Śmiertelnie niebezpieczne (Golem)

Śmiertelnie niebezpieczne (Golem)

„UWAGA! To nie jest spektakl teatralny. Prosimy zachowywać się jak w galerii. Wskazane jest przemieszczanie się po sali. Oglądanie z jednego miejsca nie ma sensu…” – tą zwięzłą i dobitną informacją, zawieszoną przed wejściem do studia ATM, już od progu wita zwiedzających teatralne muzeum Mai Kleczewskiej. Po Dybuku i Malowanym Ptaku reżyserka zdecydowała się zamknąć tryptyk wyczekiwanym spektaklem Golem, realizowanym z zespołem Teatru Żydowskiego im. Estery Rachel i Idy Kamińskich. Na finał swoich rozważań nad tragedią Holocaustu i roli, jaką odgrywa ona w naszej pamięci dziś, przygotowała coś specjalnego – spektakl/nie-spektakl, przez wielu krytyków nazywany „ryzykownym eksperymentem”, wymykający się teatralnym ramom, balansujący na granicy performansu i  muzealnej ekspozycji.

Tym razem legenda „Golema” zostaje spleciona z historiami opowiedzianymi głosami Dzieci Zagłady, zaś współuczestnictwo w nich urzeczywistnia się w specjalnie stworzonej przez Kleczewską Przestrzeni Pamięci, do której zostajemy zaproszeni jako zwiedzający galeryjnej wystawy. Spektakl nie jest odgrywany w ściśle określonych ramach czasu „od – do”. Podobnie jak w galerii, widz staje się zupełnie autonomicznym odbiorcą sztuki, sam decyduje, kiedy w tę przestrzeń wkroczyć, a kiedy ją opuścić; co zobaczyć, czemu się przyjrzeć i z jakiej perspektywy. To założenie już od samego początku stawia przed publicznością zadanie – wymóg pełnego zaangażowania, gdyż, jak głosi zamieszczona u progu informacja, żeby oglądać, trzeba być czynnie obecnym. Mimo tego większość przybyłych decyduje się z wyzwaniem zmierzyć, gnana ciekawością, co też w istocie kryje się za kotarą oddzielającą foyer od świata Golema – wystarczy jeden podsycony odwagą krok, aby nastąpiło przeniesienie.

Zaaranżowana przestrzeń studia ATM w pierwszej chwili przytłacza przestronnością. Industrialna hala, skromnie jak na swoje rozmiary wypełniona ludźmi i minimalistyczną scenografią, sprawia wrażenie nieprzyjaznej i obcej. To wnętrze zdecydowanie różne od tego, które znamy z większości teatrów – przytulnego, miękkiego, wypełnionego ciepłym światłem. Kto widział którąś z dwóch poprzednich części tryptyku, szybko zorientuje się, że okaleczone i rozmontowane fragmenty scenografii są pozostałościami zrekonstruowanej dawnej sali prób z nieistniejącej już siedziby Teatru Żydowskiego. To pomieszczenie zostało odtworzone na potrzeby Dybuka i w jego kontekście wykorzystywane później w Malowanym Ptaku. Jest elementem najsilniej spajającym wszystkie trzy wydarzenia, pokazującym ich dostrzegalną ciągłość, choć zasadniczo nie są częściami spójnej, linearnej historii. Jego dekonstrukcja w Golemie jest wyrazistym gestem zamykającym cykl i przerzucającym kładkę pomiędzy przeszłością, o której mowa, a przyszłością, w której zatopieni jesteśmy przez znaczną część spektaklu.

Czasu teraźniejszego w Przestrzeni Pamięci właściwie nie doświadczamy. Prawdopodobnie pierwszą postacią, która przykuje wzrok widza, będzie tytułowy golem, sztuczny człowiek, zaczerpnięty z jednej z najstarszych legend w tradycji żydowskiej. Naga Małgorzata Gorol, wyprostowana, sztywna, blada, bardzo chuda, w krótko ściętych włosach wygląda niezwykle androgenicznie. Jej nieruchome i puste spojrzenie, skrupulatnie utkwione w jednym punkcie, od razu daje do zrozumienia, że mamy do czynienia jedynie z pewną figurą, symbolem. Równie dostrzegalny jest występujący gościnnie Michał Czachor, który, często przechodząc do krzyku, próbuje porozumieć się z robotem. Razem z golemem przenosi nas o około 150 lat w przyszłość, szukając człowieczeństwa zarówno w swoim towarzyszu, jak i w sobie samym, a także pokazując, w jakim punkcie już niedługo możemy się jako ludzkość znaleźć, jeśli odpowiednio uważnie nie wsłuchamy się w głosy tych, którzy mówią do nas z przeszłości. Kolejnych aktorów odkrywamy stopniowo, kiedy wyłaniają się z tłumu stojących dookoła widzów i niczym nakręcone pozytywki, poruszając się jedynie w liniach prostych, mamroczą swoje historie Holocaustu. Widz doświadcza obecności wielu postaci, elementów i głosów symultanicznie. Poruszając się po sali, może śledzić drogę jednego bohatera lub fragmentarycznie wysłuchiwać opowieści z różnych ust.

Trudno prześledzić i przeanalizować wszystkie zachodzące w Golemie zdarzenia, gdyż jak piszą twórcy „Każdy widz może swobodnie podążać za akcją i wybierać, które fragmenty historii obejrzy, może też wracać, aby odkryć nowe dla siebie wątki. Sam decydujesz, jaki będzie twój Golem”. Streszczanie więc tego, co samemu się widziało, nie spełni swojego zadania, toteż można się podzielić jedynie wrażeniem, odczuciem, pojedynczą refleksją, mającą bardzo niewielki udział w zbiorowym doświadczeniu, które, będąc tak szczególnym, przewrotnie składa się jedynie z doświadczeń jednostkowych. Nie mogę mu jednak odmówić towarzyszącego widzom poczucia wspólnotowości, gdyż Golem, wbrew pierwotnym odczuciom, niweczy niepewność i dyskomfort, tworząc wyjątkowo bezpieczną przestrzeń przeżywania.

Podczas, gdy przy klasycznym układzie sceny wzrok koncentrujemy głownie na aktorach, tak tutaj oglądamy również siebie nawzajem. Ogarniając spojrzeniem dziejące się dookoła wydarzenia, nie sposób uciec nim od innych wsłuchujących się lub swobodnie spacerujących widzów. W tym Kleczewskiej udało się dokonać rzeczy niezwykłej – oswoiła nie tylko aktora, zupełnie skracając dystans między nim a widzem, ale też publiczność, jako szczególny typ zbiorowości, powstałej w skutek potrzeby wspólnych przeżyć pod wpływem tych samych bodźców. „Zwiedzający”, początkowo niepewni i skrępowali, stopniowo przyzwyczajali się do wzajemnej obecności. Kiedy aktorzy zwracali się do niektórych bezpośrednio lub łapali za rękę i ciągnęli w przeciwległy kąt sali, nikt nie czuł się zawstydzony przymusowym wystąpieniem przed szereg, tak jak to często bywa podczas interakcji w klasycznych przedstawieniach. Siedząc na widowni, publiczność zwykle pozostaje w cieniu, jest wyizolowana od wydarzeń, pełni rolę podglądacza. Przestrzeń Golema staje się wspólna dla aktorów i widzów. Jesteśmy uczestnikami tych scen, nie zaś jedynie ich obserwatorami. Pozwala to wejść emocjonalnie w zaistniałe sytuacje. Zdarza się również posłać uśmiech przypadkowo napotkanej wzrokiem osobie z publiczności, gdyż czujemy się swobodniej i pewniej wobec innych członków tego samego zdarzenia. Dzięki tej rodzącej się jedności oraz jednomyślności widzów, pierwszy raz zaznałam w teatrze tak głębokiej ciszy i tak wytężonego skupienia jak na przykład podczas sceny, w której ubrana w starą, kwiecistą sukienkę Wanda Siemaszko, tanecznym krokiem krąży między widzami, w wyjątkowo tragicznym i pełnym napięcia momencie, podśpiewując radosną żydowską piosenkę.

W spektaklu nie pada żadna jednoznaczna odpowiedź, próbująca wyjaśniać i tłumaczyć to, co widzimy oraz czego doświadczamy. Każdy sam musi zastanowić się, po co stworzona została muzealna, oderwana od rzeczywistości, nowoczesna i momentami absurdalna Przestrzeń Pamięci, a także jaka jest w niej rola sztucznego człowieka, który w 2172 roku uczy się życia w Nowym Jorku. Z prezentowanego przez Kleczewską kolażu narzuca się na pewno jedna myśl – istnieje stały, pewny i nierozerwalny związek pomiędzy tym, co było, a tym, co dopiero nastąpi. Związek często lekceważony przez nas będących „tu i teraz”. Pamięć o przeszłości nie jest pielęgnowana, pozbawiamy się części tożsamości, unikamy wyciągania wniosków. W przyszłość brniemy szybko i bez zastanowienia, w pośpiechu gubiąc po drodze wszystko, co dotychczas udało nam się zgromadzić. Czy współczesny człowiek, choć nauczony mówić o Holocauście w kategoriach tragedii i zbrodni, rzeczywiście przeszedł głęboką wewnętrzną przemianę i odrodził się moralnie po doświadczeniu Zagłady? Odpowiedzi można szukać w filmie, wyświetlanym w końcowej części widowiska. Golem, już zaznajomiony z ludzkim światem, dla którego został zaprojektowany, odpowiada na serię pytań. Najsilniej z nich wybrzmiewają: „Czy ciekawe jest życie w strachu?”, „Czy jesteś szczęśliwa?” oraz „Czy zabić i wysłać kogoś, żeby zabijał to to samo?”. Po ostatnim z nich pada odpowiedź „Dokładnie to samo”. Michał Czachor, przedstawiając robotowi „świat ludzkich spraw” w wizji za 150 lat mówi, że rzecz uporządkowana, to zdanie, po którym nie ma już żadnych pytań, i że takie układanie rzeczy powinno być naszym dążeniem. Przyszłość ma nie pozostawić nam miejsca na wątpliwości, momenty zwątpienia, zatrzymania, rewidowanie swoich poglądów, zadawanie pytań nie oczekujących odpowiedzi, a poprzez to…pamięć. Gdyż pamiętanie, powracanie do zdarzeń z przeszłości, nigdy nie przynosi nam wniosków ostatecznych, a samo zawracanie myślami na osi czasu, jak słyszymy z ust bohaterów spektaklu, może być „śmiertelnie niebezpieczne”.

 

Olga Ciężkowska, Teatralia Warszawa

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 230/2018

 

Teatr Żydowski im. Estery Rachel i Idy Kamińskich

Golem

reżyseria: Maja Kleczewska

dramaturgia: Łukasz Chotkowski

scenariusz sceniczny: Maja Kleczewska, Łukasz Chotkowski

scenografia, światło, video: Wojciech Puś

choreografia: Kaya Kołodziejczyk

muzyka: Cezary Duchnowski

kostiumy: Konrad Parol

asystent reżysera: Damian Josef Neć

produkcja: Monika Soszka

obsada: Michał Czachor (gościnnie), Małgorzata Gorol (gościnnie), Kaya Kołodziejczyk (gościnnie), Joanna Przybyłowska, Henryk Rajfer, Wanda Siemaszko, Piotr Sierecki, Barbara Szeliga, Gołda Tencer, Jerzy Walczak, Marek Węglarski oraz Malga Kubiak, Caroline Lopatynsky i statyści

premiera: 2 grudnia 2017

fot. Magda Hueckel

 

Olga Ciężkowska – studentka Międzyobszarowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych UW; członkini zespołu „Teatraliów”