Rodzinne turbulencje (Prosta historia)

Rodzinne turbulencje (Prosta historia)

Prosta historia to dla mnie niewątpliwie największe zaskoczenie jeśli chodzi o produkcje teatralne dla dzieci. Przedstawienie jest nie do końca prostą, ale na pewno uproszczoną historią o życiowych zawirowaniach, ale takich, które nie dotyczą każdego z nas, bowiem chodzi o bardzo konkretny przypadek – rozwód rodziców. Dlaczego więc warto zobaczyć ten spektakl?

Gdy Tomasz Maśląkowski i Radosław Kasiukiewicz rozsuwają kurtynę, naszym oczom ukazuje się kolorowy, stworzony z tektury świat (dom, ogród, samochód, słońce, huśtawka), w którym obserwujemy mamę, tatę i dziecko. Postaci i dekoracje à la planchette są bardzo sprawnie animowane przez ukrytych w cieniu aktorów. Codziennie rano z radosnymi okrzykami domownicy wyruszają do swoich zajęć. Po powrocie cała trójka spędza czas na wspólnej zabawie i układa się do snu. Obserwujemy kilka takich samych dni z życia rodziny, idealnych, ale do czasu. W pewnym momencie pojawiają się drobne zmiany, niemal niezauważalne, symbolizowane początkowo przez małe, ciemne chmurki. Sprowadzają one nad nasz radosny dom bardzo silną burzę, która powoduje, że znika kolorowa rzeczywistość i jej miejsce zajmuje pusta, ciemna przestrzeń, a chłopiec zostaje sam. Nie wiemy, co stało się z domem i rodzicami.

Obserwujemy więc dziecko, które ze swojego przewidywalnego i bezpiecznego świata zostaje wrzucone w nieznany obszar, nieprzyjazny, często straszny. Niedługo po tej zmianie scenografii połowa dziecięcej widowni przesiadła się na kolana swoich opiekunów. Nie było płaczu ani paniki, ale dało się zauważyć, że dzieci dzieliły emocje (lęk i zagubienie) z młodym bohaterem. Ciekawość jednak wygrała. Przygody chłopca były na tyle interesujące, że strach został przezwyciężony.

W trakcie przedstawienia nie padają żadne słowa. Obraz i muzyka są całą siłą przekazu. Tym większe uznanie należy się twórcom i aktorom, którzy zdołali tak zainteresować widzów i wywołać tak wiele tematów do dyskusji (Co się właściwie wydarzyło? Dlaczego dziecko było samo? Czy okazywać gniew? Jak postępować w przypadku niechcianych zmian? Skąd biorą się problemy w rodzinie?) za pomocą prostych narzędzi.

Spektakl zamyka wesoła piosenka zaśpiewana przez Franciszka Ficonia, co przełamuje zarówno formę przedstawienia bez słów, jak i powagę samej treści. Zakończenie wyjaśnia widzom długo nieznane powody tak drastycznej zmiany w sytuacji naszego bohatera. Dziecko, które poradziło sobie z nowymi dla siebie emocjami, wróciło do rodziców. Jak się okazuje, mama i tata nie mieli już wspólnego domu, ale dwa osobne. Akceptacja tego stanu sprawiła, że powróciły kolory, uśmiechy i radosne dźwięki. „Prosta historia to opowieść jakich wiele” – czytamy na stronie Wrocławskiego Teatru Lalek. To prawda, bo w życiu rodzin zdarzają się większe lub mniejsze zawirowania. W trakcie spektaklu można było usłyszeć komentarze dzieci:

Ej! To już było!

Znowu to samo.

Ooooo.

Gdzie jest jego mama?

Zgubił się.

Boi się.

Ja też kiedyś straciłem przyjaciela… bo się z nim pokłóciłem.

Spektakl adresowany jest do widzów 4+, ja obejrzałam go z moim pięcioletnim synem Tomkiem.

Tomku, co ci się najbardziej podobało?

Wszystko oprócz tej strasznej ryby i wielkiego psa, bo się ich przestraszyłem.

Justyna Kluka, Teatralia Wrocław

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 196/2017

Wrocławski Teatr Lalek

Prosta historia

scenariusz: Antek Maśląkowski, Tomasz Maśląkowski

reżyseria: Tomasz Maśląkowski, Radosław Kasiukiewicz

scenografia: Mateusz Stępniak

muzyka: Grzegorz Mazoń

obsada: Tomasz Maśląkowski, Radosław Kasiukiewicz

premiera: 18 września 2016

fot. mat. teatru

Justyna Kluka – mama Tomka i kobieta pracująca. Lubi świeże powietrze, jabłka i książki dla dzieci. Lubi też teatr. Pisze o swoim odbiorze sztuki w kontekście obcowania z nią z dzieckiem.