Najlepsza obsługa w mieście (Kelnerzy)

Najlepsza obsługa w mieście (Kelnerzy)

Dramaty rozpisane tylko na dwóch aktorów często kuszą mniejsze, nieinstytucjonalne teatry, w których niejednokrotnie główną motywacją są czynniki natury ekonomicznej i organizacyjnej. Jednak sztuki dwuosobowe (tak łatwo dostępne, jak zdawać by się mogło) mają pewne ukryte koszty, znacznie przekraczające możliwości mniej doświadczonych zespołów. Chodzi konkretnie o bezwzględne wzajemne zaufanie na scenie, właściwe starym wyjadaczom. Spektaklem Kelnerzy Teatr Bez Rzędów udawania, że profesjonalizmem dorasta do poziomu innych uznanych krakowskich scen. A niektóre, z tych nawet najbardziej znanych, wręcz przerasta.

Kelnerzy, na podstawie jednoaktówki The Dumb Waiter Harolda Pintera z 1957 roku, to historia o dwóch podejrzanych i niezbyt sympatycznych typkach, Benie (Łukasz Pracki) i Gusie (Jakub Popławski), którzy podszywając się pod wytwornych kelnerów, przeprowadzają napady z bronią w ręku. Czy zabijają? A może tylko zastraszają? Trudno cokolwiek powiedzieć, gdyż Ben i Gus stanowią zaledwie jedno mało znaczące ogniwo utajnionej grupy przestępczej. Zakres ich działań jest ściśle wytyczony. Posługują się – jak przystało na artystów w swoim fachu – wyuczoną partyturą, a przebieg akcji recytują niczym teatralną rolę. A między nimi samymi, we wnętrzach obcych, wynajmowanych tylko na czas danego napadu pokojach, rozgrywa się spektakl dominacji, uległości i manipulacji.

Puszczane z offu utwory Jana Sebastiana Bacha pojawiają się prawie zawsze – z wyjątkiem finału, który wszystko wywraca do góry nogami – jako gustowne domknięcie sytuacji scenicznej i zarazem załagodzenie narastającego konfliktu między Benem a Gusem. Po kilku taktach przyjemnej dla ucha muzyki zawsze gaśnie światło.
Równolegle do rozwoju fabuły trwa proces stwarzania postaci. Na oczach widzów przepoczwarzają się z rozmemłanych, wyciągniętych na pryczach mężczyzn w eleganckich, wyrafinowanych kelnerów w białych koszulach, szykownych, śnieżnobiałych frakach z czarnymi muszkami. Ubieranie poszczególnych części garderoby – bardzo precyzyjne i dobrze przemyślane – na tyle rozciąga się w czasie, że przybiera niemal formę rytuału przejścia. Przejścia na złą stronę mocy.

W dobie ascetycznych, minimalistycznych czy konceptualnych projektów scenograficznych na swój sposób urzeka scenografia Kelnerów. Nie jest może wysokobudżetowa, nie powala rozmachem czy nowatorstwem. Czaruje za to skupieniem na szczególe. Jeśli więc mają pojawić się prycze, to koniecznie takie, żeby nawet widzowie siedzący na końcu sali widzieli, że są niewygodne i na pewno trzeszczą nieprzyjemnie. Jeśli lustro – to koniecznie przybrudzone. Jest wreszcie i wentylator sufitowy, obracający się przez cały spektakl w niespiesznym rytmie, aby w finale rozpędzić się do zawrotnej prędkości, o którą chyba sam producent by go nie posądził. Można by tak jeszcze długo wymieniać, bo w Kelnerach absolutnie każdy element scenografii jest ważny, nietransparentny i nigdy przypadkowy. Nie dotarłam niestety do informacji, kto stworzył tę scenografię. Posiadając jednak pewne wyobrażenie o samowystarczalności Teatru Bez Rzędów przypuszczam, że i za tym stoją panowie Pracki i Popławski, ewentualnie z pomocą innych osób związanych ze sceną przy Krakowskiej 13.

Wróćmy jeszcze raz do aktorów i jednocześnie reżyserów przedstawienia. Łukasz Pracki i Jakub Popławski tworzą idealny duet, a jego doskonałość polega między innymi na zaistnieniu w odpowiednim miejscu i czasie. Na tym, że właśnie na siebie trafili. Aktorzy różnią się absolutnie wszystkim: warunkami fizycznymi, usposobieniem i sposobem gry. Pracki: postawny, wysoki, milczący, zdyscyplinowany, oszczędny w gestach. Popławski: krępy, rozhisteryzowany, nieporadny, rozbiegany i chwilami nadekspresyjny. Za sprawą licznych, mniejszych lub większych sprzeczek i przepychanek słownych, konsekwentnie serwowanych prze aktorów od początku przedstawienia, ma szansę wybrzmieć w pełni ostatnia scena, podczas której w mistrzowski sposób stoczą ostatnią batalię. Zwycięsko wyjdzie z niej tylko jeden, a drugi zostanie zastrzelony. Choć może wcale nie, bo akcję w momencie najsilniejszego napięcia dramatycznego ucina black out (a w tekście sztuki – opadnięcie kurtyny). Idźcie sami i zobaczcie. Nawet nie po to, żeby dowiedzieć się, kto kogo zastrzeli, ale dla lodowatego błysku w oku Prackiego i wyzwalającego śmiechu Popławskiego. I jeszcze dla huku strzału, który nie pada realnie, ale (w pobudzonej spektaklem wyobraźni) rozsadza wręcz głowę.

Agnieszka Dziedzic, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 226/2018

Teatr Bez Rzędów w Krakowie
Kelnerzy
na podstawie The Dumb Waiter
Harold Pinter

reżyseria: Jakub Popławski, Łukasz Pracki
muzyka: Jan Sebastian Bach
obsada: Jakub Popławski, Łukasz Pracki
premiera: 17 lipca 2015