Rebel rebel? (Fuck. Sceny buntu)

Rebel rebel? (Fuck. Sceny buntu)

Być może protest nieodłącznie wiąże się z porażką? Czy bunt naraża nas na śmieszność i alienację, a rewolucja w czasach późnego kapitalizmu może przybrać jedynie formę groteski? Jakie są koszty zmiany, jeśli jest ona w ogóle możliwa? Poszukiwanie odpowiedzi na mnożące się pytania przywiodło byłych aktorów Teatru Polskiego we Wrocławiu (oraz „aktora repertuarowego Teatru w Legnicy”, sztuk jeden) do krakowskiej Łaźni Nowej.

Punktem zapalnym spektaklu Fuck… Sceny buntu jest oczywiście, trwający od miesięcy, protest wrocławskich artystów przeciwko wątpliwym praktykom administracyjnym, zwolnieniom i rażącej niekompetencji artystycznej nowego dyrektora Polskiego, Cezarego Morawskiego. W jego wynaturzoną karykaturę wciela się genialnie niezdarny Andrzej Kłak. Ubrany jedynie w prowizoryczne majtki z folii spożywczej, z rozłożonymi jak Chrystus na krzyżu rękami wysłuchuje spowiedzi i przeprosin pokutników. Anna Ilczuk tarzając się w trocinach – jedynym co zostało po wrocławskiej „Wycince” – kaja się za palenie papierosów w zakładzie pracy. Katarzyna Strączek przekonuje, że została zmuszona przez kolegów i koleżanki do uczestnictwa w proteście, bijąc się w pierś, przyznaje też, że mimo błagań studentów kazała im rozbierać się w spektaklu. Wściekłość wobec absurdalnych zarzutów, pod znakiem których upływa konflikt z dyrekcją, jawi się tu jako symptom, a ironia i absurd stają się formą terapii bądź po prostu ucieczki od bezsilności. Ciężko jednak nie ulec eskapistycznym skłonnościom, jeśli zamiast grania u Krystiana Lupy w Odeonie – czym szczyci się (choć nie bez nuty przekąsu) Michał Opaliński – trzeba teraz „uczyć i bawić”.

Niestety chwilę później aktorzy Polskiego muszą schować pazury, siła wymowy pierwszej sceny zostaje rozproszona w mnożących się rolach. Na scenie realizują się koszmary przeciwników postdramatycznej estetyki: ogromne ekrany za aktorami atakują zwielokrotnionymi zbliżeniami, wizualizacjami do tworzonej na żywo muzyki, znajdzie się nawet czas na film dokumentalny. Ironiczne podważenie kształtu przedstawienia – jeden z bohaterów czyta nic innego, a właśnie Teatr postdramatyczny Lehmanna – nie wystarcza, żeby przetrwać dłużące się i bełkotliwe pozostałe dwie godziny spektaklu. Z chaosu epizodycznych scen i monotonii tekstu Krzysztofa Szekalskiego wyłania się jednak rozmyty zarys artystycznej wypowiedzi. Protest wrocławskich aktorów zostaje zestawiony z pozornie niepowiązanymi historiami: losy aktywistów z Fuck For Forest przeplecione są podszytą histerią opowieścią Oksany (Marta Zięba) o jej związku z rosyjskim performerem Petrem Pawlenskim, obrazami dogorywania bohatera mockumentu Odgłosy robaków – zapiski mumii czy filmem o samospaleniu Ryszarda Siwca na znak protestu przeciwko inwazji Układu Warszawskiego na Czechosłowację w 1968. Liber z Szekalskim serwują nam „lewackie” The best of: od wyśmiewanych przez zdeklarowanych mięsożerców prób „nawrócenia” na wegetarianizm, przez puste hippisowskie „Jesteście piękni”, po akcje, o których nikt nie słyszał, bądź po prostu przeszły bez echa. Brakuje tylko osławionego sojowego latte ze Starbucksa. Istna konstelacja porażki, którą nieodwracalnie naznaczona jest każda z tytułowych scen buntu.

Niestety niepowodzeniem okazała się również próba aktywizacji publiczności. Gdzieś między proklamacją kosmopolitycznego Państwa 00, a rewią drag queen (Michał Opaliński) przeobrażającą się w samotny protest pod sejmem, można usłyszeć nawoływanie: „potrzeba nam teraz takich więcej!”. W domyśle: mimo wszystko! Przed wyczekiwanym finałem i zwyczajowymi brawami aktorzy rozdają publiczności plastikowe butelki wypełnione ryżem, przywołując tym samym pytanie z początku spektaklu: „pozwolisz sobie na bunt?”. Ciężko jednak rozpalić sprzeciw w zmęczonych gorączkowym spoglądaniem na zegarek głowach. Rekwizyty w panice przekazywane są z rąk do rąk, dało się słyszeć: „tylko nie ja!”. Niemrawy grzechot przechodzi w ogłuszający hałas, dopiero kiedy artyści wychodzą na scenę z zaklejonymi ustami. Czyli nic się nie zmieniło: jeśli protestować to wy, a Fuck najlepiej oglądać namalowane na pośladkach Andrzeja Kłaka.

 

 

Witold Loska, Teatralia Kraków

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 206/2017

 

Teatr Łaźnia Nowa

Fuck… Sceny buntu

autor: Krzysztof Szekalski

reżyseria: Marcin Liber

dramaturgia: Krzystof Szekalski

scenografia: Mirek Kaczmarek

muzyka: RSS Boys

multimedia: Natalia Kabanow

obsada: Anna Ilczuk, Katarzyna Strączek, Marta Zięba, Rafał Cieluch, Andrzej Kłak, Michał Opaliński

fot. mat. teatru

Witold Loska, rocznik 1988, student Wiedzy o teatrze.