A po śmierci od skrzypiec uchowaj (Stroiciel grzebieni)

A po śmierci od skrzypiec uchowaj (Stroiciel grzebieni)

Do czego mogą służyć trzy krzesła, najzwyklejszy w świecie stół i mała szafka z szufladami? Oczywiście, że do stworzenia przezabawnego, zgrabnego w formie i treści przedstawienia. Oczywiście, jeśli dodamy jeszcze kunszt pisarski Krzysztofa Niedźwiedzkiego połączony z diabelnym wyczuleniem na słowo oraz szatańską energią sceniczną aktorów Teatru KTO.

Fabuła sztuki Stroiciel grzebieni napisanej i wyreżyserowanej przez Niedźwieckiego opiera się na absurdalnym pomyśle, aby głównym bohaterem i zarazem narratorem uczynić Tadeusza (Maciej Słota), który zmarł kilka dni wcześniej. I może nawet nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby reżyser zdecydował się na (nienową przecież) konwencję zwierzeń ducha zmarłego. Ale nic z tych rzeczy. Tadzio, choć skremowany na amen, co jeszcze unaoczniła widzom pierwsza scena, kiedy z głowy pochylonego na krześle mężczyzny unosi się cieniutka strużka dymu, może tylko marzyć o świętym pokoju. W skutek pomyłki pana Andrzeja-grabarza, prochy Tadeusza zamiast w rodzinnym grobowcu na krakowskich Rakowicach znalazły się na Podhalu, w Murzasichlu. Pal licho, że żona ma daleko, aby zapalić świeczkę. Największym zmartwieniem Tadeusza jest pitolenie na gęślach, czyli znienawidzona przez niego jeszcze za życia góralska muzyka na skrzypcach. A że pochowano go na miejscu zasłużonego górala, koncertom ku chwale i pamięci nie ma końca. Nasz bohater postanawia wziąć sprawy w swoje skremowane ręce i… dzwoni do żony Magdy (Elżbieta Wójcik), by ta coś zrobiła. Tak rozpoczyna się seria szalonych przygód, w których nie zabraknie rasowego górala, wójta, księdza i kilku propozycji nie do odrzucenia, jak choćby przeniesienie Tadeusza do prywatnego ogródka w Rabce. Proszę nie pytać dlaczego.

Aktorstwu w Stroicielu… należy się niewątpliwie oddzielny akapit. Obsadowy strzał w dziesiątkę daje wrażenie, że każdy bez wyjątku urodził się głównie po to, aby wcielić się w przydzieloną postać. Elżbieta Wójcik jako Madzia emanuje ciepłem, ale nie brak jej także typowo kobiecej zaradności, która każe na marginesie rozmów o przeniesieniu urny męża umawiać się z góralem na wymianę podłogi w mieszkaniu w Krakowie. Z kolei wspomniany góral Pawła Rybaka naszkicowany jest dosyć grubą kreską – charakterny, ale jednocześnie nie do końca przerysowany. Wójt (Jacek Buczyński) to wariat w najlepszym tego słowa znaczeniu, a aktorskiej werwy można mu tylko pozazdrościć. Na przeciwległym biegunie sytuuje się ekspresja księdza – Tadeusz Łomnicki prezentuje intelektualny typ aktorstwa, emanuje spokojem, ale gdy trzeba nie brak mu pazura. I na koniec wreszcie Tadzio Macieja Słoty – rola poprowadzona tak, aby od pierwszej do ostatniej minuty skupiać na sobie uwagę publiczności, ale jednocześnie nie błyszczeć sztucznym blaskiem. Intrygujący zarówno sam na scenie, jak i w sekwencjach z partnerami. Słota daje popis mistrzowskiego aktorstwa, gdzie mniej znaczy więcej. Precyzyjny, skoncentrowany, ale przy tym zabawny, inteligentny i wolny od nadęcia towarzyszącego graniu pierwszych skrzypiec (jego postać zamordowałaby za to porównanie).

W dobie zalewu nieśmiesznych produkcji, gdzie poza żenującymi żarcikami albo dziwacznym przekombinowaniem na próżno szukać czystego, wyzwalającego humoru Stroiciel grzebieni działa jak cudowne lekarstwo. I co najważniejsze poziom żartów podlega tu stopniowaniu. Raz jest więc lekko i przyjemnie, raz bardziej dosadnie, nie żałując przy tym energii i werwy. jaką niesie język polski i jego wulgaryzmy, użyte z wyczuciem. Kiedy indziej chichoczemy z nieporadności postaci scenicznych, nieporadności tak nam bliskiej w prawdziwym życiu. A potem znowu parskamy śmiechem, bo tylko tak można zareagować na występujące stężenie absurdu.

Sens tytułu zostaje objaśniony w końcowych sekwencjach podczas rozmowy Tadeusza z księdzem, kiedy to ten pierwszy wyznaje, że między studiowaniem Platona albo Schopenhauera zajmował się strojeniem grzebieni. Gdy jednak dokładniej przyglądam się bohaterom sztuki Krzysztofa Niedźwiedzkiego, to dociera do mnie, że cały ten świat aż roi się od reprezentantów tej dziwnej profesji. Bo strojenie grzebieni to przecież piękna metafora opisująca życie ludzkie. To tylko tyle i aż tyle, co zaangażowanie się całym sobą w rzeczy błahe, czasem naiwne, śmieszne, ale w szerszym ujęciu nadające sens całej tej ziemskiej gonitwie. Strojenie wynosi ponad codzienny pragmatyzm, pozwalając na chwilę zatrzymać się i z dystansem rozejrzeć się dookoła. A czasem popłakać się ze śmiechu.

 

Agnieszka Dziedzic, Teatralia Kraków

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 200/2017

Teatr KTO w Krakowie

Krzysztof Niedźwiedzki

Stroiciel grzebieni

Reżyseria: Krzysztof Niedźwiedzki

Muzyka: Jerzy Zając

Obsada: Elżbieta Wójcik, Jacek Buczyński, Tadeusz Łomnicki/Jacek Joniec, Paweł Rybak, Maciej Słota

Premiera: 25 lutego 2017

fot. Krzysztof Kościelniak