Miłość w czasach apokalipsy (Bahamut)

Miłość w czasach apokalipsy (Bahamut)

Trudno doszukiwać się dziś nowatorstwa we wprowadzaniu do teatru jako bohatera spektaklu robota czy androida. Również niczym niezwykłym nie będą motywy postapokaliptyczne w scenografii lub w samej narracji. Z powodzeniem można mnożyć przykłady wykorzystywania we współczesnej kulturze wizji ciemnej, mrocznej przyszłości, której główną bolączką jest rozwój nowoczesnych technologii. Wojciech Kościelniak wraz ze studentami IV roku wrocławskiej Akademii Sztuk Teatralnych w spektaklu dyplomowym Bahamut powiela znane z kultury masowej kalki o świecie dążącym do upadku.

Kościelniak podczas tworzenia scenariusza Bahamuta inspirował się XIX-wieczną powieścią Jane Austin – Duma i Uprzedzenie. W przedstawieniu nie zobaczymy jednak historycznych kostiumów ani wzruszających uniesień. Prezentowana w spektaklu rzeczywistość to świat, na którym zostało zaledwie kilka drzew. Zamieszkują go zaś jedynie ludzie i androidy. Reżyser z  historii spisanej przez Austin przywołuje niektórych jej bohaterów, dodatkowo znacząco upraszcza zachodzące między nimi relacje. W spektaklu nie ma miejsca na dylematy moralne, za to obserwujemy szereg romantycznych powiązań między maszynami a ludźmi. Stworzony w ten sposób szkielet fabuły w zupełności jednak wystarczy, by ukazać losy Elizabeth i Pana Darcy’ego w zupełnie nowej odsłonie.
W interpretacji Kościelniaka tytuł książki – Duma i uprzedzenie – zostaje wykorzystany jako nazwa firmy. Korporacja ta zajmuje się produkowaniem fembotów (kobiecych androidów) oraz ich sprzedażą majętnym kawalerom – w tym świecie partnerkę można sobie kupić. Otwierającą spektakl dyplomowy scenę poświęcono przedstawieniu towarów przez specjalistkę do sprzedaży, kobietę określającą się jako „matka androidek” (Anastazja Borkoniuk), mimo tego, że jest człowiekiem. Scenografię ograniczono do metalowych rusztowań, wypełnionych po brzegi kartonami. Na środku pomieszczenia stoją trzy androidki – Jane Bennet (Martyna Bazychowska), Lydia Bennet (Martynika Kośnica), Elizabeth Benett (Ewa Niemotko). Matka przedstawia kandydatki dwóm interesantom, Charlesowi Bingley’owi  (Igor Tajchman), Fitzwiliamowi Darcy’emu (Bartłomiej Jabłoński) oraz ich towarzyszce podróży Carolinie Bingley (Marta Parzychowska). Kościelniak nie rozwija do końca kwestii tego, jaką rolę pełnią w społeczeństwie femboty. Być może są to jedynie stworzone na wzór człowieka zabawki, które mają umilać czas w tym postapokaliptycznym świecie.
Wprowadzony przez reżysera podział na ludzi i nie-ludzi został podkreślony przy pomocy charakteryzacji i kostiumów. Androidki to zadbane młode dziewczęta, których nieskazitelne ciała są oznakowane kodami kreskowymi czy znakami fragile. Ich stroje są kuse i barwne. Kościelniak nie przedstawia jednak androidek jako pustych, bezuczuciowych maszyn. Jego bohaterki mają uczucia i wątpliwości. Dodatkowo różnią się od siebie charakterami, zupełnie jak siostry w powieści Austin. Martyna Bazychowska i Ewa Niemotko radzą sobie bardzo  dobrze w powierzonych im rolach. Jane jest przekonująca w swoim nierzadko infantylnym zachowaniu, które ma skłonić Bingla do jej zakupu. Elizabeth, jako ta młodsza, bardziej introwertyczna z rodzeństwa, stanowi dopełnienie wiecznie uśmiechniętej starszej siostry. Trzeciej z nich, Lydii brakuje wyrazistości, monologi przez nią wygłaszane nie wnoszą nic nowego do akcji. Dlatego też rola Kośnicy ginie w gąszczu miłosnych perypetii wskazanych przez Kościelniaka.
Mężczyźni natomiast zostali ukazani w ciekawej dwoistości. Wkraczają na scenę jako dystyngowani, majętni panowie, władcy tego postapokaliptycznego świata. Jednak ich jedyną siłą są dobra materialne i pozycja społeczna. Fizycznie są słabi, na ciałach bohaterów-ludzi, pełno jest krwawiących ran – bolesnych nadżerek na twarzy czy wciąż jątrzących się otworów powstałych w wyniku kontaktu z kwaśnym deszczem. Ich kostiumy są czarne, eleganckie i często mają za zadanie zakrywać blizny.
Warto zwrócić uwagę na brylującego w tym spektaklu Bartłomieja Jabłońskiego. Monolog Pana Darcy’ego to filozoficzna interpretacja legendy opowiedzianej przez Elizabeth o mitycznym Bahamucie, który trzyma na swoim grzbiecie świat stworzony przez Boga, a pod jego płetwami roztacza się wielki mrok. Darcy poddaje się szaleńczej improwizacji, której punktem zapalnym jest sens istnienia tej wielkiej, przejmującej ciemności pod wodą. W dalszej części monologu, bohater rozwodzi się nad hierarchią przedstawioną w historii, buduje wieżę ze starych kartonowych pudełek, próbując opowiedzieć androidce swój punkt widzenia. Z tej niezwykle dziwnej opowieści Kościelniak tworzy sedno relacji Lizzy-Darcy. Bowiem ta piramida – Bóg, anioł, skała, byk i ostatecznie Bahamut, są metaforą nadziei w dojmującej ciemności. Zupełnie, jak ich miłość w tym postapokaliptycznym, smutnym świecie, pełnym przeciwności wobec relacji człowiek-android.
Nie można Kościelniakowi odmówić pomysłowości w tym spektaklu. Umieszczenie historii rodem z XIX wiecznych powieści romantycznych w futurystycznej odsłonie to ciekawy zamysł. Jednak w całym przedstawieniu brakuje czegoś zaczepnego. Narracja skupiona została wokół miłosnych perypetii bohaterów. Naprzemiennie reżyser ukazuje, jak rozwija się relacja Jane i Pana Bingley’a, aby za chwilę przejść do rozterek Darcy’ego i jego ukochanej. Wątki poboczne, które pojawiają się w spektaklu przechodzą bez echa i wpływu na główną akcję. A szkoda, ponieważ rola Michała Krzywdzińskiego jako pastora, który chce zakupić Lizzy jest jedną z lepszych w tym przedstawieniu. Aktor stworzył postać irytującego, zaborczego duchownego, który nie kończy rozpoczętych przez siebie słów, tylko wymusza na ludziach, aby robili to za niego. Jego monolog, a właściwie scena kazania, to przyjemny komediowy akcent w tej gęstej od miłosnych wzlotów i upadków realizacji. Pastor bowiem, jak mantrę powtarza, że należy ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Angażuje tym samym widownię, aby kończyła za niego ten wielokrotnie powtarzany bezokolicznik.
Na początku spektaklu można odnieść wrażenie, że świat przedstawiony przez Kościelniaka, ugruntowany jest na pytaniu o kwestię człowieczeństwa robotów, a fabuła skupi się nie tylko na miłosnych relacjach, ale również na aspektach moralnych takiej koegzystencji. Zaproponowana przez reżysera narracja jest jednak niezwykle jednostronna. Od pierwszej sceny androidki w zachowaniu niczym nie różnią się od ludzi – są współczujące, potrafią się zauroczyć, a nawet sprzeciwić, jeżeli coś jest wbrew ich zasadom. Nikłą opozycją do takiej reprezentacji jest Lady Katarzyny de Bourgh (Karolina Rzepa), jedyna postać w spektaklu przeciwna relacji człowiek-maszyna. Ta wytworna dama podnosi bowiem kwestię człowieczeństwa androidek poprzez pytanie, czy coś co nie ma duszy może żyć na takich samych prawach, jak ludzie. Jej odpowiedź jest przecząca. W wyobrażeniu kobiety maszyna ma służyć człowiekowi, nie może być wolnomyślącą jednostką. Jednak jej postać, podobnie jak Lydia, ginie w gąszczu miłosnych perypetii. W Bahamucie jest wiele ciekawych kwestii, które warto byłoby rozwinąć. Być może, gdyby twórcy zdecydowali się rozłożyć akcenty na kilka wątków, postaci, które były świetnie wykreowane, nie zginęłyby w potoku romantycznej historii o siostrach Bennet.

Agata Iżykowska, Teatralia Wrocław

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 229/2018

BAHAMUT

na motywach powieści „Duma i uprzedzenie” Jane Austen

Scenariusz, reżyseria, opracowanie muzyczne: Wojciech Kościelniak

Scenografia , kostiumy, wizualizacje, opracowanie graficzne: Anna Kościelniak

Muzyka: Paulina Derska

Konsultacje muzyczne: Vojto Monteur

Sound design: Sylwia Kopyś

Choreografia: Bożena Klimczak

Asystentka reżysera: Ewa Niemotko

Występują: Martyna Bazychowska, Anastazja Borkoniuk, Ewa Niemotko, Martynika Kośnica, Marta Parzychowska, Bartłomiej Jabłoński, Igor Tajchman, Michał Krzywdziński
oraz Karolina Rzepa ( III rok WA)

Prapremiera: 3 marca 2018

fot. materiały AST we Wrocławiu

 Agata Iżykowska – doktorantka na Uniwersytecie Wrocławskim. Uczy dzieci, że czytanie literatury klasycznej jest fajne. Uwielbia brytyjski teatr, szczególnie średniowieczną i współczesną dramaturgię. Nie lubi zabijania zwierząt w imię sztuki.