Oblicza taneczności (Festiwal Kalejdoskop w Białymstoku)

Oblicza taneczności (Festiwal Kalejdoskop w Białymstoku)

Drugiego dnia Kalejdoskopu publiczność miała okazję obejrzeć trzy spektakle, wspólnie spędzić czas przy pysznym lunchu i wysłuchać wykładu-opowieści Julii Dondziło o pracy nad ikonograficznymi i tekstowymi archiwami Święta wiosny. To nie wszystko – w piątkowym planie przewidziano przejażdżkę zabytkowym Jelczem „Ogórkiem” oraz wieczorne spotkanie z artystami i organizatorkami Festiwalu w Miodosytni, będące okazją do wspólnej rozmowy o tańcu i wymiany przemyśleń w swobodnej atmosferze.

Ukryte w zagajniku Uniwersyteckie Centrum Kultury, w którym odbyły się dwa spektakle solowe, znajduje się na obrzeżach Białegostoku. Przemieszczanie się między kolejnymi scenami festiwalu uatrakcyjniał i usprawniał transport oldschoolowym czerwonym autobusem – niespodzianką przygotowaną przez organizatorki dla uczestników. Powstały we współpracy z Mateuszem Szymanówką i pod opieką artystyczną Guy Cools spektakl Pharmakon (It radiates) w wykonaniu Przemka Kamińskiego bazuje na refleksji nad kulturową historią koloru niebieskiego. Scenografię i jednocześnie przestrzenną ramę dla tańca stanowił puszczony z sufitu na podłogę wąski pas błękitnego płótna, w domyśle blue screen, wykorzystywany w procesie postprodukcji filmu w celu manipulowania obrazem. Przy okazji wieczornego spotkania z widzami, Kamiński zachęcał do wyobrażenia sobie własnego tła sytuacyjnego dla jego choreografii. Opowiedział również o wachlarzu inspiracji i odniesień, które towarzyszyły mu w procesie twórczym. Należały do nich m.in. Blue Dereka Jarmana czy prace fotograficzne Wolfganga Tillmansa. W opisie spektaklu czytamy również o niebieskim jako o tytułowym pharmakonie, starogreckim terminie wyrażającym „lęk, truciznę i coś, co musi zostać złożone w ofierze”. Naszpikowany wieloma intertekstualnymi zapożyczeniami i parafrazami, spektakl Kamińskiego w odbiorze wydaje się bardzo hermetyczny. Jeśli jednak pójść za wskazówkami udzielonymi przez twórców w tekście programowym („pierwszy i drugi plan stapiają się ze sobą i fantazjami widzów, a tożsamość negocjowana jest wzdłuż i wszerz przestrzeni ekranu”) i skorzystać z dowolności interpretacyjnej, jaką daje blue screen, Pharmakon (it radiates) staje się wyzwaniem intelektualnym. Spektaklu nie ogląda się kontemplacyjnie, w zachwycie nad doskonałą formą – wręcz przeciwnie. Ruch Kamińskiego jest prawie że prywatny – łatwo wyobrazić sobie imprezę techno-house’ową, na której grupka osób tańczy tak samo jak on, wyginając ciała tak, jakby podążały one za ekspresywną gestykulacją rąk. Ścieżka dźwiękowa dzieli się na trzy zupełnie odmienne od siebie gatunkowo tematy, ale Kamiński zdaje się gdzieś ponad nimi, wykonując choreografię w rytm bicia serca i oddechu, co zresztą potwierdził, zapytany o wewnętrzną logiki spektaklu.

Reżyser i choreograf drugiego z piątkowych pokazów, Jakub Lewandowski, stanął przed obliczem dużego dylematu – grać czy nie grać? – spowodowanego kontuzją jednej z tancerek. Tryptyk Melancholia mogliśmy obejrzeć zatem tylko fragmentarycznie z udziałem Dominiki Wiak. Jej postać (bo zdecydowanie możemy tutaj mówić o wykreowanej bohaterce) to uwikłana w obyczajowe konwenanse idealna kobieta z amerykańskich przedmieść lat 50. XX wieku. Wymuszony uśmiech, który podtrzymuje na twarzy, gdy patrzy w publiczność i sztywny krok, gdy dziesięć razy powtarza swoje wyjście i wejście, wskazują na silnie tkwiący w niej przymus zrealizowania społecznego wzorca. Tym bardziej jest to widoczne, że wydarza się w kontraście do ekstatycznego tańca, w którym, niczym Nora w taranteli, bohaterka ujawnia swoje cierpienie i osamotnienie. Zupełnie zaskakująca okazuje się zawartość torebki, którą Wiak wnosi ze sobą na scenę – znajdują się w niej hantle. Tancerka ustawia je jeden na drugim, siada obok nich w odprężonej pozycji i kantem obcasa delikatnie dotyka krążka. Z głośników rozbrzmiewa szmer igły rysującej płytę winylową. Czekamy na utwór, który się nie rozpocznie. Cały układ taneczny odbywa się w towarzystwie adapterowych zgrzytów i pisków, jakby płyta była pusta, a igła – tępa. Dziesięciominutowe solo zostało wyreżyserowane i wykonane z dużą wrażliwością i zachowaniem balansu między komizmem sytuacji fabularnej (znudzona życiem młoda pani domu tańczy pod nieobecność męża), a przygnębiającym, by nie powiedzieć „melancholijnym”, wydźwiękiem całości. Lewandowski napomknął o inspirowaniu się obrazami Edwarda Hoppera w celu stworzenia specyficznego, nowojorskiego klimatu z połowy poprzedniego stulecia i rzeczywiście, udaje mu się uzyskać trudny do uchwycenia słowami nastrój oczekiwania i rozczarowania zarazem.

Drugi wieczór Kalejdoskopu uświetniła prapremiera Kompozycja_trzecia rzeczywistość w wykonaniu trio Piotrowska & Chitruszko & Piotrowska na scenie teatru Wydziału Sztuki Lalkarskiej Akademii Teatralnej. Podobnie jak w Melancholii, mieliśmy do czynienia z opowieścią zakorzenioną w temacie kobiecości. Tym razem jednak punktem wyjścia do niej była postać Hansa Bellmera lalkarza, fotografa i wizjonera związanego z surrealistami. Wybór ten zelektryzował późniejsze dyskusje wokół Kompozycji. Bellmerowskie lalki były bowiem figurami wypaczonymi, rozerotyzowanymi, monstrami z dziecięcą twarzą i powykręcanymi kończynami, a więc całkowitym zaprzeczeniem zaklętego w marionecie cielesnego wzorca kobiety1. Przeprowadzona w spektaklu infantylizacja dorosłych tancerek, a następnie ich seksualizacja może wydawać się kontrowersyjnym zabiegiem. Jednak ujęcie całości w konwencji slapsticku – z przejaskrawioną mimiką twarzy, niezdarną koordynacją, wizualnymi kliszami – wprowadza efekt obcości, dzięki któremu możliwe jest krytyczne bądź ironiczne odczytanie historii dwóch wchodzących w dorosłość osób. Jak wyjaśniała na spotkaniu w Miodosytni Anna Piotrowska, w jej zamyśle reżyserskim leżało przyjrzenie się kwestii dorastania i opanowywania swojego ciała z pozycji dziecięcej niewiedzy. Dzięki temu z choreografii znika pruderia, a relacja między postaciami rozwija się w miarę nabierania przez nie samoświadomości – od zaczepnych poszturchiwań po inicjację seksualną. Nie bez znaczenia pozostaje wykonywana na żywo przez Aleksandrę Piotrowską muzyka – artystka improwizuje na gitarze basowej, przez większość spektaklu nie ukazując twarzy, zespolona ze swoim instrumentem w jeden organizm. Jej obecność na scenie, mimo enigmatyczności, jest bardzo silna i przeciwważy karykaturalny występ Chitruszko i Piotrowskiej. O Kompozycji_trzeciej rzeczywistości z pewnością będzie jeszcze głośno.

Każdy z trzech zaprezentowanych spektakli wywodził się z zupełniej innej estetyki, innych metod pracy i rozumienia tego, czym jest taniec w teatrze i teatr tańca. Zestawione ze sobą abstrakcyjny Pharmakon (it radiates), fabularyzowana Melancholia i surrealistyczna Kompozycja_trzecia rzeczywistość układają się w obietnicę poszerzania granic gatunku, w którym jest miejsce zarówno na tradycję, jak i eksperyment. A to zaledwie jedna trzecia z przewidzianych w programie spektakli. Biorąc to pod uwagę, z przyjemnością można przyznać, że kuratorki Joanna Chitruszko, Anna Królica i Karolina Garbacik stanęły na wysokości zadania.

Agata M. Skrzypek, Teatralia Kraków

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 241/2018

Na zdjęciu: Przemek Kamiński w spektaklu „Pharmakon” (it radiates), fot. Maciej Zakrzewski 

Pharmakon (it radiates)

Choreografia i wykonania: Przemek Kamiński

Współpraca dramaturgiczna: Mateusz Szymanówka

Opieka artystyczna: Guy Cools

Muzyka: Arca

Reżyseria światła: Aleksandr Prowaliński

Produkcja: Art Stations Foundation by Grażyna Kulczyk w ramach Solo Projekt Plus 2017

Melancholia

Choregorafia: Jakub Lewandowski

Wykonawcy: Sylwia Hefczyńska-Lewandowska, Kinga Duda, Dominika Wiak

Spektakl powstał w ramach rezydencji podczas BalletOFFFestiwal w Nowohuckim Centrum Kultury – Krakowski Centrum Choreograficznym

Kompozycja_trzecia rzeczywistość

Koncepcja, reżyseria, choreografia: Anna Piotrowska

Kreacja i wykonanie: Anna Piotrowska, Joanna Chitruszko

Muzyka na żywo: Aleksandra Piotrowska

Prapremiera: 27 kwietnia 2018, Białystok