„Ludzka bestia jest śmiertelna” (Kotka na gorącym blaszanym dachu)

„Ludzka bestia jest śmiertelna” (Kotka na gorącym blaszanym dachu)

Zabawa, radość, czas spędzony z rodziną, beztroskie dzieciństwo są jednymi z licznych skojarzeń, jakie wywołuje lunapark. Wszystko to może jednak odejść w niepamięć, jeśli zostanie on ukazany w szaroburych barwach – jako ruiny, coś starego, wybrakowanego. Właśnie tak wygląda scenografia Kotki na gorącym blaszanym dachu w reżyserii Dariusza Starczewskiego. Z ogromnym hukiem na scenę regularnie wjeżdżają plansze ze strzelnicy. Skutecznie przypominają, że wszystko, co właśnie się odbywa, jest brutalną rozgrywką,bezlitosną zabawą kosztem drugiej osoby.

Cyklicznie powracający hałas nie zwraca szczególnej uwagi uczestników metaforycznych pojedynków – jak widać, jest to ich chleb powszedni. Twórcy spektaklu serwują widzom obraz ludzi, których co prawda łączą więzy rodzinne lub małżeńskie, ale w rzeczywistości wszyscy są sobie zupełnie obcy. Mniej lub bardziej świadomie tkwią w chorych układach, w których największą siłą okazuje się pożądanie. To ono zastąpiło miłość, namiętność, troskę czy bezinteresowność. Z każdą minutą relacje między bohaterami coraz bardziej się komplikują. Wszyscy są nieszczęśliwi i samotni, wszyscy są ofiarami.

Historia zostaje przedstawiona z perspektywy Maggie (Magdalena Walach). Jej małżeństwo z Brickiem (Kosma Szyman) to fikcja. Kobieta jest przekonana o swojej żarliwej miłości do męża. Nawet nie zauważyła, kiedy szczere uczucie zostało wyparte przez obsesję. Nieustannie żebrze o uwagę ukochanego, kokietuje, męczy, osacza. Tymczasem popadający w alkoholizm mężczyzna wydaje się zainteresowany jedynie wypieraniem natrętnych myśli o swoim homoseksualizmie.

Para małżonków spotyka się z rodziną Bricka z okazji urodzin jego ojca, Dużego Taty (Paweł Sanakiewicz). Wszyscy goście są odświętnie ubrani, nawet schorowany solenizant, poruszający się na fotelu, który przypomina tron, na piżamę narzucił marynarkę. Tylko niemal roznegliżowani Maggie i Brick nie pasują do tego obrazka. Dzieje się tak, ponieważ notorycznie są odzierani z intymności. Krewni ochoczo zaglądają do ich alkowy i komentują nieistniejące pożycie małżeńskie, jakby chcieli zapomnieć o swoich przywarach i problemach. Czasem nawet czerpią satysfakcję z nieszczęścia Maggie, z premedytacją wytykają jej brak potomstwa, zadają ból, nie rozumieją, dlaczego bezdzietna para zjednała sobie aż taką sympatię nestora rodu. Duży Tata zarządza bliskimi niczym firmą. Razem z żoną zawiedli jako rodzice, ich synowie nie są w stanie stworzyć udanych związków. Zwłaszcza Brick zdaje się być emocjonalnym kaleką. Porusza się przy pomocy kuli, co jednak bardziej niż o fizycznej kontuzji świadczy o stanie jego psychiki. .Przeraźliwie boi się odpowiedzi na podstawowe pytania dotyczące swojej seksualności, co uniemożliwia mu normalne funkcjonowanie w społeczeństwie.

Może się wydawać, że wątek homoseksualizmu jednej postaci zdeterminuje historię rodziny, która tkwi zamknięta w symbolicznej klatce. Jednak twórcy dość subtelnie ukazali problemy Bricka, skupili się raczej na toksycznych relacji między krewnymi. Kotka na gorącym blaszanym dachu jest bowiem nie tyle tendencyjną opowieścią o (nie)tolerancji, ile złożoną refleksją o wpływie związku rodziców na przyszłość dzieci, pozycji kobiety w rodzinie, potrzebie stawania do bezsensownych pojedynków z bliskimi. Pojawiają się tu też wątki dotyczące pożądania i wiecznego nienasycenia, do pewnego stopnia determinujących losy tych bohaterów. Całość na szczęście nie przybiera formy moralitetu, a konstrukcja spektaklu pozwala spojrzeć na postaci i ich dylematy z wielu perspektyw.

Pozostałości lunaparku, w którym rozgrywa się akcja spektaklu, zastąpiły wytworne wnętrza, zapewne stosowniejsze dla tak zamożnej rodziny. Bracia walczą o spadek po ojcu, biorą udział w grze pozorów, zamiast zastanowić się nad próbą i celowością naprawy pozostałości po zapewne kolorowym niegdyś „parku rozrywki”. Być może mają rację?

Marta Kąsiel, Teatralia Kraków

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 266/2018

Teatr Bagatela im. Tadeusza Boya-Żeleńskiego w Krakowie

Tennessee Williams

Kotka na gorącym blaszanym dachu

reżyseria: Dariusz Starczewski

tłumaczenie: Jacek Poniedziałek

scenografia: Urszula Czernicka

muzyka: Mateusz Kobiałka

reżyseria świateł: Marek Oleniacz

ruch sceniczny: Małgorzata Haduch

obsada: Magdalena Walach, Kosma Szyman, Kamila Klimczak, Katarzyna Litwin, Karolina Kotarba, Paweł Sanakiewicz, Piotr Urbaniak, Marcin Kobierski, Jakub Bohosiewicz, Wojciech Leonowicz, Tomasz Lipiński

premiera: 14 września 2018

fot. Piotr Kubic

Marta Kąsiel – absolwentka wiedzy o teatrze na Uniwersytecie Gdańskim, studentka Uniwersytetu Jagiellońskiego