W pustce pomiędzy (Pustka. Pustynia. Nic.)

W pustce pomiędzy (Pustka. Pustynia. Nic.)

Artyści Wrocławskiego Teatru Pantomimy pod przewodnictwem Leszka Bzdyla prezentują Wariacje Gombrowiczowskie. Ruchem, gestem i tańcem bawią się ze spojrzeniem na człowieka w gombrowiczowskim, groteskowym, ale i głęboko filozoficznym ujęciu.

Twórcy spektaklu Pustka. Pustynia. Nic. wielokrotnie podkreślają, że podczas pracy nad przedstawieniem musieli „mierzyć się” z Gombrowiczem. Zadanie faktycznie było karkołomne: pozbawienie mistrza-prześmiewcy jego oręża – słowa, i zastąpienie go tylko cichym gestem. Samo założenie wydaje się na tyle ironiczne, że sam Gombrowicz mógłby być takim potraktowaniem swojej twórczości rozbawiony.

Spektakl Leszka Bzdyla należy do tych rzadkich, dobrze skonstruowanych dzieł teatru pantomimy, w których znaczenia tworzone są nie tylko za pomocą gestu, ale składają się na nie wszystkie elementy scenicznego dzieła: scenografia, oświetlenie i muzyka. Postaci znajdują się w abstrakcyjnej przestrzeni, budowanej za pomocą białej, gładkiej cykloramy, dwóch geometrycznych form piramid: jednej stojącej, drugiej zawieszonej do góry nogami. Składa się na nią również światło, tworzące swoimi kształtami i kolorami formy i przestrzenie, w których zamknięci są aktorzy. Ciekawie wykorzystane zostały też służące za wyjścia i wejścia ze sceny czarne, wysokie łuki – element dworca zwykle podczas przedstawień na Scenie na Świebodzkim zasłaniany. Działaniom scenicznym nie tylko towarzyszy, ale również determinuje je, muzyka skomponowana przez Mikołaja Trzaskę.

Aktorzy, tworząc między sobą wyraźne relacje, kreują na scenie grupy postaci czasem wzajemnie się obserwujące, czasem nawiązujące bardziej lub mniej zaawansowane interakcje, by na końcu zjednoczyć się w jednej wspólnocie. Za głównego bohatera opowieści można uznać (chociaż wybór jest trudny) Człowieka – Zbigniewa Kozińskiego, który wydaje się wrzucony w sceniczny świat, metaforyczną rzeczywistość czy może wnętrze swojej głowy. Obserwuje on inne postaci, przypatruje się dwóm tancerkom, stara się nieśmiało naśladować ruchy i zachowania kobiety, toczy bitwę z przeszkadzającym i wchodzącym mu (dosłownie) na głowę natrętnym mężczyzną-błaznem (czy może własnym alter ego). W swoim kontakcie ze sceniczną rzeczywistością łączy dezorientację w otoczeniu z próbami aklimatyzacji i walką z przeciwnościami i natręctwami, jakie tam na niego czekają. Koziński wspaniale to wyraża niepewnymi, bardziej delikatnymi ruchami niż te charakteryzujące resztę zespołu i skupionym, aktywnym przypatrywaniem się światu. Inne postaci zdają się funkcjonować oddzielnie – robią po prostu swoje: dwie tancerki ćwiczą układ muzyczny, bardziej zajęte sobą nawzajem niż cichym obserwatorem, towarzysząca bohaterowi kobieta, którą ten stara się naśladować, tylko połowicznie go zauważa, a błazen chodzi za Człowiekiem i nęka go, mimo że ten nie wydaje się skory do wchodzenia z nim w relację. Ale jest to tylko część doskonale skonstruowanej sieci zależności budowanych na scenie, którą widz musi uważnie śledzić. Istotą spektaklu Bzdyla jest właśnie ta konstruowana na tytułowej pustyni – czyli w nicości performatywna sieć powiązań. To co się dzieje na scenie, dzieje się właśnie w przestrzeni pomiędzy bohaterami, w przekazywanym sobie napięciu, energii i prowokacji do działań. W ten sposób twórcy zamknęli w geście i przestrzeni, to co Gombrowicz – ich inspirator – zamknął w słowach: jednocześnie wyobrażoną i materialną przestrzeń „pomiędzy”.

Twórcy wpletli do spektaklu również elementy łamiące konwencję, nie jak Gombrowicz literacką, a właśnie teatralną i pantomimiczną. W pewnym momencie widowni rozdane są kartki z „opisem następnej sceny”. Wyśmiewa to z jednej strony założenie, że oto patrzymy na teatr ruchu, pozbawiony słów, więc trudny do zrozumienia, a z drugiej jest swego rodzaju dowcipem, który widz zrozumie, kiedy zapozna się z treścią kartki. Równie śmiesznym, ale także niepokojącym jest moment, w którym Koziński nagle zaczyna… mówić. Cytuje Gombrowicza, mówi o samotnym spotkaniu człowieka z samym sobą albo z Innym. Widz zostaje nagle – brutalnie wręcz – wyrwany ze świata gestu i muzyki, akcent zostaje wyraźnie i dobitnie położony na zwerbalizowane – znaczenie. Pustka. Pustynia. Nic. jest z jednej strony zabawą z twórczością Gombrowicza, tematami, ruchem i widownią, z drugiej funduje uczestnikowi duży emocjonalny ładunek oraz wielość interpretacji i refleksji. Teatr pantomimy na wspaniale wysokim poziomie.

 

Zuzanna Zajt, Teatralia Wrocław
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 166/2016

 

Wrocławski Teatr Pantomimy im. Henryka Tomaszewskiego

Pustka. Pustynia. Nic. Wariacje Gombrowiczowskie w reżyserii Leszka Bzdyla.

reżyseria: Leszek Bzdyl

scenografia: Maciej Chojnacki

muzyka: Mikołaj Trzaska

obsada: Agnieszka Dziewa, Paulina Jóźwin, Monika Rostecka, Jan Kochanowski, Zbigniew Koźmiński

premiera: 8 marca 2016

fot. Natalia Kabanow

 

Zuzanna Zajt – absolwentka teatrologii na UJ. Zawodowo przekonuje dziesięciolatki, że teatr to coś zupełnie innego niż „takie kino, tylko gorsze”.