Nosorożec ma najgorzej (Kto pocieszy pechowego Nosorożca?)

Nosorożec ma najgorzej (Kto pocieszy pechowego Nosorożca?)

Pamiętam, jak w dzieciństwie po pewnym czasie nudziły mi się te najbardziej kanoniczne wersje bajek czytanych lub opowiadanych przez rodziców. I wtedy mama nie miała wyjścia – musiała improwizować. W latach 60. ubiegłego wieku dla innej, wówczas kilkuletniej Agnieszki opowieści wymyślał jej tato. Tak się składa, że był filozofem, a swoje historie skrzętnie spisywał. Dzięki temu w roku 2018 po bajkę Leszka Kołakowskiego, bo o nim właśnie mowa, Kto z was chciałby rozweselić pechowego nosorożca? mógł sięgnąć krakowski twórca, Lech Walicki. I chwała mu za to.

Nosorożec nie ma imienia. Ma za to pecha tak wielkiego, jak on sam i całe morze zmartwień, które po (domorosłej) analizie psychologicznej mogą sprawiać wrażenie problemów na tle ambicjonalnym, ze zbyt wysokim ego lub zaburzeń tożsamościowych. Największym jego utrapieniem jest to, że nie potrafi fruwać. I właśnie brak tej umiejętności daje początek przygodom : zaczyna się od niefortunnej przyjaźni z miłym, ale głupiutkim Wróblem, następnie dochodzi do spotkania z gburowatym Samolotem, a na koniec przydarza się mu bardzo niebezpieczna historia na morzu. Jak to w bajkach jednak bywa, wszystko dobrze się kończy, ale bynajmniej nie naiwnym happy endem, a raczej zaakceptowaniem siebie, ze wszystkimi wadami i zaletami. Całości dopełnia niebanalna warstwa muzyczna, którą cechują niemal niekończące się zabawy łączeniem i mieszaniem gatunków.

Pechowiec z rogiem właściwie od początku zjednał sobie sympatię dzieciaków, do czego w dużej mierze przyczynił się sposób wizualizacji jego postaci. Realistyczne wykonanie umożliwia mu posyłanie widzom nieco melancholijnego spojrzenia ruchomych gałek ocznych. A kiedy dodać do tego animację opartą na motoryce właściwej dużemu i ciężkiemu zwierzęciu, to trudno go nie polubić. Rodzaj przeciwwagi dla wyglądu Nosorożca stanowią pozostałe kostiumy. Dominuje w nich minimalizm i spora doza zaufania do młodego widza, który widząc np. koszulkę w granatowe paski, powinien domyślić się, że chodzi o marynarza.

Na pierwszy rzut oka mamy tu do czynienia z aktorstwem lekkim i przyjemnym, ale gdy się lepiej przyjrzeć, można zauważyć, że uwaga aktorów praktycznie cały czas kierowana jest na odbiorców. Artyści czasem pozwalają sobie na miniimprowizacje, ale chodzi raczej o to, by zawsze trafić z odpowiednim rytmem. Przyspieszyć, gdy akcja rozwija się zbyt wolno, lub zwolnić, aby uniknąć galopady wrażeń i doświadczeń estetycznych, których wielości maluchy mogłyby nie przyswoić. Nie wolno zapominać, że dzieci w kwestii oceniania to najbardziej bezlitosne istoty na świecie i z pewnością nie omieszkają zamanifestować w sposób mniej lub bardziej ostentacyjny, że spektakl je nudzi. Aktorzy Groteski zdają sobie z tego doskonale sprawę.

Zasada umowności (tak przecież bliska zabawom dziecięcym) przenika właściwie cały spektakl, można odnotować ją już na samym początku, kiedy Jakub Popławski stojąc tyłem do widowni, zakłada coś na ręce. Dopiero kiedy to zrobi, wejdzie w swoją rolę. W białych, przykuwających uwagę rękawiczkach staje się nagle, a zarazem trochę jakby od niechcenia, najznakomitszym ze znakomitych konferansjerów. Podobnie dzieje się, gdy Nosorożec potrzebuje skrzydeł. Wróbel odpina wtedy swoje, jakby oczywistością było, że bez problemu może pożyczyć je koledze.

Jako że cały urok teatru tkwi w jego efemeryczności, warto w tym miejscu przyjrzeć się jeszcze temu, co działo się (i dzieje) wokół spektaklu. Po pierwsze, Groteska idzie z duchem czasu i nawet będąc, bądź co bądź, swoistym monopolistą pośród krakowskich teatrów grających dla najmłodszych nie spoczywa na laurach. Przeciwnie – stara się angażować widza jeszcze zanim wybierze się on do teatru. Nie kręci przy tym nosem na współczesne media i zamieszcza na YouTube nagranie głównej piosenki spektaklu. Na pytanie czy strategia ta przyniosła pożądane rezultaty, najlepszą odpowiedzią niech będą rozśpiewane maluchy, znające tekst na pamięć już na pokazach premierowych. Po drugie, happening i manifest, o których można przeczytać na Facebooku Groteski: „Obywatelu, nie zabijaj swoich marzeń! Nie cudzołóż, wróć do Teatru!Taki manifest usłyszeli mieszkańcy miasta i turyści podczas happeningu, jaki zorganizowaliśmy dzisiaj – w piątek, 13 – na krakowskim Rynku. Akcja miała na celu aktywizację uczestnictwa w życiu kulturalnym”. Nosorożec o rozmiarach zbliżonych do rzeczywistych, jak gdyby nigdy nic zmierzający ulicą Szewską wprost na Rynek, naprawdę robi wrażenie. I w dodatku daje nadzieję, że teatr, nawet ten dziecięcy, nie zamierza zamykać się w czterech ścianach, ale przeciwnie – chce pokazać, że też ma coś do powiedzenia. Robi to zresztą w sobie właściwy sposób – po części „lalkowo”, a już na pewno z wyobraźnią. Nosorożec nie ma zatem tak najgorzej.

Agnieszka Dziedzic, Teatralia Kraków

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 239//2018

Teatr Groteska w Krakowie

Lech Walicki

Kto pocieszy pechowego Nosorożca?

na podstawie opowiadania Kto z was chciałby rozweselić pechowego nosorożca? Leszka Kołakowskiego

reżyseria: Lech Walicki

scenografia i multimedia: Małgorzata Zwolińska

choreografia: Jarosław Staniek

muzyka: Iga Eckert

obsada: Konferansjer, Osiłek: Jakub Popławski; Krystyna, Wróbel, Samolot, Marynarz: Diana Jędrzejewska; Agnieszka, Samolot, Marynarz: Maja Kubacka; Justyna, Samolot, Kapitan: Iwona Olszewska-Watemborska; Nosorożec: Lech Walicki i Łukasz Rutkowski

premiera: 7 kwietnia 2018

fot. Grzegorz Mart