Nasza mała poprawność (Metafory Rzeczywistości 2017)

Nasza mała poprawność (Metafory Rzeczywistości 2017)

Z tegorocznymi Metaforami Rzeczywistości jest jak z polską reprezentacją w piłce nożnej dziesięć lat temu. Siedziało się na stadionie, ludzie śpiewali, nasi nie przegrywają i cały czas mamy nadzieję, że w końcówce coś strzelą, że już zaraz się uda. Je się tanią kiełbasę, widzi się ten wyczekujący z nadzieją tłum rodaków. Ale mija 90 minuta, bezbramkowo remisujemy i kolejne mistrzostwa się oddalają. Wracasz do domu, uświadamiając sobie, że znowu nic się nie zmieniło, że w sumie to „następnym razem się uda”, a od kiełbasy dostałeś zgagi.

Pytanie brzmi: czy sezonowi kibice skuszeni do teatru dużą ilością prezentacji w niskiej cenie przyjdą do teatru już na pełnoprawne spektakle? W dniach 21-22 października odbył się dziesiąty konkurs na formę dramatyczną w Teatrze Polskim. Świetna atmosfera festiwalowa, pod teatrem food trucki, nagroda finansowa i sześć performatywnych czytań, które zostały wybrane z ponad stu nadesłanych prac. Publiczność też dopisała, gremialnie zapełniając widownię na wszystkich prezentacjach. Brzmi jak przepis na wydarzenie, o którym będzie się mówiło. Od kiedy pałeczkę dyrygenta Teatru Polskiego przejął Maciej Nowak, zainicjowany przez poprzedniego dyrektora konkurs Metafory Rzeczywistości nabrał innej energii. Tegoroczne hasło “Where is my vote?” wraz z otwarciem na formy muzyczne – przez współpracę z Teatrem Wielkim wydało się jednocześnie aktualne i pozostawiające pole do popisu.

Trzeba przyznać, że spektrum głosów dramaturgów było szerokie. Najsłabiej wybrzmiało performatywne czytanie próby operowej – z tą formą publiczność mogła się spotkać tylko podczas jednorazowej prezentacji (inne propozycje repertuarowe wystawiano kilkakrotnie). Jerzey Fryderyk Wojciechowski w Ofelii usiłował połączyć wielogłosowość odbioru szekspirowskiej postaci poprzez synkretyzm poetyk. Eklektyczne wersje poszczególnych arii wywoływały niemałą dezorientację na widowni, ale był to eksperyment ze wszechmiar intrygujący. Zderzyć Ofelię samoświadomą z klasycznie bezradną, Ofelię-ofiarę z Ofelią-bezwzględną. Przy odbiorze głównej nagrody (nadesłano 4 utwory, przy czym jednemu z finalistów nie udało się zdobyć praw do prezentacji) dyrektorka Teatru Wielkiego zapewniła, że dzieło Wojciechowskiego zostanie w Poznaniu wystawione. Pozostaje oczekiwać na premierę, która z pewnością zbierze większą publiczność, a tekst nie zostanie zapomniany. Sam pomysł, aby rozszerzyć konkurs o formy muzyczne debiutował w tym roku, czym być może należy tłumaczyć pozostawienie Ofelii niejako na marginesie Metafor Rzeczywistości 2017.

Siłą rzeczy bardziej zacięta była rywalizacja wśród utworów dramatycznych. Adrianna Alksnin w 3 mm wzięła na tapet dyskurs feministyczny: motywem przewodnim tekstu jest podmiotowość kobiety, która wskutek poronienia zostaje odrzucona przez idealne do tej pory społeczeństwo. Mąż traci zainteresowanie, teściowa cierpliwość, a ksiądz nadzieję na zbawienie duszyczki nienarodzonej parafianki. Bardzo zaangażowani aktorzy z pasją wygłaszali swoje kwestie, które sprawiały niestety wrażenie mocno sloganowych. Smutny jest fakt, że temat tak aktualny, pojawiający się już na poprzednich edycjach Metafor został potraktowany pobieżnie i nie wywołuje większych emocji. W tym przypadku dosadna prostota raczej nie odnosi sukcesu, choć wywołuje pewien smutek.

Kwestię głosu neutralnego podjął Andrzej Błażewicz w Hajdukach. Z opowieści o wrażliwym chłopaku, który jest rozproszony pomiędzy konserwatywną rodziną a lewicującą bohemą oraz nacjonalistycznymi znajomymi nie wynika niestety wiele. Autor szuka złotego środka między balansem scen, wskazuje na ciekawe symetrie między poglądami wikłając bohatera w stanowczo zbyt schematyczny labirynt. Aktorzy świetnie poradzili sobie z przestrzenią teatralnego foyer, nieustannie zmieniają maski, ale efekt pozostaje dosyć sterylny. W samym tekście tkwi większy potencjał, który niestety potyka się o momentami trywialne stereotypy, także językowe.

W piwnicy teatru zaprezentowano z kolei postdramatyczną wersję opowieści o stereotypowej księżniczce Disneya. Rozszczepianie głosów, opowieść o zdobywaniu serc publiczności i drodze do sławy przenikają się z karykaturalnymi patriarchalnymi morałami. Historia o marzącej dziewczynce toczy się zgrabnie, dobrze rozłożone elementy komediowe trafiają w punkt, ale tylko do czasu. Dopóki prezentacja pozostawiała jakieś nadzieje na to, że odwołania do Królewny Śnieżki czy Kopciuszka dążyły do uniwersalnego modelu prowadzenia narracji o kobiecie w showbiznesie, aktorzy trzymali widownię jak na smyczy, krótko. Niestety, pod koniec Sleeping Beauty Małgorzata Lech serwuje rozwiązanie intrygi banalnym monologiem Violetty Villas, której historię właśnie nam zaprezentowano. Podanie na tacy jedynej słusznej, według autorki, interpretacji wyraźnie osłabia wydźwięk całego tekstu.

Miłą niespodzianką okazał się teatralny stand-up Jacka Kozłowskiego zatytułowany przekornie Jak uratować świat?. Występujący w nim Przemysław Chojęta wciela się kolejno w postacie Michela Houellebecq’a, Elfriede Jelinek i Robina Williamsa. Monologi skrzą się intelektualizowanym humorem, a publiczność pęka ze śmiechu. Zabawa satyrą jest jednak bardzo prosta i nieoryginalna, szczególnie w kontekście poprzednich dokonań autora. Swoją nagrodę przyznało Kozłowskiemu Jury Społeczne, ale wydaje się, że poza zaprezentowanym już czytaniem z tego tekstu nie da się już niczego więcej wydobyć. Trochę za mało, by stać się pełnoprawnym spektaklem, trochę za dużo na skecz. Głos pozorowany, efekciarski, ale bardzo potrzebny.

Nagrodę główną Prezydenta Miasta Poznania otrzymała Alicja Łukasik za dramat Dni powszednie. To historia ambitnej kobiety trafiającej do korporacji w wielkim mieście. Wyraźnie inspirowana językiem Masłowskiej opowieść toczy się z początku wartko, skupia uwagę na gładkich sloganach, obietnicach, a potem następuje katastrofa. Prezentacja zwalnia, aktorki oddalają się od siebie i szukają pocieszenia w złotych myślach rodem z książek Beaty Pawlikowskiej. Niknie nadzieja na karierę, nikną emocje, tekst zaczyna gasnąć. Głos rozczarowania staje się wówczas metaforą zarówno rzeczywistości, jak i samego konkursu. Symboliczne jest wypowiedziane przez aktorkę zakończenie:„hashtag koniec!”

Zrozumiałym wydaje się werdykt Jury Dziennikarskiego, które nie przyznało nagrody żadnemu z finalistów. Każdy z tekstów trzymał solidny poziom i budził zainteresowanie widowni, ale zawsze brakowało tego czegoś, co sprawia, że o spektaklu chce się rozmawiać.

Być może najistotniejszym głosem pewnego rodzaju rozpaczy były słowa Grzegorza Wierusa, który zapytał “kto słyszy operę? Czy opera dzieli z teatrem dramatycznym publikę?” Odpowiedzi zabrakło.

Wielość głosów oraz pomysłów inscenizacyjnych naprawdę budziły nadzieję, które ostatecznie pozostały niespełnione. Zabrakło tekstu wybitnego, nieoczywiście oryginalnego. Nie zmienia to faktu, że Metafory Rzeczywistości ponownie dostarczyły dużej dawki atrakcyjnego teatru, a moje rozczarowanie bierze się głównie z powodu zawyżonych przez poprzednie edycje oczekiwań. Świetna impreza teatralna z niezłymi tekstami z nieuwolnionym potencjałem. I dobrze, bo polska reprezentacja się wyrobiła, więc po jednym meczu nie ogłasza się kryzysu. Może to był jednak zwycięski remis?

 

Tomasz Błaszak, Teatralia Poznań

Internetowy Magazyn “Teatralia”, numer 213/2017

Teatr Polski i Teatr Wielki w Poznaniu

X Metafory Rzeczywistości 2017
21-22 października

Tomasz Błaszak (1993), absolwent filologii polskiej, niedoszły teatrolog. Kulturalne sznyty zbierał na poznańskim Dębcu. Uwielbia filmy Charliego Kaufmana, twórczość Darka Foksa i wołacz. Nie zna się na warzywach ani muzyce.