Sterylne palicem dutykanie (Ślub)

Sterylne palicem dutykanie (Ślub)

Człowieka znał jak nikt inny i z człowiekiem odwieczne toczył boje. Międzyludzki kosmos zależności form dostrzegał w najdrobniejszych szczegółach, dziwiąc się ciągle na nowo, jak niezwykłą moc sprawczą mają wypowiadane słowa. I choć mija prawie 50 lat od jego śmierci, to Anna Augustynowicz wraz z zespołem Teatru im. Jana Kochanowskiego w Opolu oraz Teatru Współczesnego w Szczecinie udowadnia, że Gombrowicz, mimo że częściowo zdezaktualizowany, ciągle diagnozuje rzeczywistość z chirurgiczną precyzją.

Estetykę charakteryzującą spektakle Anny Augustynowicz można określić jako wyzute ze zbędnych ornamentów teatralne wiwisekcje. Bardzo oszczędna scenografia autorstwa Marka Brauna ogranicza się do dużego stołu, paru krzeseł, konfesjonału i kilkustopniowych schodków. W tak zarysowanej przestrzeni rekwizyty spełniają jedynie funkcje słupków granicznych, wyznaczających teren aktorskiej gry. Przedmioty nie niosą ze sobą żadnego znaczenia do momentu, w którym nie są wykorzystane przez bohatera przedstawienia. I właśnie ten rodzaj kreowania znaczeń, performatywnych aktów sprawczych, jest kluczem do rozumienia Gombrowicza przez reżyserkę.

Pierwsze skrzypce w Ślubie gra Henryk (Grzegorz Falkowski). To on od początku rozdaje karty w tej potyczce istnienia z niebytem – bo w gruncie rzeczy do tak fundamentalnej kwestii sprowadza się los bohaterów dramatu. Wracający z wojny (lub majaczący w lazarecie) żołnierz przenika do innej, pierwotnej rzeczywistości, jaką jest dom rodzinny. Zderzenie dwóch języków opisujących dwa zupełnie różne światy widać najwyraźniej w psychologicznej blokadzie między ojcem (Grzegorz Młudzik) i matką (Joanna Matuszak) a synem. Charakterystyczny dla Gombrowicza humor językowy wybrzmiewa w sterylnej przestrzeni przedstawienia wyjątkowo gorzko. Matczyne upupianie w zestawieniu z dopominaniem się ojca o symboliczną intronizację brzmi jak powtarzane nagranie na dawno startej płycie. Dopiero gdy Henryk za namową głupiutkiego, ale słodkiego jak cherubinek Władzia (Jędrzej Wielicki) rzeczywiście uzna tę dwójkę za swoich rodziców, nada im znaczenie poprzez nazwanie, ojciec z matką zaczną wchodzić w interakcję ze sobą i innymi, dołączając tym samym do galerii przedziwnych zjaw w onirycznym, wszechogarniającym transie Henryka.

Wszystko wywróciło się do góry nogami, dom jest karczmą, była narzeczona Maria służącą Mańką (Magdalena Mościanica). Henryk znajduje się jednocześnie w rzeczywistości scenicznej i poza nią. Lawiruje pomiędzy byciem bohaterem spektaklu a aktorem przepracowującym w sobie obraz na temat jego „rozgrywania”. Ta swego rodzaju gra-wykład, prowadzi do faktycznego zrównania teatru z życiem. Podążając tym tropem, Grzegorz Falkowski prezentuje na scenie osobliwy wykład na temat Ślubu Gombrowicza, przerywając wywód scenkami jako przykładami na potwierdzenie swoich słów. Na oczach widzów rozważa wszystkie za i przeciw, planuje kolejne poczynania, jak gdyby szukał dla siebie poparcia, trwałej i mocnej formy, na której mógłby zbudować nową rzeczywistość.

I choć za sprawą Henryka Mańka znów staje się Marią, a ojciec-król chce zaprowadzać porządek, to wszystko nieuchronnie zmierza ku katastrofie za sprawą Pijaka (Arkadiusz Buszko), alter ego głównego bohatera. Niszczycielska, prostacka siła „palica, którym dutknąć można” wyśmiewa, neguje i sprowadza do absurdu wyniosłe tyrady i filozoficzne rozważania. „Nie myśl tyle, bo Cię głowa rozboli” – ta podwórkowa dewiza zdaje się przyświecać Pijakowi. Im dłużej się człowiek zastanawia się nad czymś, tym więcej problemów sobie wymyśla. Refleksja jest wrogiem najprostszych rozwiązań. A takie są dziś w modzie. Jak mawiał klasyk, „nikt nie wmówi nam, że czarne jest czarne a białe jest białe”. Brawurowo zagrany cham mimowolnie przywraca tekstowi Gombrowicza jego polityczny charakter, przemocą, fizyczną siłą stwarza alternatywną rzeczywistość i rozkazuje wszystkim przyjąć ją jako prawdę objawioną. Owe palicami nie dutykanie, a macanie wręcz, czują już chyba wszyscy, nie tylko ludzie kultury. Rozumowanie Pijaka dziwnie zbiega się przywracaniem utraconego przez  lud panowania nad rzeczywistością. A że jest to jedynie fasada, forma, za którą kryją się najprostsze instynkty, pieczołowicie pudrowane populistycznymi hasłami, świadczy marginalna wręcz obecność na scenie biskupa (Michał Świtała). Kościelny hierarcha jest symbolem świata, w którym ustalone reguły i formy stanowią podstawę istnienia. Jakiekolwiek zachwianie wielowiekową fasadą grozi jej tąpnięciem. Dla Henryka jest ona zupełnie zbędna, sam tworzy kościół międzyludzki, gdzie wszystko zaczyna się i kończy na człowieku. Dla Pijaka jednak jest wartościową podporą, argumentem do którego, jeśli brakuje innych, zawsze można się odwołać. Czując obecność księdza za plecami, jego ciche przyzwolenie, i palicem odważniej machać można, a i palic donioślejszy się wydaje.

Rozpaczliwy gest Henryka, który ratując resztki rozbitej rzeczywistości, sam sobie chce udzielić ślubu z Marią, jest ostatnią szansą na wytworzenie tego, co nazywamy „międzyludzkim”. Tylko poprzez akt wykreowania nowej, małżeńskiej relacji bohater jest w stanie ocalić znaczenie człowieka, jako tego, który ma moc sprawczą, potrafi stwarzać, a nie tylko burzyć. Walka o symbole to jednocześnie walka o byt, kształt rzeczywistości, która nie jest czarno-biała, podlega niekończącym się interpretacjom i rewizjom. Pijak doskonale zdając sobie sprawę z twórczej mocy języka, palicem wwierca się coraz mocniej w historię, politykę, kulturę i zagarnia coraz większą przestrzeń. A na kogo wskaże, ten niestety wypada z gry.

Piotr Gaszczyński, Teatralia Kraków

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 216/2017
  1. Międzynarodowy Festiwal Teatralna „Boska Komedia”

Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu oraz Teatr Współczesny w Szczecinie

Witold Gombrowicz

Ślub

reżyseria: Anna Augustynowicz

scenografia: Marek Braun

muzyka: Jacek Wierzchowski

reżyser światła: Krzysztof Sendke

kostiumy: Wanda Kowalska

obsada: Magdalena Żak/ Magdalena Maścianica, Michał Świtała, Jędrzej Wielecki, Joanna Matuszak, Arkadiusz Buszko, Grzegorz Młudzik, Grzegorz Falkowski

premiera: 10 września 2016 (Opole), 21 października (Szczecin)

fot. Michał Ramus

Piotr Gaszczyński (rocznik 1987) – absolwent filologii polskiej i teatrologii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Nauczyciel, miłośnik groteski pod każdą postacią, dyrektor Szkoły Podstawowej im. św. Joanny Molli w Krakowie. W „Teatraliach” publikuje od 2010 roku.