O sprawiedliwości innym językiem (Sprawiedliwość)

O sprawiedliwości innym językiem (Sprawiedliwość)

Stosunki polsko-żydowskie nie są dla polskiego teatru tematem obcym. Wystarczy sięgnąć choćby do (A)polloni Krzysztofa Warlikowskiego, aby przekonać się, że konieczność przepracowania tego trudnego problemu była jedną z zasadniczych kwestii, z którymi musieli zmierzyć się współcześni twórcy, dokonując reformy polskiej rzeczywistości teatralnej. Jednak nie może również dziwić fakt, że mimo upływu lat, potrzeba mówienia o (nie)obecności żydowskiej mniejszości w społeczeństwie polskim nie znikła, a wręcz stała się dużo bardziej paląca. Wydarzenia z początku roku, związane z nowelizacją ustawy o IPN, zdają się to potwierdzać.

Debata publiczna, towarzysząca tej budzącej poważne wątpliwości zmianie legislacyjnej, po raz kolejny ujawniła spore pokłady powszechnego antysemityzmu, kryjące się pod osłoną neoliberalnych haseł, wiążących rasistowską retorykę jedynie z neonazistowskimi ugrupowaniami. Ta spektakularna porażka polskiej polityki historycznej prowadzi zresztą do smutnej konstatacji – jak pisze prof. Grzegorze Niziołek – „okazało się, że gigantyczna praca wykonana w obszarze badań uniwersyteckich i twórczości artystycznej nie znalazła odzewu ani wśród polityków, ani wśród większości społeczeństwa”1. Autor Polskiego teatru Zagłady wiążę ową nieefektywność z wyczerpaniem języka przyjętego przez środowiska naukowe i twórcze, którego nieuchronnie pojawiająca się wsobność doprowadziła do skomplikowania sytuacji, a nie jej potencjalnego rozwiązania. Na tym polu niezwykle ciekawie sytuują się obchody 50. rocznicy tzw. wydarzeń marcowych z 1968 roku, które spotkały się z wyraźną reakcją również ze strony polskiego teatru. Jedną z realizacji, w których pytanie o potrzebę zmiany języka zyskało szczególną wagę, jest Sprawiedliwość Michała Zadary z warszawskiego Teatru Powszechnego.

Twórczynie i twórcy tego rocznicowego spektaklu za kluczowe zagadnienie związane z masową emigracją osób pochodzenia żydowskiego z państwa polskiego pod koniec lat sześćdziesiątych uważają kwestię rozliczenia sprawców tamtych wydarzeń. Ramy tej odpowiedzialności zostają jednak ukształtowane w zupełnie inny sposób, niż przyzwyczaiła nas do tego polska debata publiczna. W tym przypadku nie chodzi bowiem o proces dążenia do osiągnięcia „sprawiedliwości dziejowej” czy „przywrócenia godności”. Te dość efemeryczne cele zostają zastąpione przez postulat wykorzystania ściśle skonkretyzowanych mechanizmów prawno-karnych, które – choć powinny być użyte w pierwszej kolejność – często pozostają uśpione i zapomniane. Do współpracy przy realizacji spektaklu zaproszono zawodowych prawników, a etap przygotowań przybrał formułę quasi-prawnego dochodzenia. Specyficzny charakter prób odbił się także na dramaturgii samego przedstawienia. Spektakl Michała Zadary jest w pewnym sensie inscenizacją poprzedzającego go śledztwa. Na deskach Teatru Powszechnego widzimy ogromne ilości dokumentów, książek, kodeksów, artykułów i zdjęć. Nie budzi większych wątpliwości fakt, że są to dokładnie te same materiały, które analizowano we współpracy z prawnikami. Co więcej, krzątający się wśród nich Wiktor Loga-Skarczewski, Arkadiusz Brykalski, Ewa Skibińska i Barbara Wysocka, jakkolwiek mogą przypominać zapracowanych prawników z hollywoodzkich legal dramas, szybko demaskują sytuację, pokazując, że co najwyżej odgrywają oni samych siebie, uczestniczących w próbach-dochodzeniu, a nie kreują jakiekolwiek postaci.

 Iluzoryczność świata przedstawionego jest  często podważana przez bezpośrednie zwroty do publiczności, nasuwające skojarzenia raczej z formą wykładową niż klasycznie dramatyczną. Przyjęcie tego typu konwencji niejako sugeruje, że naczelnym celem Sprawiedliowości Zadary jest możliwie pełne przedstawienie realnych wniosków płynących z przeprowadzonego dochodzenia. Dowiadujemy się zatem, że o możliwości przypisania odpowiedzialności konkretnym osobom za doprowadzenie do masowej emigracji Żydów, można mówić jedynie w odniesieniu do kilku, imiennie wskazanych dziennikarzy. Ściślej mówiąc tych, którzy przed pięćdziesięciu laty pisali propagandowe, antysemickie artykuły. Będzie to zresztą uzasadnione tylko  wtedy, gdy uznamy popełnione przez nich przestępstwo szerzenia mowy nienawiści za zbrodnię przeciwko ludzkości, która nie ulega przedawnieniu.

Jako że aktorki i aktorzy często podkreślają, że za sprawców tamtych wydarzeń należy, de facto, uznać całe społeczeństwo (bowiem główną przyczyną emigracji, podawaną przez tych którzy wyjechali, była powszechna „atmosfera antysemityzmu”), rozwiązanie to z łatwością można uznać za nieskuteczne i dotykające jedynie peryferii problemu. Jednak w tym miejscu pojawia się zastawiona przez twórczynie i twórców pułapka. Uzyskanie informacji o możliwości popełnienia zbrodni przeciwko ludzkości (co przecież wydarza się podczas spektaklu) rodzi bowiem prawny obowiązek zawiadomienia o tym organów ścigania. Każda osoba, która jest uczestnikiem przedstawienia staje zatem przed realną, prawnie sankcjonowaną, koniecznością faktycznego działania, w stosunku do której nie można zająć zdystansowanej pozycji obserwatora, interpretatora – obowiązek można spełnić, bądź nie – nie ma drogi pośredniej. Odpowiedzią Michała Zadary na problematyczną kwestię rozliczenia całego społeczeństwa za czyny sprzed ponad półwiecza jest zatem porzucenie retoryki symbolicznej, pokoleniowej transmisji winy, na rzecz znalezienia takich podstaw odpowiedzialności, które byłyby aplikowalne do przypadku współczesnego widza, nie mogącego przecież w sposób bezpośredni odpowiadać karnie za czyny swoich przodków. Innymi słowy, sprawcy marcowego exodusu powinni za swoje działania odpowiadać karnie, natomiast ci, którzy siedzą na widowni Teatru Powszechnego mają do tego doprowadzić, bądź ponieść taką samą odpowiedzialność (wobec której nie można się zdystansować) za to, że tego nie zrobili.

Oczywiście wobec tak ustawionej sytuacji można mieć wiele zarzutów. Trudno przypuszczać, że ktokolwiek spośród tych, którzy mieli już okazję zobaczyć spektakl Michała Zadary, faktycznie spełnił swój obowiązek i zawiadomił organy ścigania o podejrzeniach co do popełniania zbrodni przeciwko ludzkości, a jeszcze trudniej uwierzyć, że owa bierność przełożyła się na jakiekolwiek negatywne skutki. Faktycznie, Sprawiedliwość bynajmniej nie rozwiewa zastrzeżeń wątpiących w wymarzoną sprawczość teatru krytyków współczesnej kultury. Chodzi jednak o pewien ruch, który Zadara wykonał, przesunięcie (mało radykalne, ale jednak wyraźne), podające w wątpliwość poszukiwanie rozwiązań palących problemów przez ich estetyzację i metaforyzację. Pozostaje mieć nadzieję, że jego wybór zostawi po sobie choćby szczątkowy ślad i przyczyni się do tego, że teatralne obchody Marca ’68 nie zostaną zapamiętane jedynie jako bezpieczna i bezbolesna próba przypomnienia (ale już nie faktycznego przepracowania) epizodu wypartego z najnowszej historii Polski.

Maciej Guzy, Teatralia Kraków

Internetowy Magazyn "Teatralia", numer 247/2018

Teatr Powszechny w Warszawie

Sprawiedliwość

Reżyseria: Michał Zadara

Scenariusz: Michał Zadara, Nawojka Gurczyńska

Historycy: Daniel Przastek, Paweł Mrowiński, Michał Kujawski, Marcin Pasierbski

Prawnicy: Paweł Marcisz, Jakub Urbanik, Rafał Kozerski

Koordynatorka projektu: Anita Cieślicka

Konsultacje kostiumograficzne: Arek Ślesiński

Inspicjentka: Barbara Sadowska

Asystenci prawni: Filip Rak, Artur Kula, Anna Banaś

Obsada: Ewa Skibińska, Barbara Wysocka, Arkadiusz Brykalski, Wiktor Loga-Skarczewski

Premiera: 10 marca 2018

fot. Krzysztof Bieliński

Maciej Guzy, rocznik 1995, wiedza o teatrze 

1 G. Niziołek, Prawa dramaturgii i dramaturgia prawa[w:] Sprawiedliwość. Program, red. K. Kapralska, Warszawa 2018, s. 9.