająca nam idea działania. To hasło wynika z poczucia misji.

N.C.: Jakie treści teatr powinien przekazywać młodym widzom? 

Ważne i inspirujące. Takie, jakie sami chcielibyśmy otrzymywać. Myślę, że teatr musi traktować młodego odbiorcę bardzo poważnie i z pełnym szacunkiem. Dzieci z łatwością wyczuwają każdy fałsz, spektakle dla nich powinny być po prostu świetnie zrealizowane i inspirujące.

N.C.: Oba przedstawienia prezentowane w dogrywce poruszają ważne społecznie tematy. Czy teatr powinien spełniać funkcję edukacyjną? 

E.P.: Oczywiście, że tak. Otwierając kilka lat temu Małą Scenę, powołałam do życia projekt dla dzieci i młodzieży „Dziecko w sytuacji”. Do jego realizacji przygotowywaliśmy się kilka lat, prowadząc różnorodne działania edukacyjne oraz realizując spektakle poruszające problemy młodych ludzi. 7 czerwca odbędzie się premiera siódmej sztuki w ramach cyklu – będzie to „Siedemnaście” Matthew Whitteta. Wszystkim tym spektaklom towarzyszą warsztaty, które prowadzi aktor i – w zależności od tematyki spektaklu – specjalista: filozof, psycholog, edukator seksualny. Rozszerzenie formuły Festiwalu wynika z tego, że obserwujemy spotkania z młodymi widzami, które poruszają w nich bardzo ważną strunę. Warto to rozwijać, również poprzez Festiwal.

N.C.: Spektakl Henrietta Lacks to koprodukcja Nowego Teatru w Warszawie i Centrum Nauki Kopernik. Czy współpraca sztuki z nauką jest ważna dla współczesnego teatru?

E.P.: Jest niezwykle cenna. Mamy XXI wiek, teatr nie może stać w miejscu. To naturalne, że zmienia się estetyka oraz środki i technologie, które wykorzystuje teatr. Jeśli ten mariaż zostanie mądrze przeprowadzony, może przynieść bardzo ciekawe i wartościowe rezultaty. Również tematyka spektaklu wskazuje, że Centrum Nauki Kopernik jest idealnym partnerem.

N.C.: Przedstawienie Piekło-niebo to propozycja dla widzów od siódmego roku życia. Jak ten spektakl odbierają dzieci?

E.P.: Znakomicie. Sztuka Marii Wojtyszko to według mnie jeden z najważniejszych tekstów dla dzieci, które powstały w ostatnich latach. To spektakl nie tylko najmłodszych, ale dla wszystkich. Dzieci odbierają go, przepuszczając przez własną wrażliwość. Inaczej działa na rodziców czy dziadków. Najciekawsze spotkanie z nim może przynieść rodzinna wizyta w teatrze.

N.C.: Czy myślą państwo o włączeniu na stałe do programu festiwalowego propozycji skierowanych do dzieci i młodzieży?

E.P.: Jeśli ten projekt spotka się z uznaniem, bardzo bym tego chciała. Powróćmy do pytania za rok. Każdy projekt wymaga czasu, wsłuchania się w głos odbiorców.

N.C.: Na spektakle prezentowane w dogrywce przeznaczona była pula biletów za symboliczną złotówkę dla dzieci i młodzieży będących w trudnej sytuacji finansowej. Co więcej, bilety na spektakl można też kupić w biletomacie w centrum handlowym. Czy tego typu akcje pozwalają na poszerzenie grona odbiorców? Czy są one istotne w polityce teatru?

E.P.: Jak mówiłam, „Teatr blisko ludzi” to nie slogan, to nasza idea. Misyjność teatru publicznego powinna polegać również na tym, aby wspierać osoby, które ze względu na trudną sytuacją życiową lub finansową nie mogą przyjść na przedstawienie; trzeba otaczać uwagą i pomocą niepełnosprawnych, skrzywdzonych, wykluczanych. Dbam o to nie tylko podczas Festiwalu. Przez cały sezon umożliwiamy osobom w trudnej sytuacji uczestnictwo w spektaklach. Osoby niewidome na premiery Teatru dla niewidomych i słabo widzących kupują bilety za 5 groszy. Są także organizowane spektakle, za które bezrobotni płacą złotówkę, a emeryci 10 złotych. Na premiery z cyklu „Dziecko w sytuacji” zapraszamy podopiecznych ośrodków socjoterapii i domów dziecka, którzy mogą obejrzeć nasze propozycje za symboliczną złotówkę. Nie ma wówczas toastów, rautów i premierowych zaproszeń dla VIP-ów i dziennikarzy. Pewnie niektórzy goście się obrażają albo czują się zdziwieni, ale tak już jest od siedmiu lat. Nie chodzi tu do końca o poszerzenie grona odbiorców – chodzi o dostępność i misyjność teatru dotowanego z publicznych środków. 

Biletomat to jeden z elementów strategii Teatru. Działamy w określonej rzeczywistości i musimy odpowiadać na jej wyzwania. Mamy biletomat, sprzedaż online, aplikację mobilną na smartfony, karty podarunkowe. Musimy nadążać za współczesnymi rozwiązaniami. Aby w teatrze można było realizować wartościowe projekty artystyczne, należy dbać o prowadzenie mądrej polityki, która zabezpiecza jego funkcjonowanie. W teatrze najważniejsza jest scena i cała przestrzeń tworzenia, ale polityka sprawnego zarządzania i dbałości o finanse publiczne pełni szalenie istotną funkcję. Podstawą zarządzania są merytoryczni współpracownicy, dlatego cieszę się, że w swoim zespole mam specjalistów – między innymi zastępcę dyrektora ds. administracyjno-technicznych, główną księgową (obydwoje są biegłymi rewidentami, czyli osobami zaufania publicznego) czy radcę prawnego. To oni opracowują umowy, zarządzenia, instrukcje, regulaminy, nadzorują codzienność. Teatr nie funkcjonuje w oderwaniu od rzeczywistości, ale właśnie w bardzo skomplikowanym otoczeniu prawnym, które cały czas się zmienia. Musimy działać zgodnie z obowiązującymi przepisami, z ciągle zmieniającymi się regulacjami, na przykład dotyczącymi ZUS, podatku VAT, RODO. Bardzo dbam o to, żeby Teatr Powszechny mógł rozwijać się artystycznie w bezpiecznych warunkach administracyjnych. Wymaga to ode mnie i od zespołu dużego zaangażowania i wiedzy. Czasami śmieję się, gdy niektórzy opowiadają mi, jak wyobrażają sobie pracę na stanowisku dyrektora instytucji. Często pewne wyobrażenia mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. Uważam jednak, iż mam wielkie szczęście, że na co dzień robię to, co ma sens i co jest moją pasją.

Natalia Chuszcz, Teatralia Łódź

Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 249/2018

fot. Katarzyna Chmura