Na bezludnej wyspie (Filoktet)

Na bezludnej wyspie (Filoktet)

Już od ponad miesiąca Teatr Jaracza zaprasza widzów do obejrzenia sztuki Wojciecha Klemma utworzonej na podstawie dzieła niemieckiego dramatopisarza Heinera Müllera i będącej swobodną interpretacją mitologicznej historii znakomitego łucznika Filokteta. Reżyser eksperymentuje z formą, ukazując ciągłe sprzeczności w zachowaniu bohaterów i ich nieszablonowe posunięcia.

Akcja rozpoczyna się przybyciem greckich wojowników na wyspę Lemnos – Odyseusza (Bogusława Pawelec) z Neoptolemosem, synem Achillesa (Iwona Karlicka). Mają oni za zadanie sprowadzić pod Troję Filokteta (Iwona Dróżdż-Rybińska), gdyż według przepowiedni obrońcy oblężonego od lat miasta mogą zostać ostatecznie pokonani jedynie przy jego pomocy. Warto wspomnieć okoliczności znalezienia się Filokteta samotnie na wyspie. Został on bowiem porzucony tam przez swych towarzyszy, gdy dziesięć lat wcześniej wyruszali na wojnę. Wojownika ukąsił wtedy wąż, zraniony palec u nogi zaczął ropieć, co skutkowało nieprzyjemnym zapachem i częstymi jękami poszkodowanego. Osamotnionemu i rannemu pozostawiono jedynie włócznię i strzały, by mógł zdobywać pożywienie. Brak kontaktu z drugim człowiekiem, odżywianie się sępami i postępujące zakażenie nogi doprowadziły do niemal całkowitej dehumanizacji Filokteta. Mężczyzna zaczął zachowywać się jak człowiek pierwotny, jaskiniowiec lub nawet dziki zwierz. Takim też spotyka go Neoptolemos wysłany przez Odyseusza. Nowo przybyły rozpoczyna próbę zwabienia mieszkańca wyspy na statek.

Postać Filokteta szokuje, ukazując jednocześnie stopień zdziczenia i szaleństwa, który może osiągnąć jednostka wyalienowana. Gdy bohater spotyka na wyspie drugiego człowieka, poczyna go oglądać z każdej strony – wkłada nawet głowę między nogi przybysza i obwąchuje jak pies. Jest niezrównoważony i rozchwiany emocjonalnie. Dominuje nad przybyłym, używa w stosunku do niego siły fizycznej, by chwilę później kulić się ze skruchą na ziemi. Jego sposób wysławiania się cechuje prostota i wulgarność, które można wytłumaczyć faktem nieużywania aparatu mowy przez tak długi czas. Iwona Dróżdż-Rybińska w tej roli wypada wyjątkowo autentycznie. Sprawia wrażenie przybyłej z czasów, gdy cywilizacja ludzka dopiero zaczynała się rozwijać.

Antyczna zasada decorum zostaje wielokrotnie złamana, jednak niezachwianie obowiązuje jedność czasu, miejsca i akcji. Wydarzenia rozgrywają się wyłącznie na wyspie, przypominającej raczej podwórko niźli naturalną i dziką naturę. Podłogę małej sceny wyłożono szarymi, betonowymi blokami, tworzącymi gdzieniegdzie schodki. Z lewej strony ustawiono złożoną z trzech krzeseł czarną ławkę, z czego jedno z siedzisk zostało wygięte pod nietypowym kątem. Prawą stronę sceny zajmuje zaś niecodzienna konstrukcja. Jest to góra żelastwa – zespawanych ze sobą fragmentów ogrodzenia, bramy, spiralnych schodów – cała również w czarnym kolorze. Do ogólnej, burej kolorystyki scenografii wpasowują się stroje aktorek. Nie przypominają one w żadnym stopniu zbroi antycznych wojowników, a raczej łachmany ulicznych nędzarzy. Ciała postaci są przykryte warstwą brudu – noszą znamiona walki o Troję lub o przetrwanie. Filoktet ma ponadto całą prawą nogę obwiązaną szmatami i obklejoną taśmą, a jego włosy zostały nastroszone niczym lwia grzywa.

Gra aktorska to bez wątpliwości największy atut przedstawiania Klemma. Każda z trzech kobiet wcielających się w role wojowników pokazała swe niesamowite zdolności aktorskie. Ciągły ruch na scenie i popadanie co chwilę w skrajne emocje z pewnością umożliwia zaprezentowanie kunsztu aktorek w całej okazałości, jednak jednocześnie stwarza problem kompletnego odbioru dzieła widzom. Bieganina, krzątanina i ogłuszający krzyk dochodzący ze sceny (wydawany głównie przez Filokteta) są może uzasadnionymi zabiegami reżysera, jednak zostały mocno przejaskrawione, wprowadzają chaos. Największy zamęt panuje podczas bitwy o łuk, czyli jednoczesnego wyrywania go sobie przez wszystkie postaci, a także podczas ostatniego starcia na ziemi, które przywodzi na myśl gombrowiczowską „kupę” i zwiastuje rychłe, tragiczne zakończenie akcji. Można by pokusić się o stwierdzenie przerostu formy nad treścią. Mimo niewątpliwej wartościowości – mamy bowiem do czynienia z zagadnieniami wyobcowania, walki, kłamstwa i manipulacji, a także rozterek wewnętrznych Neoptolemosa (któremu sumienie dyktuje wyjawienie intrygi) – niedawna premiera w Teatrze Jaracza jest wyjątkowo trudna w odbiorze.

 

Natalia Chuszcz, Teatralia Łódź

 Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 200/2017

Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi

Heiner Müller

Filoktet

reżyseria: Wojciech Klemm

przekład: Jacek St. Buras

scenografia: Kornelia Dzikowska

kostiumy: Julia Kornacka

muzyka: Dominik Strycharski

choreografia: Maćko Prusak

inspicjent/sufler: Ewa Wielgosińska

kierownik techniczny: Grzegorz Nowak

operator światła: Olaf Makiewicz

operator dźwięku: Waldemar Osiecki

obsada: Iwona Dróżdż-Rybińska (Filoktet), Bogusława Pawelec (Odyseusz), Iwona Karlicka (Neoptolemos)

premiera: 25 marca 2017

fot. K. Bieliński

Natalia Chuszcz – w teatrze pociągają ją niekonwencjonalne rozwiązania, mowa ciała i muzyka. Nałogowo czyta książki oraz tańczy.