Sztuka kulinarna we Wrocławskim Teatrze Pantomimy

Sztuka kulinarna we Wrocławskim Teatrze Pantomimy

Trudne i często pomijane tematy – głodzenia jako problemu psychicznego i uporczywego dążenia do wyimaginowanego piękna w rozmiarze XXS – które Anna Piotrowska podjęła w lutym w spektaklu zrealizowanym we Wrocławskim Teatrze Pantomimy, mają swój ciąg dalszy. Rozmowa o anoreksji i braku samoakceptacji rozwija się w kierunku wspólnych, społecznych refleksji, które skłoniły do podjęcia dalszych rozmów na temat problemu jedzenia i niejedzenia. Wrocławski Teatr Pantomimy organizuje wyjątkowe wydarzenie Sztuka kulinarna, które pozwoli widzom uczestniczyć w gotowaniu i biesiadowaniu z zaproszonymi gośćmi: Marylą Musidłowską – dziennikarką kulinarną i pasjonatką gotowania – oraz Adamem Królikowskim – kostiumologiem i stylistą. Spotkanie jest pretekstem do podjęcia ważnych tematów, przy okazji zaproszeni goście doradzą także, jak jeść i wyglądać dobrze, a widzowie, którzy obejrzą Historię brzydoty, będą mogli spróbować kilku smacznych potraw, żeby przekonać się, że jedzenie ma być i jest wprawdzie konieczną, ale przede wszystkim przyjemnością.

Z okazji spotkania Sztuka kulinarna z Marylą Musidłowską i Adamem Królikowskim rozmawia Karolina Obszyńska

Karolina Obszyńska: Dlaczego jedzenie jest tak dobrym tematem dla teatru? Sprawdziło się w przypadku Historii brzydoty, chociaż temat wydawał się początkowo niezwykle kontrowersyjny, a z pewnością – trudny.

Maryla Musidłowska: Jedzenie zawsze było w teatrze. Były bufety, pełne pysznych małych kąsków do podawania z szampanem. Teatr jest miejscem spotkania ze sztuką. Czy nie przyjemnie dzieli się wrażeniami z obejrzanego spektaklu, kiedy dzierży się w dłoni kieliszek musującego trunku i przepyszną babeczkę z musem z łososia? Każda, najgorsza nawet sztuka wydaje się wówczas do zniesienia.

Ale jedzenie może być nie tylko hedonistyczną, zmysłową „biżuterią” serwowaną w antrakcie, ale tematem samym w sobie. Jedzenie jest współcześnie jednym z największych pól bitewnych, toczonych o miliardowe zyski i miliardowy rząd dusz. Walczy przemysł spożywczy nastawiony tylko na zysk z indywidualnym, tradycyjnym, zrównoważonym rolnictwem. Walczy ilość z jakością. Walczy zdrowie z degeneracją. Walczy humanitaryzm i człowieczeństwo z okrucieństwem i zbydlęceniem. Zakładnikiem, zwycięzcą lub ofiarą tej wojny staje się każdy z nas. Ofiarami są nasze życie i zdrowie. Ofiarami są zwierzęta. Klęskę ponosi nasze zbiorowe sumienie.
Jedzenie jest dziś jedną z największych nerwic ludzkości , jej rozpaczą, rozkoszą, niewolą i wolnością. To z całą pewnością jest temat dobry dla teatru.

Nie bez powodu zapewne gotowanie nazywa się „sztuką”. Czy Pani jest w stanie dostrzec wzajemne relacje między tym, co dziać się może na scenie (choćby w teatrze), a tym, co tworzymy w kuchni?

Gotowanie może być sztuką. Podobnie jak teatr. Są kucharze którzy jedzeniem, gotowaniem wyrażają swoją namiętność, ciekawość, zachwyt i zadziwienie światem. Uprawiają sztukę ulotną, której nawet największe osiągnięcia kończą się w oczyszczalni ścieków. Są uwikłani w nieistotność rzeczy znacznie bardziej niż inni artyści.
Uczta, przyjęcie zawsze jest spektaklem. Ma swoją dynamikę, rytm. Początek i koniec. Sztuka kulinarna jak każda inna dziedzina sztuki potrzebuje odbiorcy. Nie ma dobrego jedzenia bez wrażliwego, świadomego odbiorcy, który jest w stanie docenić jego jakość i smak. Uczta Babette bez generała „światowca” nie byłaby tak wielkim misterium, jakim stała się, wyzwalając przez smak wspomnienia innego, lepszego świata.

Jak jeść zdrowo i dobrze wyglądać – o tym na pewno posłuchamy podczas spotkania, ale może już teraz Pani odpowie, w jakiej formie poprowadzona będzie Sztuka kulinarna? I jakich potraw możemy się spodziewać?

Jedynym sposobem na to, żeby być zdrowym i dobrze wyglądać, jest jeść często małe porcje prawdziwego pożywienia. Prawdziwe pożywienie to takie, które nie zostało przemysłowo wyprodukowane, żeby zostać przemysłowo rozłożonym na czynniki pierwsze i następnie przemysłowo złożonym na podobieństwo jedzenia po wzbogaceniu o środki uzależniające.

Człowiek podobnie jak pies i każde inne dzikie zwierzę ma możliwość rozpoznawania jedzenia, które mu służy. Przemysłowe jedzenie jest tak skonstruowane, żeby zniwelować tę umiejętność. Pokażemy jak rozpoznać produkty pierwsze (warzywa i owoce), które są dla nas szkodliwe. i te, które nam służą. Następnie przygotujemy koktajle pobudzające i oczyszczające organizm. Tę część spotkania poświęcimy jedzeniu dla życia i zdrowia. Potem płynnie i przekornie przejdziemy do jedzenia dla rozkoszy i czystej przyjemności. W tej części przygotujemy ciastko będące szczytowym osiągnięciem sztuki kulinarnej, kostiumograficznej i baletowej, czyli bezy Pavlova.

Czy w jakikolwiek sposób będziecie Państwo formą dań nawiązywać do sztuki (teatru, scenografii, jakiejkolwiek sztuki w ogóle, ale innej niż kulinarna)?

Tak, do baletu i historii Anny Pavlovej.

Jak to możliwe, że w jednej osobie łączą się tak, pozornie, różnorodne pasje? Gotowanie, scenografia? A może w istocie cała sztuka, jaką tu przywołujemy, spotyka się ze sobą w jednym punkcie i wcale nie jest poszczególnym jej rodzajom od siebie aż tak daleko? Jeśli tak, gdzie znajduje się ten punkt?

Punktem łączącym wszystkie te aktywności jest potrzeba tworzenia i pragnienie oklasków. Kiedy ma się w rękach talent kulinarny, oklaski przychodzą najszybciej. Dużo trudniej jest zachwycić swoją twórczością literacką, scenograficzną czy reżyserską niż talentem kulinarnym. To najszybciej gratyfikowana forma aktywności twórczej. I najłatwiej jest się z niej utrzymać. Kiedy umie się gotować, ma się stałych, natychmiastowych odbiorców. Choć oczywiście są tacy, którzy uważają, że uprawianie sztuki kulinarnej jest marnowaniem swego talentu…

Jaki jest Pani osobisty stosunek do jedzenia? Pytam o to w oparciu o tematykę spektaklu Anny Piotrowskiej i Pani osobistej opinii, jako osoby blisko związanej z kuchnią.

Jestem uzależniona od smaku. Ale mam też inne uzależnienie. Od ukojenia. I to jedzenie właśnie przynosi mi najszybciej ukojenie. Uzależnienie od spokoju, błogości, która spływa na mnie wraz przepełnieniem żołądka jest niebezpieczne jak każdy inny nałóg. Ciężko nad nim zapanować. Nigdy nie uzależniłam się od głodu i poczucia kontroli nad sobą. Ale rozumiem, że można chcieć mieć władzę nad sobą i być mistrzem świata w walce z ciałem. Tylko, że stan w którym osiąga się masę zbliżoną do papierowego ideału, jest też stanem agonalnym. Tymczasem ja kocham życie, chaos, nadmiar i smak. Poświęciłam się swojej zmysłowości. Tylko czasami żałuję.

Refleksje Adama Królikowskiego na temat pracy przy programach kulinarnych, gotowania, sztuki i samej Historii brzydoty.

Podczas pracy przy programach kulinarnych, nawet jeśli staram się skupiać uwagę wyłącznie na wykonywaniu moich zadań, bywa różnie. Unoszące się ze studyjnej kuchni zapachy w czasie realizacji, chcąc nie chcąc, motywują mnie do dalszego działania we własnej kuchni. Pamiętam jak po Spiżarni Maryli zrobiłem około 200 przetworów, czym sprawiłem wielką radość moim bliskim. Maryla zresztą zaszczepiła we mnie radość z gotowania, co spowodowało prowadzenie własnego bloga o codziennej kuchni. Osobiście nie traktuję gotowania jako sztuki, sprawia mi to po prostu wielką przyjemność. Sam nie stosuję diet, staram się, by codzienne jedzenie sprawiało mi po prostu radość i przyjemność, w przeciwieństwie do tego, jak dzieje się w naszym spektaklu. Mam nadzieję, że uda się o tym porozmawiać podczas Sztuki kulinarnej.

 ***

Spotkanie odbędzie się 16 maja przed Historią brzydoty na Scenie na Świebodzkim Teatru Polskiego we Wrocławiu.

Karolina Obszyńska, Teatralia Wrocław
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 100/2014

fot. M. Grotowski