Marsz na szczyt (Ostatnie 300 metrów)

Marsz na szczyt (Ostatnie 300 metrów)

Ostatnia wyprawa górska Wandy Rutkiewicz obrosła wieloma mitami. Budzi ciekawość i przerażenie jednocześnie. Finał historii na zawsze pozostanie tajemnicą i to właśnie najbardziej fascynuje. Monodram wyreżyserowany przez Bartosza Kulasa to swobodne rozważania na temat tego, co mogło się wówczas wydarzyć. O czym myśli człowiek, który znalazł się na granicy życia i śmierci?

Wanda Rutkiewicz wsławiła się licznymi osiągnięciami: jako pierwsza kobieta na świecie zdobyła szczyt K2, jako pierwsza reprezentantka Polski wspięła się na Mount Everest… Jej postać urosła do rangi legendy – silna kobieta, która sięgała po niemożliwe. Z ostatniej wyprawy nie wróciła, a jej ciała nie odnaleziono do dziś. W życiorysie polskiej alpinistki i himalaistki jest luka. Kilkudniowa luka, która skutecznie pozwala puścić wodze fantazji.

Reżyser Bartosz Kulas stworzył własny obraz ostatnich dni życia Rutkiewicz. W monodramie Ostatnie 300 metrów zastanawia się, o czym może myśleć człowiek w tak skrajnych warunkach? W okolicznościach wyjątkowo nieludzkich, kiedy jego jedynym towarzyszem są góry, a władzę absolutną sprawują żywioły? Zwyczajne myśli nabierają wówczas zupełnie innego wydźwięku, a błahe sprawy zdają się najistotniejsze.

Wanda (Lidia Olszak) wspomina mnóstwo wydarzeń ze swojego życia – rozmyśla o zabawnych sytuacjach, ale również o traumatycznych doświadczeniach. Przywołuje konkretne osoby, rozlicza się ze swoimi bliskimi. Jej myśli są proste, przypomina sobie matkę, do której mówi „miałaś rację” oraz ojca – jego zapewnia: „zrobiłam to sama!”. Brak w tym wszystkim zbędnego patosu, a nagromadzenie pospolitych wydarzeń ułatwia widzom utożsamienie się z bohaterką. Każdy ma podobne doświadczenia, każdy przeżył sukces czy porażkę. Wzloty i upadki Wandy Rutkiewicz śledził cały świat, tysiące ludzi najpierw nosiło ją a rękach, a potem obrzucało podejrzliwymi spojrzeniami. Jakie to ma znaczenie wobec świadomości końca?

Mimo prowadzenia ponadgodzinnego monologu pełnego szczerych zwierzeń, doświadczenia Wandy nadal pozostają dla nas obce. Dopiero po kilkunastu minutach od rozpoczęcia spektaklu aktorka prostuje się i widzowie mogą ujrzeć jej twarz. Oko w oko staje z nami pełna pasji kobieta, która zakłada bezkształtny żółty kombinezon i rusza w drogę. Bohaterka stale idzie, co umożliwia jej bieżnia wmontowana w scenę. Za jej plecami znajduje się ogromny ekran, na którym najpierw widać burzę śnieżną, a później niekończący się tunel. Słuchając kolejnych opowieści zdyszanej Wandy, nietrudno zapaść w trans. Maszerujemy razem z nią, ale wiemy, że nigdy nie zdołamy wyobrazić sobie jej sytuacji.

Wanda przyrównuje tytułowe 300 metrów do drogi po bułki na śniadanie, spokojnie mówi o realiach panujących w górach. O tym, że rozum zwycięża nad sercem i koledzy nie rzucają się bohatersko na pomoc. Że człowiek może liczyć tylko na siebie. Że z licznych fascynacji przetrwała jedynie miłość do gór, a te żywią się odważnymi.

Twórcy są dalecy od moralizatorstwa. Nie usprawiedliwiają Wandy, nie tłumaczą jej decyzji nadzwyczajną potrzebą adrenaliny. Nie każą się nad nią litować. Pokazują człowieka, któremu przez całe życie towarzyszy samotność i siła. Kobietę, która uwielbia uczucie zmęczenia i wyczerpania, ale zarazem tęskni za prostymi przyjemnościami. I zastanawia się, dlaczego nie kupiła działki…

Marta Kąsiel, Teatralia Kraków

Internetowy Magazyn "Teatralia", numer 249/2018

Teatr Bagatela im. Tadeusza Boya-Żeleńskiego w Krakowie

Patrycja Babicka, Magdalena Zarębska-Węgrzyn

Ostatnie 300 metrów

reżyseria, scenografia, projekcje: Bartosz Kulas

kostiumy: Małgorzata Chruściel

muzyka: Łukasz Pieprzyk

reżyseria świateł: Marek Oleniacz

obsada: Lidia Olszak

premiera: 18 maja 2018

fot. Piotr Kubic

Marta Kąsiel – absolwentka wiedzy o teatrze na Uniwersytecie Gdańskim, studentka Uniwersytetu Jagiellońskiego