W poszukiwaniu życia martwej natury (Still life)

W poszukiwaniu życia martwej natury (Still life)

Agata Maszkiewicz powraca na Festiwal KROKI z refleksyjno-abstrakcyjnym projektem Still life (Martwa natura), oferując niebanalne rozwiązania, subtelne poczucie humoru, a, przede wszystkim, unikając używania tańca/ruchu wyłącznie w kategoriach estetycznych – traktując go raczej jako uporządkowany system znaków służących komunikacji.

Struktura performansu Still life trzyma się ściśle wytyczonych reguł. Składa się z czterech niezależnych rejestracji wideo przywołujących rozmowy przeprowadzone przez Maszkiewicz z wybranymi osobami. Artystka zadaje rozmówcom ten sam zestaw pytań: o stosunek do rzeczy, relacje z otaczającą przyrodą, śmierć. Między kolejnymi wywiadami pojawiają się cztery sekwencje taneczne, choć przymiotnika „taneczne” używam w dużym uproszczeniu, do czego wrócę później. Można więc odnieść wrażenie, że performans formalnie zakrawa na banał, ale to, co dzieje się wewnątrz samej struktury rozsadza go od środka, a odbiorcom skutecznie wybija z rąk standardowe schematy interpretacyjne. Daje za to coś więcej – wolność w nadawaniu sensów.

Zastanawiam się nad wspólnym mianownikiem dla czwórki bohaterów, bo oprócz tego, że są zwyczajni i właściwie niczym szczególnym się nie wyróżniają, nic ich nie łączy. Możliwe, że to wariacja na temat współczesnych everymanów, dzięki którym twórcy wchodzą na poziom uniwersalizmu doświadczeń. Pierwszego poznajemy Alexa, starszego mężczyznę, jako najcenniejszą rzecz wspominającego zabawkę z dzieciństwa schowaną do szafy przez matkę. Poza tym twierdzi, ze nie posiada nic wartościowego. Kolejna jest Jenny – studentka kochająca rośliny. Posiada dużo rzeczy, w tym wiele niepotrzebnych, bo lubi się nimi otaczać. Gdyby miała być przedmiotem byłaby glinianą wazą, użyteczną i estetycznie wykonaną. O śmierci nie myśli za wiele. Jako trzeci pojawia się Marco – rezolutny rzeźnik ze swoją najcenniejszą pamiątką, czyli nożem do filetowania mięsa. Dostał go od swojego szefa, kiedy uczył się jeszcze zawodu. Gdyby miał przemienić się w zwierzę, pewnie byłby potulnym jagnięciem, choć wolałaby tak naprawdę być wolny i swobodny niczym orzeł. I wreszcie ostatnia bohaterka, Emmy, stara kobieta, twierdząca, że do sarkofagu nic by ze sobą nie zabrała. O śmierci myśli od czasu, kiedy zmarł jej mąż, sama też chciałaby odejść podobnie, ot tak. Za najcenniejszą rzecz, którą jej niestety ukradli, uważała mały obrazek przedstawiający martwego królika tuż przed upieczeniem.

Przeciwwagę do życiowych, mniej lub bardziej wzruszających, opowieści stanowią, wspomniane wcześniej, pełne dystansu sekwencje ruchowe wykonywane przez Agatę Maszkiewicz. W pierwszej z nich performerka staje przed publicznością w stroju papugi ary – jej głowę zakrywa realistycznie wykonana maska, natomiast reszta kostiumu jest już twórczą wariacją na temat egzotycznego ptaka. Wykonuje mikroruchy, powoli obraca się dookoła własnej osi, nawiązuje do poruszania skrzydłami, przy czym nie jest to naśladownictwo, a raczej swoboda interpretacja. Najistotniejszą rolę w tym epizodzie odgrywają jednak światła stroboskopowe, ostre, niepokojące i, przede wszystkim, wywołujące złudzenia optyczne, uniemożliwiające stwierdzenie, czy artystka akurat wykonała danych gest, czy może stała nieruchomo. Całość można potraktować jako namysł nad tym, jak bardzo utożsamiamy życie z ruchem, choćbyśmy mieli nawet świadomość jego iluzoryczności.

Po drugim wideo Maszkiewicz wykonuje epizod taneczno-gimnastyczny. Ruch – od powolnego do coraz szybszego – odbywa się w linii prostej przechodzącej przez całą długość sceny, choreografka cały czas ma twarz zwróconą ku widzom. Jej kostium to przylegające do ciała legginsy z lycry i luźniejsza kamizelka zdobiona geometrycznymi wzorami. A na plecach – nadruk psa. Wysnuwanie hipotezy, że właśnie jest czworonogiem byłoby interpretacyjnym nadużyciem (choć z drugiej strony performerka przez cały projekt świadomie rozbudza nieoczywiste skojarzenia), ale postawienie pytania o intuicyjną, niemal zwierzęcą pamięć ciała wydaje się zasadne.

Trzecim przerywnikiem jest sekwencja w mieniącym się, błękitno-zielonym kombinezonie. Tutaj główną rolę odgrywa zapalanie i wygaszanie światła, będącego rodzajem cezury czasowej i zarazem punktu, w którym wszystko się zaczyna, ale i kończy. Można to potraktować jako nawiązanie do filozoficznej koncepcji wiecznego powrotu, mówiącej o tym, że świat w tym samym kształcie odnawia się i będzie się wciąż odnawiał nieskończoną ilość razy.

W ostatnim komentarzu choreograficznym performerka pojawia się w białej kurtce z fioletowym futerkiem, a jej działania sprowadzają się do chodzenia po płaszczyźnie koła szybkim, energicznym krokiem. Trasa się nie zmienia, swoją stałością gwarantuje bezpieczeństwo, ale nieoczekiwanie poszczególne elementy – wyczuwalne i widoczne jedynie dla artystki – stają się przeszkodami, więc intuicyjnie zmienia sposób poruszania się, coś omija, gdzie indziej się schyla. To z kolei można potraktować jako rodzaj komentarza do płynnej, wciąż zmieniającej się rzeczywistości; morze możliwości zdaje się nie wyczerpywać, podobnie jak energia samej performerki.

Agata Maszkiewicz, zarówno na poziomie koncepcji, jak i praktycznej realizacji, mnoży pytania, prowokuje, ale nigdy nie daje gotowych odpowiedzi. Zręcznie unika także jakichkolwiek konkluzji, pozostawiając je widzom. A jak poczują się ci ostatni zależy wyłącznie od nich samych. Jeśli uparcie będą trwać przy starej śpiewce, że „nie wiadomo, co autor miał na myśli”, to niestety będzie to dla niech raczej stracona godzina. Tylko zanim padnie pierwsze „nie rozumiem”, warto zwrócić uwagę, że Still life to nie nowa matura z ułożonym wcześniej kluczem, który teraz trzeba znaleźć. Performans Maszkiewicz oferuje demokratyczny odbiór w najlepszym tego słowa znaczeniu. Pozostaje tylko pytanie, czy odbiorcy odważą się utracić komfort oczywistości i utrwalonej (choć nic nie wnoszącej) wiedzy na rzecz ryzyka podążania za tym co niejednoznaczne, twórcze i otwarte.

Agnieszka Dziedzic, Teatralia Kraków

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 246//2018

VI Międzynarodowy Festiwal Tańca Współczesnego KROKI 2018

Still life (Martwa natura)

Pomysł/choreografia/taniec: Agata Maszkiewicz
Wideo: Henri Emmanuel Doublier
Kostiumy: Sofie Durnez
Muzyka: Wouh Nicolas Jaar, Gosh Jamie XX
Muzyka oryginalna: Goneril & Coccon/Christophe Demarthe; remiks Vincent Tirmarche
Reżyseria dźwięku: Goneril
Produkcja: Teatr L’Avant-Scène Cognac, Francja
Koprodukcja: Maison de la Culture Amiens/Francja, Art Stations Foundation, Poznań
Rezydencja: BUDA Art Center Kortrijk/Belgia; przy dofinansowaniu Ministerstwa Kultury – DRAC Nouvelle-Aquitaine/Francja oraz wsparciu kolektywu SUPERAMAS
Premiera: 12 października 2017
fot. Martial Mouroux