Ta opowieść jest o lalkach i dla lalek (Blaszany bębenek)

Ta opowieść jest o lalkach i dla lalek (Blaszany bębenek)

Dzieci lubią bawić się w odwzorowywanie rzeczywistości. Codziennie odgrywają drobne spektakle, których bohaterami są pluszowe misie, metalowe żołnierzyki i lalki. Swoje przedstawienia urozmaicają nieokiełznaną jeszcze wyobraźnią i historiami zasłyszanymi od dorosłych. W Blaszanym bębenku w reżyserii Wojciecha Kościelniaka, tak jak w powieści Güntera Grassa, narratorem jest właśnie dziecko, opowiadające nam wydarzenia ze swojego życia za pomocą zabawek. Wzbogacono je o oprawę muzyczną i choreografię wykonywaną przez dziesiątki tancerzy, co zmieniło teatrzyk chłopca w prawdziwe widowisko.

Ta opowieść jest o lalkach i dla lalek” – tymi słowami Oskar (Agata Kucińska) rozpoczyna spektakl, otwierając tym samym drzwi do, ożywionego na chwilę, sklepu pełnego zabawek. Reżyser przenosi Grassa na scenę teatru muzycznego, a dodatkowo wprowadza lalki (tintamareski), które towarzyszą aktorom. Ta innowacja wynika z niskiego wzrostu głównego bohatera i przywiązania realizatorów spektaklu do tego szczegółu. Chodziło o to, by – jak podkreśla sam twórca – chłopiec mierzył nie umowne „metr pięćdziesiąt”, ale rzeczywiste 94 centymetry, którymi obdarzył go autor powieści. Powstała słodko-gorzka historia o patchworkowej rodzinie, nadchodzącej wojnie i kiełkującym faszyzmie, płynąca w rytm wybijany na blaszanym bębenku, a odegrana przez zabawki i wcielających się w nie ludzi.

Dwóch domniemanych ojców, z czego jeden jest Niemcem (Maciej Maciejewski), kucharzem i fanem faszystowskich wieców, drugi zaś Polakiem (Kamil Krupicz) i pracownikiem Poczty Gdańskiej. Obaj zakochani w Agnieszce (Alicja Kalinowska), Kaszubce, okultystce i matce głównego bohatera. Jest jeszcze babcia (Justyna Szafran) nosząca cztery spódnice i Oskar, który w wieku 3 lat postanowił przestać rosnąć, aby sprzeciwić się światu. W Blaszanym bębenku poznajemy historię właśnie tej nietypowej rodziny i nie zawsze trafnych wyborów życiowych jej członków. Miłości, którą się darzą, choć każde z nich najbardziej kocha samego siebie. Zmagania się z poczuciem winy, do którego nikt nie chce się otwarcie przyznać. Wszystko wyśpiewane i wytańczone w rytmie granej na żywo muzyki.

Akcja dzieje się głównie w Gdańsku, w mieście w tamtym okresie wielokulturowym, co jest często podkreślane. Już sama rodzina chłopca stanowi połączenie trzech nacji. Wszyscy muszą zmagać się ze swoją innością oraz innością Oskara. Zadziwiające jest, jak współczesne brzmienie ma problem narastającej niechęci wobec innych narodów. Dodatkowo w tle historii rodzinnej pojawiają się też wydarzenia takie jak Noc Kryształowa czy atak na Pocztę Gdańską.

Za ogólną radością i gwarem, sprawiającymi wrażenie żywcem wyjętych z gdańskich kawiarni, kryje się mrok, narastający strach i stopniowo dochodząca do głosu śmierć. Jesteśmy na przemian wprowadzeni w różne stany emocjonalne. Oprócz zwykłego rozbawienia towarzyszącego oglądaniu musicali pojawia się też lęk i niepokój dodatkowo wzmocniony przez perspektywę dziecka, które boi się bardziej niż dorosły, bo nie wszystko rozumie. Niektóre sceny są bardzo delikatne, część z nich wydaje się wręcz intymna, ma się przez to wrażenie, że podgląda się bohaterów przez okna domów i sklepów. Bardzo ciekawą postacią jest Czarna Kucharka (Barbara Olech), wywołana przez Oskara na początku spektaklu i prześladująca go już do końca, jak fatum. Towarzyszy każdej krzywdzie, jakiej doświadcza bohater. Przypomina upiorną, nakręcaną lalkę.

Scenografię można opisać jako dość skromną. Dramaturgia spektaklu opiera się bowiem na ruchu, stanowiącym w tym wypadku znacznie ważniejszy niż dekoracje środek przekazu. Choreografia należy do bardzo widowiskowych i zachwycałaby nawet w oderwaniu od fabularnego kontekstu. Zespół taneczny jest ogromny, a mimo to bardzo ze sobą zgrany. Z przyjemnością ogląda się, jak ubrani w kolorowe kostiumy (wielokrotnie zmieniane) tancerze wirują niczym szkiełka w kalejdoskopie. W pełni wykorzystano także możliwości multimedialne, jakie oferuje Capitol. Obrazy (szkolna tablica, mur na podwórku, kościelne witraże) wyświetlane są na opuszczanych ścianach, a sama scena wielokrotnie wznosi się i opada, nadając tym samym warstwie wizualnej plastyczności i uatrakcyjniając obraz.

Blaszany bębenek jest z całą pewnością spektaklem dostarczającym wielu wrażeń. Porusza nie tylko fabuła, ale też taniec, stroje, teksty piosenek, wszystko co dzieje się na scenie. Warstwa historyczna stanowi tylko tło i nie wybrzmiewa w pełni, ale można to tłumaczyć dziecięcą perspektywą, z której prowadzona jest narracja. Dziecko nie jest wszystkiego świadome, wyczuwa niepokój bijący od dorosłych, ale nie łączy go z wydarzeniami, które mają miejsce, dlatego w tej opowieści Oskar odsuwa temat wojny na dalszy plan. Pod względem muzycznym i choreograficznym nie mam jednak jakichkolwiek uwag. To prawdopodobnie jedno z lepszych widowisk, jakie oferuje nam Capitol.

Blanka Starzycka, Teatralia Wrocław

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 266/2018

Teatr Muzyczny Capitol we Wrocławiu

Günter Grass

Blaszany bębenek

scenariusz, teksty piosenek, reżyseria: Wojciech Kościelniak

muzyka: Mariusz Obijalski

scenografia i kostiumy: Anna Chadaj

choreografia: Ewelina Adamska-Porczyk

obsada: https://www.teatr-capitol.pl/spektakle/blaszany-bebenek/

Fot. Łukasz Giza

premiera: 6 października 2018

Blanka Starzycka – rocznik 1999, studentka filologii polskiej na Uniwersytecie Wrocławskim, stawia trudne pytania, pije za dużo kawy i zastanawia się dokąd ona i świat wokół zmierzają, prawdopodobnie do teatru.