To musi być coś więcej (Piaf)

To musi być coś więcej (Piaf)

Po piętnastu latach na deski Teatru Siemaszkowej powraca Piaf Pam Gems w reżyserii Jana Szurmieja. Spektakl, który w pamięci rzeszowskiej publiczności zapisał się jako kultowy, pokazuje ciężkie i zarazem fascynujące życie słynnej francuskiej pieśniarki (w tej roli zamiennie Małgorzata Pruchnik-Chołka, Dagny Cipora).Osoby, które znają przedstawienie z 2003 roku wyłącznie z entuzjastycznych recenzji, mogą być lekko rozczarowane sposobem, w jaki zostały opowiedziane losy charyzmatycznej artystki. Szurmiej serwuje nam widowisko w konwencji tradycyjnego teatru pozbawione fajerwerków inscenizacyjnych, lecz niepozbawione dłużyzn.

W scenie otwierającej spektakl widzimy grupę osób w maskach i tajemniczych kostiumach, prawdopodobnie uosabiających rychłe nadejście śmierci. To melancholijne intro, jest chybioną próbą dodania metafizycznej głębi prezentowanym zdarzeniom z życia artystki. Biografia Piaf obfituje w na tyle dramatyczne momenty, że nie ma potrzeby podkreślania jej uniwersalnego charakteru.

Na szczęście w dalszej części spektaklu Szurmiej rezygnuje z nachalnego poetyzowania świata głównej bohaterki. W zamian skupia się na warstwie obyczajowej.  Poznajemy burzliwą młodość Piaf przypadającą na lata okupacji, początki jej kariery muzycznej, przyjaźnie i związki z mężczyznami. Przez scenę przewija się plejada aktorów, nierzadko grających kilka postaci, czego przykładem Paweł Gładyś w podwójnej roli Marcela Cerdana (kochanka Piaf) i konferansjera. Aktor za każdym razem inaczej zapowiada piosenkarkę – wypowiada jej imię głosem pełnym werwy albo kameralnym szeptem, jakby chciał samą intonacją opisać stan, w jakim w danym okresie życia znajduje się Piaf.

Zdecydowanie jedną z najbardziej wyrazistych kreacji tworzy Justyna Król wcielająca się w najlepszą przyjaciółkę Edith. W szeregu zabawnych scen widzimy ewolucję przyjaźni obu kobiet – od wspólnego klepania okupacyjnej biedy do ekscesów w okresie rozkwitu kariery Piaf. Król ma najwyraźniej vis komika – wystarczy, że usiądzie niedbale na krześle lub odezwie się rubasznie, a już wzbudza salwy śmiechu. Z Małgorzatą Pruchnik-Chołką tworzą zgrany duet – zwłaszcza w scenach kłótni. Król świetnie gra praktyczną, prostą dziewczynę potrafiącą zbić z tropu przyjaciółkę swoimi dosadnymi komentarzami.

Pierwsza połowa spektaklu oprócz zaprezentowania najważniejszych faktów z biografii artystki, nie wiele wnosi do całości. Chołka poprawnie wykonuje kolejne piosenki – nie można jednak oprzeć się wrażeniu, że aktorka jest bardziej skupiona na prawidłowym wykonaniu utworów, niż ich interpretacji. W drugiej części jest już znacznie lepiej – Chołka wypada ciekawiej w roli dojrzałej Piaf – szczególnie, gdy rezygnuje ze swojego emploi wiecznej trzpiotki, przestaje nerwowo chichotać i stroić miny i staje się doświadczoną kobietą, mierzącą się z klęskami w życiu zawodowym i prywatnym. Sceny, w których aktorka musi powściągnąć swój naturalny temperament są najbardziej emocjonalnymi fragmentami spektaklu. Dobrym tego przykładem są momenty, w których, lekko zgarbiona, siedzi w garderobie odwrócona tyłem do publiczności, a widz tylko obserwuje jej plecy drgające w świetle reflektorów. Po takiej chwili skupienia piosenki w wykonaniu Chołki wydają się bardziej poruszające i refleksyjne.

Mocno również zapada w pamięć scena dialogu Piaf z gwiazdą światowego kina – Marleną Dietrich (Mariola Łabno-Flaumenhaft). Flaumenhaft w cylindrze z cygarem w dłoni siedzi na wysokim stołku barowym. Monolog jej bohaterki, w którym obnaża bezduszne zasady show businessu, brzmi wyjątkowo mocno i współcześnie. Niewiele zmieniło się od lat pięćdziesiątych, w których toczy się część akcji spektaklu: wytwórnie płytowe nadal promują seksowne wokalistki o przeciętnym głosie, o których z przekąsem mówi Marlena. Niemiecka artystka jednak nie namawia swojej koleżanki do zmiany stylu, lecz zachęca do większej pracy nad sobą i słabościami własnego charakteru. Łabno-Flaumenhaft jest w tej scenie naprawdę wspaniała – wygląda i porusza się jak wytworna artystka musicalowa – w pełni świadoma swojej władzy nad publicznością.

Przedstawienie Szurmieja to również opowieść o tym, jak łatwo można uzależnić się od narkotyków z jednej i innych ludzi z drugiej strony. Towarzyszymy artystce w jej kolejnych romansach, widzimy jak cierpienie po rozstaniach próbuje ukoić kolejnymi dawkami morfiny. Przez jej życie przetaczają się tabuny ludzi, a ona cały czas tęskni za jedyną miłością swojego życia – Marcelem Cerdanem.

W spektaklu znalazło się również kilka ciekawostek z historii muzyki rozrywkowej. Na przykład dowiadujemy się o tym, że to Piaf odkryła Yves Montanda (Michał Chołka) i Charlesa Aznavoura (Mateusz Mikoś). Obaj aktorzy z powodzeniem śpiewają popularne przeboje tych wykonawców. Michał Chołka świetnie wypada w parodii kowbojskiej piosenki, którą jego postać wykonuje na przesłuchaniu zaaranżowanym przez główną bohaterką. W spektaklu najmocniej jednak błyszczy Edith Piaf – ta prawdziwa. Archiwalne nagranie z jej występu odtworzone w finale brzmi żywiołowo i uświadamia nam wielkość talentu artystki.

Katarzyna Bolec, Teatralia Rzeszów

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 226/2018
  1. Rzeszowskie Spotkania Karnawałowe

(6–12 lutego 2018)

Teatr im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie

Pam Gems

Piaf

reżyseria: Jan Szurmiej

tłumaczenie: Jerzy Zagórski

scenografia: Wojciech Jankowiak

kostiumy: Marta Hubka

kierownictwo muzyczne: Jarosław Babula

opracowanie muzyczne i aranżacje: Andrzej Zarycki

asystent reżysera: Mariola Łabno-Flaumenhaf

obsada: Joanna Baran, Dagny Cipora / Małgorzata Pruchnik-Chołka, Justyna Król, Mariola Łabno-Flaumenhaft, Małgorzata Machowska / Beata Zarembianka, Robert Chodur, Michał Chołka, Paweł Gładyś, Józef Hamkało, Marek Kępiński, Mateusz Mikoś, Mateusz Marczydło (gościnnie), Robert Żurek, Dariusz Kot (akordeon)

pokaz przedpremierowy: 9 lutego 2018

fot. Maciej Mikulski