Nowohuckie tableau vivant (Zahipnotyzyj mnie)

Nowohuckie tableau vivant (Zahipnotyzyj mnie)

Zderzenie twórczości Zygmunta Koniecznego z malarstwem różnych epok. Tym odważnym pomysłem Teatr Ludowy w Krakowie wkracza w nowy sezon teatralny. Zahipnotyzuj mnie – piosenki Zygmunta Koniecznego (reż. Małgorzata Bogajewska) stara się uwieść formą, trafić do sentymentów widza i zachęcić do sięgnięcia po to, co powoli jest zapominane. Niestety niewiele się z tego udaje, a początkowe zainteresowanie koncepcją ustępuje poczuciu niedosytu.   

Jeszcze przed kilkoma laty o Teatrze Ludowym w Krakowie mówiło się niewiele, o ile w ogóle. Słowacki, Stary, STU czy Bagatela oferowały w swoim repertuarze w zasadzie wszystko, czego mógłby chcieć zagorzały miłośnik teatru lub bardziej przypadkowy widz zainteresowany plakatem, który zobaczył, wysiadając z tramwaju na Bagateli. Jeśli ktoś wybierał się już na Nową Hutę, to raczej do bardziej rozpoznawalnej Łaźni Nowej, która pod dyrekcją Bartosza Szydłowskiego wyraźnie zdominowała dzielnicę. Jednak wydarzenia zeszłego sezonu wywołały niemałą roszadę na krakowskiej mapie teatralnej. Ludowy i Słowacki (obecnie Teatr w Krakowie) postawiły na zmianę dość negatywnego, przede wszystkim w mniej konserwatywnych środowiskach, wizerunku, który ciążył nad nimi w ostatnich sezonach. Stery Ludowego przejęła Małgorzata Bogajewska, zapowiadając ambitniejszy repertuar. Słowa dotrzymała, czego dowodem może być obecność w repertuarze spektakli Jacka Poniedziałka czy Aleksandry Popławskiej (a więc odpowiednio Williamsa i Masłowskiej) – aktorów kojarzonych z warszawską ekstraklasą polskiego teatru. Sukcesem była także świetna Sprawa Friedmanów Marcina Wierzchowskiego, która znalazła się w TOP 10 sezonu 2016/2017 czołowych krytyków teatralnych. Niewykluczone, że właśnie dlatego niektórzy krakowscy widzowie teatralni będą coraz częściej kierowali swoje kroki właśnie do Teatru Ludowego,  który najnowszyc sezon otwiera premierą  Zahipnotyzuj mnie – piosenki Zygmunta Koniecznego w reżyserii samej dyrektorki teatru.

Sam tytuł zdradza niemało. Podstawę spektaklu stanowią piosenki (swego czasu przeboje) Zygmunta Koniecznego –obchodzącego w tym roku swoje osiemdziesiąte urodziny kompozytora, kojarzonego przede wszystkim ze środowiskiem Piwnicy pod Baranami, ale i nie stroniącego od teatru i filmu. Wykonują je aktorzy Ludowego i zaproszeni goście, a także obecni na scenie muzycy, będący w istocie jedynym, co spaja ze sobą poszczególne fragmenty spektaklu. Tłem dla wykonywanych utworów są scenograficzne i choreograficzne ilustracje, które mniej lub bardziej nawiązują do tekstów śpiewanych piosenek. Nieprzypadkowo korzystam z pojęcia „ilustracji”, bowiem momentami Bogajewska wyraźnie inspiruje się silnie zakorzenionymi w kulturze dziełami malarskimi. Mamy tu MleczarkęJana Vermeera, Pomarańczarkę Gierymskiego, Portret dziennikarki Sylvii von Harden Otto Dix’a, Kolejka trwa Wróblewskiego czy wreszcie (o, zgrozo!) Stańczyka Matejki, i wiele innych. Niestety trudno doszukać się klucza, według którego twórcy najnowszej nowohuckiej premiery dobierali kolejne obrazy. Czasem ich wybór wydaje się raczej przypadkowy (jak w przypadku Rozpłatanego wołu Rembrandta), a czasem bazuje na prostych skojarzeniach ze słowami piosenek (utwór Tomaszów z niemieckimi wstawkami, któremu towarzyszy wspomniany portret niemieckiej dziennikarki Dix’a). W konsekwencji sceniczne odtworzenie powszechnie znanych płócien pozostaje niczym więcej, jak tylko wizualną zabawą w tzw. „żywe obrazy”. Konwencja tableau vivant jest zresztą sugerowana już w pierwszej scenie: Weronika Kowalska, zanim wykona swój pierwszy utwór i przedstawi cały zespół aktorsko-muzyczny, wstaje z łózka i przekracza wiszącą przed nim pustą ramę obrazu, uśmiechając się do publiczności.

Nie trzeba wielkiej znajomości twórczości Zygmunta Koniecznego ani erudycji w zakresie historii sztuki, żeby zauważyć, że proponowane przez twórców Zahipnotyzuj mnie zestawienie jest nie tylko niecodzienne, ale także dość ryzykowne. Doświadczenie uczy, że ryzyko często może jednak  prowadzić do spektakularnych sukcesów, a  jeśli nie –  to przynajmniej budzi ciekawość i zainteresowanie. Niestety w Teatrze Ludowym tym razem się to nie udało. Już po kilku piosenkach orientujemy się, że poza samym Koniecznym i kolejnymi działami malarskimi nic więcej ich ze sobą nie łączy. Brakuje próby reinterpretacji tekstów, nic nie jest problematyzowane, nie jesteśmy w stanie uchwycić się czegokolwiek, za czym moglibyśmy w naszej interpretacji wyjść poza samo przedstawienie. Czy to zarzut? Raczej nie. Taką przyjęto konwencję i trzeba się z tym pogodzić. Zdaje się, że twórcy świadomie rezygnują z opowiadania, na rzecz uwodzenia widza formą – muzyczną i plastyczną (choć trudno uciec od przekonania, że sięgnięcie po tak ważne i znaczące dla kultury dzieła musi ciągnąć za sobą próbę podjęcia jakiejś refleksji).

Czy jednak na poziomie formalnym spektakl z Teatru Ludowego może uchodzić za wyróżniający się? Z przykrością trzeba powiedzieć, że tylko za przeciętny. Kuleje zarówno warstwa muzyczna, jak i wizualna. Mówiąc o tej pierwszej, nie można zapomnieć, że aktorzy (niektórzy prawdopodobnie w ogóle nie przyzwyczajeni do występów wokalnych) mierzą się tu z legendarnymi wykonaniami piosenek Koniecznego (mam tu na myśli choćby Grande Valse Brillante czy Karuzelę z Madonnami Ewy Demarczyk). Co więcej, utwory te do najłatwiejszych nie należą. Zadanie członków zespołu jest zatem podwójnie utrudnione. Prawdopodobnie właśnie dlatego wypadają oni blado, a kolejne utwory są niesione raczej przez ich zakorzenienie w pamięci słuchających niż zachwyt nad tym, co publiczność właśnie słyszy. Na wyróżnienie zasługują jednak, wspomniana już tutaj, Weronika Kowalska (znana z popularnego i odnoszącego sukcesy Do Dna z PWST) oraz Paulina Kondrak, które wykonują po kilka skrajnie różnych od siebie piosenek, zaskakując różnorodnością możliwości wokalno-aktorskich.

Największy zawód przynosi jednak sposób, w jaki przywoływane są obrazy kolejnych mistrzów pędzla. Pojawiają się i znikają w dość topornej i wymuszonej choreografii, której jedynym celem jest jak najszybsze wyniesienie rekwizytów już użytych, a następnie wniesienie tych, które zaraz będą wykorzystane. Co więcej, wykorzystywane przedmioty często tracą na wyrazistości przez niedoświetlenie, bądź niepotrzebne prześwietlenie (niewspółgrające ani z nastrojem danej sceny, ani z malarskim oryginałem). Prowadzi to do poczucia braku pewności w ich scenicznej aranżacji, co z kolei zabija siłę, z jaką poszczególne sceny mogłyby działać na widza.

Mimo wszystko, gdy raz jeszcze wracam do samego tytułu najnowszej premiery Bogajewskiej, skupiając się głównie na jego drugim członie – „piosenki Zygmunta Koniecznego” – to nie mogę całkowicie odradzić wizyty w Teatrze Ludowym. Jeśli jednak miałbym kierować słowa zachęty, żeby udać się na Zahipnotyzuj mnie, polecałbym wtedy spektakl przede wszystkim tym, którym zależy na przypomnieniu sobie (bądź poznaniu) piosenek krakowskiego kompozytora w sposób odmienny, niż poprzez sięgnięcie na półkę po płytę bądź wpisanie krótkiego hasła w YouTube’owej wyszukiwarce. Najnowszy projekt teatru z Osiedla Nowohuckiego jest bowiem bliższy benefisowi, okraszonemu subtelnymi wstawkami wizualnymi i prezentującemu największe hity twórcy niż pełnowymiarowemu spektaklowi.

 

 

Maciej Guzy, Teatralia Kraków

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 208/2017

 

Teatr Ludowy w Krakowie,

Zahipnotyzuj mnie – piosenki Zygmunta Koniecznego

Muzyka: Zygmunt Konieczny

Reżyseria: Małgorzata Bogajewska

Kierownik muzyczny: Konrad Mastyło

Scenografia i kostiumy: Barbara Ferlak

Choreografia: Maćko Prusak

Inspicjent: Martyna Rezner

Wizualizacje: Dawid Kozłowski

Zespół muzyczny w składzie: Konrad Mastyło (fortepian), Tomasz Góra (skrzypce), Michał Braszak (kontrabas), Krzysztof Oczkowski (gitara), Michał Peiker (perkusja)

Obsada: Marta Bizoń, Paulina Kondrak, Weronika Kowalska, Małgorzata Krzysica, Karol Polak, Jan Nosal, Ryszard Starosta, Barbara Szałapak, Jacek Wojciechowski, Kajetan Wolniewicz

Premiera: 7 października 2017

Maciej Guzy, rocznik 1995, student Wiedzy o teatrze.