O radości, iskro bogów (Europa. Śledztwo)

O radości, iskro bogów (Europa. Śledztwo)

Take me in oh tender woman” syczy wąż z piosenki Ala Wilsona, której tekst otwiera taneczne dochodzenie Magdy Jędry, Weroniki Pelczyńskiej i Izy Szostak. Głównym podejrzanym w Europa. Śledztwo jesteśmy my sami – biali Europejczycy zamknięci w bańce samozadowolenia, odwracający oczy od problemów dręczących resztę świata. Tak, będą nas tu kąsać, ale jad na szczęście został obficie posłodzony – rzadko określenie „śmiech przez łzy” bywa tak trafne. To jednak nie jedyny pretekst do przywołania utworu Wilsona, wszak mogliśmy go wielokrotnie usłyszeć podczas kampanii Donalda Trumpa, dla którego opowieść o przygarnięciu zranionego węża, odwdzięczającego się śmiertelnym ugryzieniem, stała się główną alegorią podsycającą strach przed imigrantami. Trop, który jeszcze w Europa. Śledztwo powróci, wskazuje też na otwartą i adaptującą się do aktualnych wydarzeń formułę przedstawienia. Niestety na Festiwalu Kroki w Krakowie stało się tak po raz ostatni – spektakl kończy swój długi teatralny żywot (premiera miała miejsce w 2014 r. w Komuna//Warszawa).

Wróćmy jednak do początku, a więc do tańca, bo w pierwszej części przedstawienia to za pomocą języka ciała będą budowane oskarżenia i sygnalizowane diagnozy. Spektakl ma wyrazistą strukturę dramaturgiczną i choreograficzną, w ramach której wyjściowy wielogłos splecionych ze sobą ciał tancerek powoli rozpada się na całkowicie indywidualne formy wyrazu. Początkowe sceny to swoisty kolaż slapstickowych, karykaturalnych gestów z repertuaru kulturowych klisz. Choć trudno rozpoznać konkretne odniesienia, nie można oprzeć się wrażeniu, że przyglądamy się migawkom z teledysków czy kadrom z filmów. Ruchy są wyizolowane, spowolnione, zamykające się w wyrazistych figurach, jakbyśmy byli zachęcani, aby przyjrzeć się prezentowanym wyimkom z codzienności z innej niż zwykle perspektywy. Przypadkowość z czasem ustępuje miejsca swoistemu układowi pozycji, w które kolejno wchodzą (a nawet wturlają) tancerki, manewrując między porozwieszanymi nad pustą sceną workami o nieznanej zawartości. Gestyka artystek o nieodłącznym komicznym rysie wprawia jednak w zakłopotanie – czy przypadkiem nie oglądamy właśnie samych siebie, ocierających się o śmieszność, w zapamiętaniu pielęgnujących, wątpliwej wartości, kulturowe „zdobycze” rodem z telewizji śniadaniowej?

Nagle cała misterna konstrukcja choreograficzna zmienia wektor, tancerki powtarzają ruchy w odwrotnej kolejności, z narastającą prędkością, a wszystko kończy się gwałtownym krzykiem. Scenę zalewa przypominające morskie fale światło, a choreografia przechodzi w rozczulająco niezręczne poklepywania, wzdychnięcia, poczłapywania. Iza Szostak wdrapuje się na ramiona partnerek i wskakuje na wiszący nad sceną worek, ściągając go na dół ciężarem swojego ciała. Zawartość podejrzanych pakunków zostaje w końcu zdradzona, a scenę zasypują góry ubrań, które w absurdalnym nadmiarze wkładają na siebie performerki. Muszą się zabezpieczyć, jak mówią, a od teraz to słowo będzie grać pierwsze skrzypce. Monolog rozpisany na trzy głosy to już bezpośrednie i bezkompromisowe polityczne oskarżenie: władzy za „zaglądanie kobietom do majtek”, ignorowanie niepełnosprawnych i ich opiekunów, kościoła za hipokryzję i odwracanie oczu od ofiar wojny i głodu, Europy za brak solidarności. Przede wszystkim zaś obywateli, których bezrefleksyjna konsumpcja dóbr produkowanych w oparciu o wyzysk, doprowadziła do stworzenia globalnego systemu przemocy ekonomicznej. 1600 omdleń w fabryce ubrań w Kambodży, gdzie za uszycie takiej koszulki, jakiej niezliczoną już ilość mają na sobie tancerki, pracownik dostaje dwadzieścia groszy – „Ogromny zysk dla Państwa”. Mimo błyskotliwie sformułowanych i z pewnością słusznych uwag, jakie padają ze sceny, nie sposób nie wrócić do obrazu sprzed chwili – łagodnego poklepywania po pleckach. Poza zręcznie skonstruowanym, dobrze napisanym, a do tego – żeby nie było zbyt nieprzyjemnie – zabawnym i nieco dydaktycznym komentarzem, niewiele z tego monologu może wyniknąć. Chociaż bawimy się świetnie, nie da się ukryć, że dla emancypacyjnych celów można odnaleźć w teatrze efektywniejsze strategie.

Przykładem takiego rozwiązania może być finałowa scena, podczas której każda z tancerek w odosobnieniu wykonuje ściśle określony zestaw czynności. Pelczyńska sukcesywnie rozcina worki z ubraniami, nakładając na siebie kolejne warstwy coraz bardziej ograniczającej ruchy odzieży. Iza Szostak z niewykorzystanych przez Pelczyńską części garderoby układa na scenie linie, które zaczynają przypominać polityczną mapę świata. W końcu wpisuje samą siebie w dynamikę podziału terytorium – ostatnią lukę w pieczołowicie konstruowanej mapie wypełnia swoim ciałem. Tymczasem Magda Jędra w kostiumie kąpielowym oblewa scenę wodą, pryskając z ust jak połykacz ognia. Kiedy podłoga będzie już wystarczająco wilgotna, zacznie ślizgać się po niej na brzuchu, symulując pływanie – początkowo wywołując salwy śmiechu, a wraz z kolejnymi nabitymi siniakami i obtarciami na kolanach, wzbudzając dyskomfort i współczucie. Kolejny raz wraca obraz związany z morzem i przemierzającymi je w niebezpieczeństwie rzeszami uchodźców, co zdaje się najsilniej – poza wyzyskiem pracowników z sektora przemysłu odzieżowego – wybrzmiewającym tematem przedstawienia. Wyniki śledztwa zdają się nam, zobojętnionym na ludzką krzywdę, nie sprzyjać. Europa to tylko szyld, ładna okładka, mrugające światła na scenie Eurowizji, a jedyne wartości, jakie jej przyświecają, to zysk za wszelką cenę. Humanitarne idee kończą się, gdy tylko musimy cokolwiek poświęcić. Tego już nawet nie trzeba mówić – wystarczy, że poczujemy to, co każdy z nas tak naprawdę wie.

Ponowne zwrócenie się w stronę ciała zdaje się sprzyjać celom przedstawienia. Poobdzierana Jędra, rozgotowana pod setką warstw Pelczyńska czy jednoznacznie wpisująca swoje ciało w polityczne procesy Szostak, już nie pozostawiają miejsca na obojętność. To co wcześniej zostało nam podane w formie lekkostrawnego dyskursu, teraz przeżywamy za pośrednictwem angażującego performansu. Być może w tym, a nie jedynie w zabawnej, przystępnej i atrakcyjnej wizualnie formie, tkwi sekret sukcesu przedstawienia.

Witold Loska, Teatralia Kraków

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 245/2018

Komuna//Warszawa

Europa. Śledztwo

choreografia i reżyseria: Magda Jędra, Weronika Pelczyńska, Iza Szostak

dramaturgia: Agata Szczęśniak

scenografia: Wojciech Pustoła

reżyseria świateł: Karolina Gębska

realizacja świateł: Michał Głaszczka

fot. Gustavo Zeballos

Witold Loska, rocznik 1988, student Wiedzy o teatrze.