Los zawsze będzie przeciwko tobie (Jutro zawsze będzie jutro)

Los zawsze będzie przeciwko tobie (Jutro zawsze będzie jutro)

Jutro zawsze będzie jutro w reżyserii Wojciecha Kościelniaka to spektakl dyplomowy, który narodził się z egzaminu podczas zajęć z piosenki. Szesnaścioro młodych aktorów i aktorów i aktorek reinterpretuje teksty Bertolta Brechta – buntownika, któremu bliskie były motywy rewolucyjne. Studentki i studenci pokazują, że nie zawsze potrzeba licznego zespołu, ogromnej sceny i czerwonej kurtyny, aby zrobić wrażenie i skłonić widza do refleksji. Oszczędne środki pozwalają na zachowanie równowagi pomiędzy wszystkimi elementami spektaklu.

Niewielka sala zapełnia się widzami Na scenie, na której ustawiono kilka rzędów krzeseł, siedzą już aktorki i aktorzy. Uśmiechają się, niektórzy arogancko, inni całkowicie szczerze, śmieją się, szepczą. Czekają jakby zniecierpliwieni, aż wszyscy zajmą miejsca. Gasną światła, a widz przenosi się w świat lęków, pragnień i tęsknoty za czymś, co było i za czymś, co dopiero nadejdzie. Ten początek przed początkiem, odwrócenie ról, oczekiwanie artystów na widzów, zapowiada rewolucję, która odbędzie się już w trakcie spektaklu. Jest to obietnica spełniona. Potwierdza się w każdej kolejnej piosence. Emocje stopniowo narastają, aż pod koniec wybuchają, a widz nie dowierza, że to już koniec.

Studenci bawią się pojęciem „indywidualność”. Każdy z nich prezentuje historię opartą na innej piosence. Chociaż przez większość czasu aktorki i aktorzy są tłem dla opowieści innych, to zachowują swoją odrębność. Nawet ubrania, chociaż ciemne, różnią się od siebie, podobnie jak nieregularne, brudne plamy na ciałach artystek i artystów sugerujące, że coś już w życiu przeszli. Wszystko to stanowi spójną całość i pozwala wybrzmieć tekstom Brechta, które są tu najważniejsze. Scenerie tworzące tło dla kolejnych utworów powstają na bieżąco z kilkunastu krzeseł, a uzupełnia je choreografia. Aktorzy i aktorki na przemian zbijają się w kulę albo padają na podłogę w rozsypce, zamierają w bezruchu lub gwałtownie przemieszczają się po całej sali. Nie wpadają na siebie, pomimo pozornego rozgardiaszu. Żadna sekwencja też się nie powtarza. Przypominają żywy, myślący organizm. Jedno działanie jest zestawiane z przeciwnym, przez co zostaje podkreślone i wybrzmiewa jeszcze mocniej. Pomimo tej wybuchowości i pewniej spontaniczności gestów wszystko jednocześnie sprawia wrażenie dokładnie przemyślanego.

Głęboko porusza scena, w której aktorzy i aktorki, poza Kingą Zygmunt wykonującą w tym czasie jedną z piosenek, zakładają na oczy opaski i błądzą po omacku po sali. Gdy trafią na drugą osobę, zostają z nią na chwilę, przytulają, wykonują coś przypominającego taniec. Potem jednak odchodzą, szukając kogoś innego. Na koniec wszyscy ustawiają się w rzędzie pod ścianą. Może to unaoczniać, jak samotny, a mimo to zależny od innych, jest człowiek w świecie. Koniec końców i tak wszystkich czeka ten sam los.

Minimalistyczne, ale sugestywne obrazy pobudzają wyobraźnię i przenoszą nas do miejsc, o których mowa w tekstach. Raz jest to biuro, zaraz potem zadymiony bar, cmentarz albo okopy. Aktorzy i aktorki udają więc pisanie na maszynach albo celują z wyimaginowanej broni. Zastosowanie skromnych środków pozwala publiczności skupić się na treściach piosenek. Bardzo ważnym aspektem gry jest też mimika. Studentki i studenci wykrzywiają twarze w grymasach, rozpływają się w ekstazie, poddają rozpaczy, oddają szaleństwu. Przedstawiają całe spektrum emocji. I choć cały zespół jest bardzo przekonujący i zgrany, a na ich pracę patrzy się z przyjemnością, to Adrianna Izydorczyk, która wykonuje pierwszy utwór, hipnotyzuje i sprawia, że niemożliwe staje się odwrócenie od niej wzroku, również w trakcie innych piosenek.

Teksty dotyczą problemów politycznych i społecznych, bliskich młodym ludziom. Aktorzy i aktorki śpiewają o tym, co może poruszać ich serca: miłości, marzeniach, lęku przed wojną i niepewnym jutrem. Wybrane teksty Brechta stanowią adekwatny, wręcz niepokojący swoją aktualnością, komentarz do współczesności, a w wykonaniu Akademii Sztuk Teatralnych nabierają dodatkowo nowego znaczenia. Tematy, które poruszał Brecht w swoich utworach, nie przedawniają się, zawierają uniwersalne prawdy o świecie i życiu. Wyśpiewane przez chór młodych głosów, z przekonaniem, jakby pisane były dla nich i o nich, nabierają nowej mocy.

Jutro zawsze będzie jutro nie jest typowym spektaklem. Jego dramaturgię tworzą pojedyncze piosenki, których nie uspójnia linearna fabuła, a studentki i studenci nie odgrywają konkretnych postaci. Każdy utwór zawiera swoją własną historię. Wszystkie w jakiś sposób komentują rzeczywistość i nie ma w tym wypadku znaczenia, czy są to czasy współczesne odbiorcy, czy Brechtowi. Przypomina to raczej wyreżyserowany koncert z bardzo ciekawą choreografią. Z całą pewnością dyplom ten jest wart uwagi, nie tylko ze względu na uczucia, jakie wzbudza, i hipnotyzujące kreacje, ale również dzięki wspaniałemu zespołowi muzyków, którzy towarzyszą aktorkom i aktorom, grając na żywo.

Blanka Starzycka, Teatralia Wrocław

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 266/2018

Akademia Sztuk Teatralnych im. St. Wyspiańskiego w Krakowie, Filia we Wrocławiu

Jutro zawsze będzie jutro

Na podstawie songów Bertolta Brechta

reżyseria: Wojciech Kościelniak

przekład: Jacek Stanisław Buras, Andrzej Jarecki, Roman Kołakowski, Agnieszka Osiecka, Robert Stiller

kompozycje: Kurt Weill, Janusz Tylman, Jerzy Satanowski

akompaniament: Leszek Skibicki, Dawid Suliba, Patryk Naumowicz

obsada: Adrianna Izydorczyk, Jakub Głukowski, Aleksander Kaleta, Kinga Jasik, Wojciech Świeściak, Kamila Urzędowska, Weronika Dzierżyńska, Dominik Mirecki, Karol Olszewski, Kinga Zygmunt, Karol Donda, Olga Madejska, Karolina Rzepa, Tomasz Mechowicki, Żaneta Homa, Wioletta Kopańska

premiera: 14 listopada 2018

fot. Jakub Lemański/ Tomasz Biegalski

Blanka Starzycka – rocznik 1999, studentka filologii polskiej na Uniwersytecie Wrocławskim, stawia trudne pytania, pije za dużo kawy i zastanawia się dokąd ona i świat wokół zmierzają, prawdopodobnie do teatru.