Magiczne promieniowanie (Na początku i na końcu czasu)

Magiczne promieniowanie (Na początku i na końcu czasu)

Spektakle obyczajowe należą do tych, które najłatwiej zepsuć. Historie opowiadające o rodzinnych konfliktach, tęsknotach czy utajonych pretensjach mogą, z jednej strony, trzymać uwagę widza w nieustannym napięciu, z drugiej zaś – szybko znudzić banalnością, powtarzalnością motywów oraz przewidywalnymi rozwiązaniami. Twórcy niektórych z nich sięgają jednak po nieoczekiwane zabiegi – tak dzieje się w przypadku Na początku i na końcu czasu. Przedstawienie traktujące o losach rodziny mieszkającej w czarnobylskiej zonie zostało okraszone sporą dawką realizmu magicznego, będącego podstawą do zrozumienia opisywanego świata.

Akcja toczy się  w starej zniszczonej chacie należącej do Baby Prisii (Elżbieta Karkoszka). Kobieta przyjmuje pod swój dach córkę Sławę (Marta Bizoń) i wnuka Wowczyka (Michał Sikorski) po ucieczce od męża i ojca (Wojciech Dawid Terechowicz). Rodzina ledwo wiąże koniec z końcem. Jedynym jej łącznikiem z rzeczywistością jest dzielnicowy (Juliusz Krzysztof Warunek), który od czasu do czasu wpada w odwiedziny. Już od samego początku spektaklu da się zaobserwować wyraźny podział na tych, którzy są w domu przymusu (córka) i na tych, którzy nie wyobrażają sobie mieszkania gdzie indziej (babcia). Gdzieś pośrodku znajduje się opóźniony w rozwoju Wowczyk, wyraźnie sfrustrowany całą sytuacją.

Wraz z upływem kolejnych dni Baba Prisia odkrywa przed najbliższymi tajemnice czarnobylskiej zony. Przestrzeń skażonego promieniowaniem terenu kryje w sobie mityczne elementy Wedle jej słów na mokradłach można spotkać rusałki zwiastujące śmierć. Upływ czasu (a raczej jego nieustanne zapętlenie) wyznacza tu ziemia i jej plony. Chata staruszki stanowi nie tylko centrum jej wszechświata, mikrokosmos w sensie horyzontalnym – również i pod nią, głęboko pod ziemią, dzieją się rzeczy niewyobrażalne, jak działalność tajnej linii metra dla partyjnych dygnitarzy. Właściwa babce magia nieustannie jest konfrontowana z twardym realizmem jej córki.

Sława Marty Bizoń została niezwykle poturbowana przez los. Znerwicowana, miota się po scenie od kąta w kąt, nie mogąc znaleźć dla siebie miejsca. Nie mając oparcia w mężu-pijaku (epizodyczny, nie zapadający w pamięć Wojciech Dawid Terechowicz), całą złość wyładowuje na swojej matce. Spośród wszystkich występujących postaci, najtrudniejsza, a zarazem najciekawsza rola przypadła Michałowi Sikorskiemu. Jego Wowczyk łączy w sobie dziecięcą ciekawość oraz naiwność z wewnętrznym problemem, jakim jest ograniczenie w pojmowaniu świata. W wyrażaniu myśli pomaga mu jego „zdrowe” alter ego (Andrzej Popiel), które co jakiś czas wyłania się z widowni i umożliwia chłopakowi w wysłowieniu się. Ten swoisty splot różnych postaw wobec świata, stosunku do niego i jego tajemnic, wytwarza niebezpieczny tygiel, tykającą bombę, mogącą w każdej chwili wybuchnąć.

Do takiej  eksplozji prowadzi pojawienie się w okolicy bogatych, znudzonych ludzi, dla których wycieczka do zony jest atrakcją turystyczną. Urządzając sobie strzelanie ranią Wowczyka. W ten sposób brutalna rzeczywistość wdziera się do ostoi pradawnego porządku. Nadchodzi czas zemsty, w której pierwsze skrzypce gra babka. W zabawnej scenie z dzielnicowym bohaterka opowiada o tym, jak podczas wojny sama wyrżnęła kilkunastu stacjonujących u niej Niemców. Przeobrażenie spokojnej, nieco zdziwaczałej, kobiety w anioła (rusałkę?) śmierci pozwala spojrzeć na tę postać z innej strony. Walka o resztki własnej tożsamości pcha kobietę do makabrycznych czynów.

Na Początku i na końcu czasu w reżyserii Katarzyny Deszcz nie jest krytyką współczesnego świata z jego całym konsumpcjonizmem, nowoczesnością i chłodną, zdehumanizowaną kalkulacją zysków i strat. To opowieść o równoległej rzeczywistości, funkcjonującej w zasadzie pod każdą szerokością geograficzną. Miejsca zapomniane przez ludzi, takie jak czarnobylska zona, istnieją i stanowią dla cywilizacji  interesującą przeciwwagę. Przecież nikt nigdy nie dowiódł, że rusałek nie ma, nieprawdaż?

 

Piotr Gaszczyński, Teatralia Kraków 

Internetowy Magazyn "Teatralia", numer 264/2018

 

Teatr Ludowy w Krakowie

Pawło Arje

Na początku i na końcu czasu

przekład: Anna Korzeniowska-Bihun

reżyseria: Katarzyna Deszcz

scenografia: Andrzej Sadowski

asystent reżysera/inspicjent/sufler: Manuela Nowicka

obsada: Elżbieta Karkoszka, Michał Sikorski, Marta Bizoń, Wojciech Dawid Terechowicz, Juliusz Krzysztof Warunek, Andrzej Popiel

premiera: 20 października 2018 , Scena Pod Ratuszem

fot. Klaudyna Schubert

Piotr Gaszczyński (rocznik 1987) – absolwent filologii polskiej i teatrologii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Nauczyciel, miłośnik groteski pod każdą postacią, dyrektor Niepublicznej Szkoły Podstawowej im. św. Joanny Molli w Krakowie. W „Teatraliach” publikuje od 2010 roku.