Szumią jodły już pięćdziesiąt lat (Halka)

Szumią jodły już pięćdziesiąt lat (Halka)

Jubileuszowy spektakl zawsze jest ważnym wydarzeniem dla teatru. Nie dziwi więc wybór „Halki” na świętowanie półwiecza Opery Łódzkiej. To klasyczne dzieło wydaje się „pewniakiem”, który przypadnie do gustu wszystkim widzom. Moniuszkowski utwór ma długą tradycję w Teatrze Wielkim w Łodzi – zainaugurował jego otwarcie 19 stycznia 1967 roku i stał się jednym z najbardziej lubianych przedstawień minionych dekad. Czy tak będzie i tym razem?

Moniuszko w narodowej operze o walce klas nie stroni od akcentów melodramatycznych. Można powiedzieć, że fabuła „Halki” dotyczy przede wszystkim romantycznej, smutnej opowieści o wiejskiej dziewczynie, zakochanej bez pamięci w paniczu Januszu. Niegdyś kochający prostą góralkę młodzieniec dziś poślubia szlachciankę z bogatego rodu. Halka – żeński, operowy odpowiednik Mickiewiczowskiego Gustawa – nie może pogodzić się z małżeństwem ukochanego, tym bardziej, że ma z nim dziecko. I nie pomoże tutaj zadurzony w niej góral Jontek

Twórcy łódzkiej „Halki” koncentrują się w głównej mierze na dramacie młodej dziewczyny spowodowanym nieszczęśliwą miłością. Nie oznacza to jednak, że reżyser Jarosław Kilian zrezygnował z portretu stosunków społecznych. Tyle że znamienne dla dziewiętnastowiecznej Polski burzliwe relacje szlachta-chłopi, które doprowadziły ostatecznie do rzezi galicyjskiej, nie mają już racji bytu. Reżyser postanowił więc wyeksponować opozycyjne strony znacznie delikatniej, na miarę naszych czasów. Spór toczy się zatem między zwolennikami przywiązania do tradycji a tymi, którzy spoglądają w stronę Europy Zachodniej, co w znacznej mierze uwydatnia wspaniały wachlarz kostiumów, o które zadbała Weronika Karwowska. Wśród polskiej szlachty właściwie na próżno szukać zwyczajowych strojów. Po sarmacku nosi się jedynie Stolnik (Grzegorz Szostak) i jego zaufany, Dziemba (Patryk Rymanowski). Pozostali panowie przywdziali już obcisłe spodnie do kolan, białe pończochy oraz pantofle z klamrami. Natomiast panie można podziwiać w gorsetach z fiszbinami i w sukniach-rogówkach. Bogato zdobione kreacje w pastelowych kolorach lśnią i błyszczą, twarze dam przykrywa gruba warstwa pudru oraz różu, a nad ich głowami górują peruki. Tę osiemnastowieczną modę francuską skontrastowano z tradycyjnym ubiorem ludności ze wsi: koszule, portki, pasy bacowskie, kapelusze, ciupagi, kierpce, korale, wieńce, spódnice, kwieciste chusty to tylko przykłady zwyczajowych elementów stroju góralskiego, które można zobaczyć na scenie.

Różnice i kontrasty społeczne uwypukla także scenografia. Żelazna, zdobiona brama niczym wysoki mur oddziela świat bogatych i postępowych od surowej rzeczywistości wiejskiej – spustoszonych górskich zboczy pełnych wiatrołomów. Warto nadmienić, że Kilian postawił na minimalizm, przez co dekoracje stają się naprawdę klimatycznym uzupełnieniem rozgrywającego się widowiska. Ma to szczególne znaczenie w kontekście głównego motywu opery, czyli nieszczęścia Halki, pozwala bowiem pilniej śledzić towarzyszące jej emocje – rozpacz, odrzucenie, samotność. Całość dopełniają projekcje, wzmacniające atmosferę poszczególnych scen. Przesuwające się szybko chmury zwiastują nadchodzącą katastrofę. Pełnia księżyca towarzyszy przejmującej pieśni Halki nad Wisłą, otwierając w ten liryczny sposób drugi akt przedstawienia. Zamarznięte drzewo zostało skontrastowane z ciepłą fasadą kościoła na pierwszym planie. To na tym tle Jontek wspomina minione, wspólne chwile z Halką wzruszającą piosnką „Szumią jodły na gór szczycie”.

Nie można też zapomnieć o piosnkach i piosneczkach, czyli muzyczno-tanecznej stronie „Halki”. Trzeba przyznać, że pierwsze dwa akty opery wybrzmiały dość jednolicie, spokojnie, powściągliwie. Widowisku dodają dynamizmu dopiero pieśni ludowe w akcie trzecim. Na pochwałę zasługuje balet Teatru Wielkiego w Łodzi, a przede wszystkim mazur i pełne radości, życia, energii tańce góralskie. Z solistów wyróżniają się szczególnie Dominik Sutowicz (w roli Jontka) – o mocnym, przenikliwym głosie – oraz Agnieszka Kuk (tytułowa Halka). Odtwórczyni głównej roli posiada niewątpliwie szeroką gamę umiejętności wokalnych, w której uczuciowość i delikatność współgrają z silnym, przepełnionym żalem głosem. Można się o tym przekonać na początku aktu drugiego, ale przede wszystkim w ostatniej scenie protagonistki. Bosa, odziana jedynie w długą, białą koszulę, czyni swoim pełnym emocji głosem operę Moniuszki jeszcze bardziej przejmującą. Jej dramatowi towarzyszy piękna wizualnie scena zaślubin, wizualizacja pożaru za pomocą gry świateł (Maciej Igielski) oraz pożegnanie potomstwa, odchodzącego z dostojnym, skrzydlatym aniołem. Tak też odejdzie wkrótce Halka – w stronę wirującego tunelu z iskrzącym na końcu światełkiem nadziei.

A nadzieje i oczekiwania widzów z pewnością spektakl Kiliana spełnia. Rodzima opera poprowadzona w iście klasyczny sposób sprawia, że nie tylko Janusz po królewsku podejmuje swą świtę. Również Teatr Wielki w Łodzi podjął tak publiczność na jubileusz pięćdziesięciolecia.

Patrcyja Chuszcz, Teatralia Łódź

Internetowy Magazyn "Teatralia", numer 192/2017

fot. Juliusz Multarzyński