Teatr bez pamięci (z Grzegorzem Niziołkiem rozmawia Monika Siara)

Teatr bez pamięci (z Grzegorzem Niziołkiem rozmawia Monika Siara)

W październiku bieżącego roku, w specjalnym namiocie sferycznym, swoją efemeryczną działalność rozpocznie Teatr Pop-up. Krakowska inicjatywa ma stać się alternatywą dla teatrów publicznych, repertuarowych. Zaangażowani w projekt twórcy  prezentować będą spektakle, gry teatralne, których idee powstały po zapoznaniu się z koncepcją „znikającego” teatru

Z Grzegorzem Niziołkiem, jednym z kuratorów projektu Teatr Pop-up, rozmawia Monika Siara.

Monika Siara: Czy Teatr Pop-up z założenia ma być zjawiskiem społecznym?

Grzegorz Niziołek: Oczywiście, że tak. Teatr z natury jest zjawiskiem społecznym, a sam projekt zakłada eksperyment związany z instytucją teatru,  z jej usytuowaniem w przestrzeni miasta, z czasem jej trwania oraz sposobem produkcji spektakli. A gdy teatr ten zacznie działać, okaże się także, jak będzie wyglądać jego relacja z publicznością. Jest to przede wszystkim próba innego zdefiniowania instytucji, czy  –  jak niektórzy mówią  –  „antyinstytucji”  teatru  oraz sprawdzenia, jak będą wyglądały rezultaty tego rodzaju działania.

 

M.S.: Czy istniał klucz, według którego zostali wytypowani artyści biorący udział w projekcie? Czy zlecono im konkretne zadania, czy to do nich należała decyzja o ostatecznym kształcie spektaklu/ projektu teatralnego?

G.N.: Nie chodziło nam o sformułowanie kuratorskiego hasła, ale raczej o stworzenie przestrzeni, w której można  rozmontować różne mechanizmy towarzyszące pracy nad przedstawieniem teatralnym. Spektakle w Pop-upie muszą powstać  w dosyć krótkim czasie, budżet produkcji nie jest wysoki. Zwykle takie sprawy traktuje się jako czynniki negatywne, które uniemożliwiają osiągnięcie wartościowego efektu artystycznego. My natomiast uznaliśmy konieczność szybkiego działania za coś pozytywnego, dającego możliwość wyrazistego wyartykułowania założeń, tematu i formy spektaklu. Zaprosiliśmy z Agatą  Siwiak, współkuratorką tego projektu, artystów cechujących się cenną dla nas nieprzewidywalnością i skłonnością do ryzyka. Być może znaczenie ma także duża rozpiętość pokoleniowa; w gronie twórców jest debiutantka Elżbieta Depta, ale także  Krystian Lupa, Iga Gańczarczyk, Jola Janiczak, Wiktor Rubin, Aśka Grochulska, Lucy Sosnowska, Michał Borczuch, Katarzyna Szyngiera, Oliver Friljić, Agnieszka Jakimiak, Joanna Wichowska, Goran Injac. Dwa spektakle powstały we współpracy z reporterami: Justyną Pobiedzińską i Mirosławem Wlekłym – warto podkreślić, że była to dla nich pierwsza praca w teatrze. Z Michałem Borczuchem współpracował jeden z najciekawszych kompozytorów młodego pokolenia – Marcin Masecki.

 

M.S.: A czy byłaby szansa na to, aby te efemeryczne projekty, które, zgodnie z pierwotnym założeniem,  mają zaistnieć w postaci  fatamorgan, mogły potem funkcjonować samodzielnie?

G.N.: Pop-up właściwie powinien pojawić się i zniknąć. Nie jesteśmy jednak dogmatyczni, nie wykluczamy więc dalszego życia tych spektakli, zresztą dwa z nich powstają w koprodukcji z Teatrem Polskim w Bydgoszczy, mają więc poniekąd zapewnione swoje drugie życie.

 

M.S.: Czy Teatr Pop-up można rozumieć jako miejsce pozbawione pamięci? Wiadomo przecież, że teatr w Polsce bardzo silnie jest nastawiony na „pamiętanie”, oraz korzystanie z tej pamięci w różnoraki sposób.

G.N.: Teatr to zwykle instytucja, która pamięta swoje tradycje, jest maszyną pamięci, jak pisał Marvin Carlson. Pamięć ta przyjmuje wyrazisty kształt zwłaszcza w przypadku teatrów repertuarowych, których zespoły cechuje trwałość, a tradycja miejsca i budynku bywa mocnym punktem odniesienia. Oczywiście nie są to zjawiska, z którymi należy z założenia walczyć. Teatr Pop-up ma natomiast w sobie potencjał utopii, jest próbą sprawdzenia możliwości istnienia teatru jako miejsca, które powstaje bez tego wyposażenia. Staraliśmy się jak najmniej ideologizować ten projekt. Najważniejsze było marzenie o innej energii teatru, o otwarciu, ryzyku, a nawet kaprysie.

 

M.S.: W jaki sposób Teatr Pop-up koresponduje z 250-leciem teatru publicznego w Polsce?

G.N.: Projekt nie był formułowany w obrębie tej rocznicowej ramy, stała się ona jednak siłą rzeczy znaczącym kontekstem. Od jakiegoś czasu nasila się u nas dyskusja na temat konsekwencji tego, że polski teatr jest tak silnie zdominowany przez model teatru repertuarowego. Wielu twórcom zaczyna to doskwierać. Teatry wprawdzie próbują odświeżać swój wizerunek, uruchamiając różnego rodzaju alternatywne nurty swojej działalności, nie zmienia to jednak ani zasad produkcji, ani relacji władzy w obrębie instytucji, co prowadzi do konformizacji postaw, nadprodukcji spektakli, wyjałowienia impulsów twórczych, kuratorskiej nadopiekuńczości w sposobie planowania sezonów teatralnych. Teatr Pop-up jest nie tyle próbą pouczenia, jak należy działać, ile miejscem utopijnego otwarcia możliwości. Tuż po zakończeniu działalności Teatru Pop-up w Instytucie Teatralnym odbędzie się spotkanie, podczas którego spróbujemy podsumować całe to przedsięwzięcie, a także porozmawiać o polskim teatrze, o możliwościach reformy, zmiany reguł działania teatrów.

 

M.S.: Czy Teatr Pop-up, jako instytucja działająca w pewnej kontrze do polskiego  teatru instytucjonalnego, jest zjawiskiem pozbawionym zasad? Możemy patrzeć na niego jak na anty-instytucję, działającą poza zasięgiem cenzury?

G.N.: O działaniu niewidzialnej cenzury w polskim teatrze instytucjonalnym, świadczy chociażby kompletny brak radykalnych artystycznie i politycznie odpowiedzi na dwa fakty: zerwanie prób Olivera Frljića w Starym Teatrze i odwołanie spektaklu Golgota Picnic na poznańskiej Malcie. Nawet jeśli nie jest to cenzura w postaci kontrolującej instytucji jak za czasów PRL-u, to, jak wiemy doskonale, różne instancje władzy, państwowej i kościelnej, wywierają jawną i ukrytą presję na działania artystyczne. Presja ta, moim zdaniem, została już silnie uwewnętrzniona przez artystów i dyrektorów teatrów, działa niejako prewencyjnie. A zatem kwestia cenzury to także ważny punkt w naszym myśleniu o teatrze Pop-up.  Nie próbujemy jednak wymusić żadnego politycznego radykalizmu, jedynie sprawdzamy, czy zmiana reguł powstawiania spektaklu, zasad produkcji może mieć wpływ na formułowanie bardziej bezpośredniej wypowiedzi artystycznej.

Organizatorzy: Fundacja Gospodarki i Administracji Publicznej, Agencja Artystyczna GAP i Uniwersytet Ekonomiczny.

Partnerzy: Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego, Teatr Polski w Bydgoszczy i Społeczne Stowarzyszenie Edukacyjno-Teatralne „Stacja Szamocin”.

Kuratorzy projektu: Agata Siwiak, Grzegorz Niziołek.

Monika Siara, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 145 /2015