Lupostan (Koniec świata wartości)

Lupostan (Koniec świata wartości)

Zaczęło się od Tarnowa” (s. 5)1 – pisze Łukasz Maciejewski. Jednak podobne historie miały swój początek również w innych miejscach. Łódź. Kraków, Jelenia Góra, Warszawa. Wrocław… Długo można by wymieniać. W tych licznych punktach na mapie historie relacji, a właściwie historie fascynacji jednym człowiekiem rozpoczynały się i rozpoczynają wciąż na nowo. Niekończąca się opowieść nieustannie rozpisywana na nowe głosy.

Zapisem owych fascynacji jest wydana nakładem Wydawnictwa Szkoły Filmowej w Łodzi pod koniec ubiegłego roku dwujęzyczna, polsko-angielska, książka Koniec świata wartości – zbiór tekstów reprezentujących różne gatunki, których głównym bohaterem (lub autorem) pozostaje Krystian Lupa. Bohaterem drugoplanowym, który stara się przedstawić reżysera i jego twórczość na przestrzeni lat przez pryzmat własnej z nim znajomości jest wspomniany Łukasz Maciejewski. Dziennikarz z fałszywą, według mnie, skromnością wyznaje, że poszczególne teksty z perspektywy czasu wydają się pełne niedoskonałości. Postanowiono jednak zrezygnować z ponownej redaktorskiej interwencji, aby nie pozbawiać czytelnika świadectwa przeszłości – to, co teraz może wydawać się reliktem, powstało przecież z potrzeby chwili i wtórna ingerencja byłaby czymś nieuczciwym.

Książka nie rości sobie prawa do obiektywizmu i wszechwiedzy. Ale też nie o to tutaj chodzi. Pełni ona raczej rolę intelektualno-emocjonalnej akuszerki, dzięki której w świadomości odbiorcy narodzi się lub ponownie zaistnieje postać geniusza, mniej lub bardziej znanego (nie wymaga się od czytelnika znajomości twórczej biografii reżysera – ciekawski nieobyty lub zapominalski zawsze może zajrzeć do załączonego spisu spektakli). Trudno traktować patchworkową publikację jako kompendium wiedzy teatrologicznej. Można natomiast dopatrywać się w Końcu świata wartości kompendium wyobrażeń wokół figury artysty – jak Lupa postrzega się sam lub jak kreuje swój wizerunek, a przede wszystkim, kim staje się w umysłach innych ludzi. Każdy dostaje Lupę, w jakiego wierzy, a może raczej, w jakiego chciałby uwierzyć. Książka infekuje Lupą – człowiekiem, artystą, negującym buntownikiem, poszukującym w kryzysie, opętanym seksem megalomanem, pedagogiem, tyranem, przyjacielem… Lupa jako stan umysłu.

Koniec świata wartości pełen jest rozmów o artystycznych inspiracjach reżysera Wycinki. Padają nazwiska pisarzy, które polskiemu widzowi niemal automatycznie przywodzą na myśl teatr Lupy: Bernhard, Musil, Broch, Dostojewski, Czechow. Pojawiają się rozmowy o Konradzie Swinarskim, osobach związanych z jeleniogórskim teatrem, Andy’m Warholu, Pablu Picassie, Bridget Bardot, Isabelle Huppert i wielu innych. Maciejewski rozmawia również z kilkoma osobami, dla których to Lupa z kolei miał istotny wpływ na zawodową, życiową ścieżkę – Janem Fryczem, Adamem Nawojczykiem, Romanem Gancarczykiem. O kilku innych pisze lub rozmawia, m.in. o Piotrze Skibie, Sandrze Korzeniak, Janie Klacie czy Mai Kleczewskiej. Temat uczniów współpracowników i uczniów Lupy, zapewne przez swój ogrom, zdaje się jedynie muśnięty. Dodatkowo kluczem w doborze materiału była nie tylko osoba reżysera, ale przede wszystkim Maciejewskiego – książka to przecież głównie narracja o „jego” Lupie. Zawęża to w znaczący sposób perspektywę, przymusowo ją zubaża w celu uniknięcia chaosu.

Koniec świata… to również opowieść o trwaniu i tworzeniu w kryzysie. Słusznie lub nie, Lupa diagnozuje sytuację sztuki europejskiej w ogóle jako kryzysową ze względu na charakterystyczny etap przejściowy między pewnymi epokami. „Bohaterem naszych czasów jest człowiek, który bredzi, bełkocze. Ten człowiek jest skutkiem tego, co jest w nas. Jest ubogi, kaleki, perwersyjny, wynaturzony” (s. 19) – stwierdza. Proces twórczy wyłania się w książce jako proces permanentnej negacji i odrzucania zbędnego, spowalniającego lub blokującego balastu. Człowiek artysta stanowi swoje własne zagrożenie. Żeby tworzyć, działać, potrzebuje ustawicznie walczyć ze swoimi słabościami i samozadowoleniem. Lupa wyznaje, że w tej kwestii bliski jest mu Picasso, który „gardził przekleństwem trwania w satysfakcji” i był przekonany, że „droga twórcza polega na uporczywym wyrzucaniu wszystkiego, co zaczyna mijać swoje apogeum i przechodzić w pozorne spełnienie” (s. 11). Samozadowolenie oznacza lenistwo, powtarzanie tych samych form, które przekształcają się ostatecznie w sprawdzone chwyty. Picasso wciąż szukał nowych narzędzi, ogarnięty, jak Lupa, totalną potrzebą doskonałości. Według reżysera teatr jako medium jest niesamowicie podatny na wszelkie kryzysy, dlatego naturalną skłonnością człowieka jest powrót do tego, co już znane i wcześniej zyskało aprobatę widzów – „żeby «la publique» zamiast katharsis dostała swój mały plotkarski orgazm” (s. 18). Kryzys w pracy teatralnej objawia się między innymi jako brak zaufania, który paraliżuje rozwój. Paraliżująca jest również presja społeczeństwa – widz czy aktor wymagający od reżysera sukcesu spektaklu. Aktor boi się porażki, a to jego pewność siebie, energia gwarantuje zwycięstwo i powodzenie danego przedsięwzięcia. Lupa jest głęboko przekonany, że ogarnięty lękiem aktor nie może prawdziwie tworzyć, chowa się w kryzysie i ucieka przed konfrontacją z czymś nieznanym, zamiast jak Nietzsche „pójść za niepewnymi impulsami” (s. 15) i odkryć coś nowego.

Problem lęku, ale też silnie z nim związanego wstydu, jest według mnie jednym z ważniejszych tematów poruszanych w Końcu świata…. Te bardzo często mocno zakorzenione w człowieku afekty wymagają bezustannego uświadamiania i negowania na drodze samodoskonalenia. Na ich działanie szczególnie narażeni są aktorzy, którzy w wydarzeniu teatralnym znajdują się od początku całościowo, nadzy psychocieleśnie zostają wystawieni oceniającemu spojrzeniu widzów. Lupa zauważa, że wstyd sprzężony z racjonalizacją w obrębie procesu twórczego potrafi niszczy kreatywność i produktywność. Pojawia się autocenzura. Człowiek boi się obnażenia własnej słabości, nie chce, aby ktoś odkrył jego niewiedzę i bezradność wobec danej sytuacji. Obawiamy się na zapas szyderczego śmiechu będącego rekcją na to, co nowe, a potencjalnie nowatorskie. „Rozpaczliwy syndrom sukcesu i konieczności powtarzania tego sukcesu sprawiają, że człowiek ukrywa się ze swoją niezdarnością, wstydzi się poszukiwań. Wszystko jedno, czy próbujesz pisać artykuł do gazety, list lub książkę – zawsze startujesz z pewnym projektem, pierwowzorem pejzażu, który przeczuwamy, a później niszczymy ten projekt, zamieniając go w słowa. Najczęściej sami jesteśmy cenzorami własnych myśli. Kiedy coś czytamy, do głowy przychodzą nam różne rzeczy, ale kiedy wypadnie nam te wrażenia opisać, prawie nigdy nie przenosimy tego, co naprawdę myśleliśmy.” (s. 16) – stwierdza Lupa. W taki właśnie sposób umierają nieraz genialne pomysły, które mogłyby wprowadzić powiew świeżości w sztuce. Obawa przed przylepieniem etykietki niedojrzałego i głupiego wciąż blokuje artystę, który nie potrafi odnaleźć się między przysłowiową dziecięcą ciekawością a byciem rzeczywistym ignorantem.

Można by się zastanawiać, czy Lupa nie ostrzega czytelnika przed zbyt intensywnym myśleniem czy autodekonstrukcją. A może po prostu chce powiedzieć, że trwać w kryzysie trzeba po prostu umieć? Może sposób, w jaki się wychodzi z kryzysu wpływa bezpośrednio na jakość sztuki? „Jestem artystą w kryzysie. W uporczywym, permanentnym kryzysie. Oczywiście, czasami następuje we nie jakiś przesyt, powtarzalność tego schematu wydaje się jałowa. Wtedy, jako ktoś zafascynowany kryzysem, zakochany w kryzysie, usiłuję się z niego wydobyć. Ale to tylko krótkotrwała faza uprzedzająca kolejną falę. Następne zauroczenie” (s. 97) – czytamy. Reżyser Factory 2 wierzy, że kryzys należy zaakceptować, oswoić, ponieważ tylko wtedy będziemy mogli działać naprawdę, wyzwolić się z blokującego zakłamania. „Dlaczego nie jesteśmy paradoksalni w pracy, dlaczego nasze prywatne poczucie absurdu, przewrotność śpi, dlaczego instalujemy tak naiwnie i nie mówimy sobie wzajemnie, że to kłamstwo?” (s. 68 – 69).

Lupa w Końcu świata wartości, „wieczny sprzedawca afrodyzjaków” (s. 90), uwodzi przy pomocy Łukasza Maciejewskiego nie tylko w teatrze, ale też na papierze. Udzielając wywiadów, a przede wszystkim publikując swoje dzienniki, wpuszcza do swojego teatru „od kuchni” i pozwala odbiorcy już od wielu lat na obserwowanie twórczego aktu z innej zupełnie perspektywy. Przewrotnie mamy możliwość podglądania voyeura podczas pracy, poznajemy jego warsztat i ogarnięty specyficzną logiką tok myślenia. Stajemy się częścią przesiąkniętej sensualną magią, zawłaszczającej wampirycznej sieci teatru.

Natalia Brajner, Teatralia Kraków

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 234/2018

Krystian Lupa, Łukasz Maciejewski, Koniec świata wartości, Wydawnictwo Szkoły Filmowej w Łodzi, Łódź 2017.

1 Wszystkie cytaty pochodzą z: Krystian Lupa, Łukasz Maciejewski, Koniec świata wartości, Łódź 2017.