Pan Piórko i Magiczna Szafa (Historie zimowe)

Pan Piórko i Magiczna Szafa (Historie zimowe)

Z takiego spektaklu chciałoby się tylko wyjść prosto na świeży śnieg, a po powrocie do domu zjeść lukrowane pierniczki i popić gorącym kakao. Twórcy Historii zimowych krakowskiego Teatru Figur wyczarowują zimę mimo jesiennej, ponurej aury i świąt Bożego Narodzenia, które wciąż nie nadchodzą.

Pan Piórko (Tadeusz Dylawerski), który dziecięcej publiczności daje się poznać w wielu teatralnych odsłonach, to sympatyczny jegomość w meloniku. Małomówny, ale otwarty na przygody czekające go właściwie na każdym kroku. Postać ma w sobie coś z chaplinowskiego Trampa, nie tylko w kwestii wyglądu. To bohater, któremu wciąż wiatr wieje w oczy, ma za mało pieniędzy, w szczelinach ścian jego mieszkania hula wicher, a zgrzebne czapeczki i szaliki na niewiele się zdają. Najbardziej emocjonujące przygody przydarzają mu się zupełnie przypadkowo, znajduje przyjaciół w najbardziej niezwykłych miejscach. Tym, co trzeba mu przyznać bez słowa wątpliwości, jest wielki urok i umiejętność natychmiastowego zjednania sobie widowni – i to nie tylko dziecięcej, ale też trochę starszej.

Dla małych widzów spektakl jest niemalże magiczny, bo w nagłym poruszeniu się starej szafy, własnoręcznie przyniesionej przez Pana Piórko z magazynu sklepu meblowego, nie widzą ukrytego działania Agnieszki Kolanowskiej, ale tajne życie przedmiotu, wydającego się zupełnie martwym i zwyczajnym. Dzieci odkrywają czarodziejskie właściwości szafy razem z głównym bohaterem, zdziwionym nie mniej niż one, kiedy mebel podsuwa mu na przeziębienie ciepłą czapkę, szal i rękawice. Jest to w pewnym sensie historia przyjaźni i wzajemnego dbania o siebie, ale na pierwszy plan wysuwa się to, co najściślej związane z czasem zimy, świąt i ferii. Pan Piórko jeździ na łyżwach, kiedy spada pierwszy śnieg toczy z publicznością walkę na niewidoczne śnieżki, w końcu – przygotowuje choinkę, pod którą Mikołaj (pojawiający się w spektaklu we własnej osobie) będzie mógł pozostawić prezenty. Na końcu odbywa się zabawa sylwestrowa, podczas której wykorzystując takie atrybuty zabawy jak stożkowe czapki czy serpentyny, Pan Piórko świętuje nadejście nowego roku. Wszystko to odbywa się w towarzystwie szafy, ubranej w czapę z pomponem i długi szalik.

Rozmaite konwencje, z których czerpią twórcy – głównie pantomima, animacja przedmiotu, ale też elementy teatru cieni – bazują na prostocie i bliskim kontakcie z widownią. Precyzyjne działania nie pozwalają małym widzom odkryć sekretu teatralności, a pantomima stanowi dla nich nierzadko swoisty kalambur, którego rozwiązanie przynosi satysfakcję podobną złamaniu najtrudniejszej zagadki.

Historie zimowe nie mają wyraziście zarysowanej fabuły. Po wyjaśnieniu publiczności, w jaki sposób bohater wszedł w posiadanie szafy o magicznych właściwościach, spektakl uruchamia grę w przywoływanie tego, co najbardziej kojarzy się z zimą, a więc i tego, co jest przez dzieci najmocniej wyczekiwane. Przedstawienie nabiera tempa, wzmacnianego i napędzanego przez muzykę i dynamizowanego przez ruch sceniczny.

Nie widzę innej miary oceny spektakli dla dzieci niż zadowolenie i zaangażowanie tych, którym są one dedykowane. Niemłody już spektakl Teatru Figur daje dzieciom dużą frajdę, nie nadwyręża ich możliwości spokojnego siedzenia w teatralnym fotelu ani skupionego odbioru. Jasne jest, że artyści dobrze znają swoją publiczność i są jej szczerze oddani.

Zuzanna Berendt, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 152/2015

 

Teatr Figur Kraków

Historie zimowe

scenariusz i reżyseria: Mateusz Przyłęcki

obsada: Tadeusz Dylawerski, Agnieszka Kolanowska

premiera: 7 listopada 2009

fot. P. Sieraczyński

 

Zuzanna Berendt – od trzech lat studentka teatrologii UJ, od dwóch związana z krakowską redakcją Teatraliów. Ceni sobie nadarzającą się rzadko możliwość czytania książek, które nie mają związku z teatrem.